poniedziałek, 17 października 2011

za każde potem

Que hermoso dia ! ;)
Tak bym podsumowała ten dzień... Bo mimo wszystko był piękny.
Na samym wstępie SPROSTOWANIE.
W poprzedniej notce napisałam: (...) Mama od małego uczyła mnie, jakie to ważne i dlaczego. Nigdy nie pozwalała rysować mi miliona serduszek, bo mam tylko jedno. Podzielone na małe kawałeczki: trochę mamy, trochę babci, trochę cioci... 
Poprawna wersja:
(...) Podzielone na małe kawałeczki: trochę mamy, trochę babci, trochę cioci, dużo Pawełka.
I PRZEPRASZAM <3


W każdym razie, ostatnio w ogóle nie mam przemyśleń. Wyłączyłam myślenie. Chociaż dzisiaj przemknęła mi myśl "napiszę o tym na blogu" - ale, jak to ja - zapomniałam, co to w ogóle było.

Nie wiem, czy was również tak ganiają za picie herbaty z łyżeczką w kubku. To jakieś durne przyzwyczajenie, a może nawet i przesąd? "Bo oko sobie wydłubiesz", "bo tak nie wypada". A co jeśli ta właśnie mała łyżeczka jest przejawem naszej ogromnej samotności? Być może roztrzepania? A może ktoś po prostu lubi pić herbatę z łyżeczką! Nie z cukrem, bo po co - tylko z łyżeczką.
Ja osobiście piję herbatę właśnie z łyżeczką po 1. z przyzwyczajenia, po 2. na złość mamie, która, jak anegdota tak bardzo lubiana przez moją rodzinę głosi, w moim wieku przegoniła chłopaka tylko dlatego, że nie wyjmował łyżeczki ze szklanki.

Mamy w sobie gdzieś wbudowane takie przyzwyczajenia, z których nawet nie zdajemy sobie sprawy. Robimy multum rzeczy charakterystycznych tylko dla nas i czasem o tym w ogóle nie wiemy.
Są ludzie, którzy jedzą tylko po jednej stronie stołu, w jakimkolwiek miejscu. Ludzie, którzy muszą zrobić pranie koniecznie raz w tygodniu, nawet jeśli ubrania są czyste. Ludzie, którzy wszystko zaczynają lub kończą jedynie o pełnych godzinach. Istnieją nawet ludzie, którzy liczą kreski w danej literze, albo tacy, którzy progi przekraczają jedynie prawą nogą.
Każdy z nas jest charakterystyczny, każdy z nas jest inny, więc nie wiem, po co się ujednolicamy, albo próbujemy do kogoś dostosować się zmieniając siebie. Nie mówię tu o jakiejś pracy nad sobą, która jest konieczna, tylko o jakiejś kompletnie diametralnej zmianie, tak o, z dupy, bo trafiłem na takie towarzystwo, a może właśnie łyżeczka z herbaty mnie podkusiła ... Właściwie nie wiem czemu, ale się zmieniłem, bo może to jest trendy, może w modzie, a może po prostu się sobie znudziłem, więc teraz będę zły i niedobry, a jak mi się znowu znudzi, to będę aniołkiem. A po drodze zrobię 290438947840 rzeczy, których będę żałował. Ale to w sumie nieważne, bo przecież żyje się raz i wszystkiego trzeba spróbować, bo nieważne co potem. Bo może potem nie będzie? Często przecież nie ma potem. Ale dopóki jesteś, jest też zawsze potem. Można nawet powiedzieć, że potem to taka nieodłączna część istnienia, bo jeśli istniejemy, istnieje również wcześniej, teraz, i to cholerne potem. Bo chociaż go nie ma, to potem będzie.
Pytanie czy faktycznie warto żyć tak, jakby miało nie być tego potem? Czy to faktycznie opłacalne, jeśli narobimy głupot z myślą, że nie będzie potem, a potem będzie codziennie przez kolejne 50 lat? Czy nie lepiej obrać jakiś inny tok myślenia, który sprawiłby, że korzystalibyśmy z tego, co daje nam życie, ale jakoś może rozsądniej, może łagodniej, bo może jednak to potem nadejdzie? Nie traktujmy przyszłości jakoś czegoś, co nie istnieje tylko dlatego, że nie jest materialne. Wiele rzeczy pomimo tego istnieje, a wiele z nich utrzymuje się jedynie z naszej wiary. Wiatru nie dotkniesz, a jesteś pewien jego istnienia. Słońca też nie dotkniesz, właściwie widzisz je tylko i wierzysz na słowo naukowcom, że to nie jest zbiorowa halucynacja. Prawda, że twoje życie diametralnie by się zmieniło, kiedy ktoś udowodniłby, że w sumie to słońca nie ma, ale tak mocno chcieliśmy, żeby było, że wszyscy je widzimy?
Przyszłość też istnieje i jest jedynie w naszych rękach. Zbudujemy ją tak, jak będziemy chcieli i wbrew pozorom na jej rozwój największy wpływ będą miały te rzeczy najmniejsze. Zawsze o wszystkim decydują rzeczy najmniejsze. Małe, smutne spojrzenie w metrze, kiedy zastanawiasz się czy kochasz - i postanawiasz walczyć, bo nie chcesz nikogo obdarzyć takim spojrzeniem. Przypadkowe otarcie ręki o rękę i czujesz się przez chwilę ważniejszy dla kogoś, kto cię nie zauważa. Bo może zapamięta twój dotyk, może choć przez chwilę zajmiesz jego myśli - tak, to nadzieja. Przyjemny zapach i smak herbaty rano i czujesz się od razu silniejszy - uśmiechasz się i tego dnia postanawiasz się nie poddawać, nawet jeśli mówisz tak sobie codziennie - przegrasz dopiero wtedy, kiedy przestaniesz próbować. Te najmniejsze chwile w naszym życiu mają na nas największy wpływ. Te duże tylko nas tłamszą. Nieważne czy są dobre, czy złe, czy miłe, czy paskudne, duże rzeczy zawsze przytłaczają. Mimo wszystko.



pozwól mi pochować własne sny
na pożarcie łzom rzucić ostatnie nadzieje
gdzie jest wolność
kiedy wierzę?

doceń mnie
moje kruche kochanie
przewija myśli na paciorkach

wyśmiewają w twarz
za współistnienie
a przecież wszyscy wpisaliśmy swoje bycie
w namniejszy oddech przypadkowych ludzi
nieważne czy przepalony
czy tak przyjemnie czysty

krzyczę zostaw ale jeśli odejdziesz
zniknę w sekundzie twojego
pierwszego kroku

od kilku dni nie umiem bez ciebie zasnąć

13.10.2011 (c)alyouidiot



W tym miejscu jeszcze pozdrowię Pawełka, bo mi strasznie dziurę w brzuchu wiercił o tego posta. Ostatnio tu zaniedbuję, nie dlatego, że nie mam czasu, bo chociaż nie mam, to zawsze bym go znalazła, ale jakoś głowę mam ostatnio wolną od przemyśleń. Wcześniej dużo rzeczy nie dawało mi spokoju - teraz, jak już pisałam, postanowiłam przestać myśleć i żyje mi się dobrze. Od czasu do czasu coś wymyślę.

Dziękuję Ci za każdy dzień. :)


FROM LITTLE THINGS BIG THINGS GROW 
by LoverDgirlA1065.deviantart.com

środa, 12 października 2011

umrę jeśli odejdziesz

Ostatnio jakaś ogromna pustka w głowie. Po raz pierwszy od dawna, takie totalne nic. Błogie uczucie, naprawdę. Przyjęłam piękną postawę życiową, która bardzo mi się opłaca, bo: 1. niczego nią nie psuję, tak jak to bywało do tej pory 2. jest wiele łatwiejsza. Wbrew pozorom potrzeba do niej więcej wysiłku, ale to w niczym nie przeszkadza. Mało mam też czasu ostatnio na zastanawianie się nad czymkolwiek. To smutne, ale przynajmniej jest niewiele chwil, w których czuję się źle. Bo, albo śpię - tak właśnie - albo nie śpię ... Dziwne. A kiedy nie śpię, to zawsze mam co robić - na tyle mam co robić, że aż mi się nie chce tego robić, więc po prostu sobie siedzę, i tego nie robię, a jak mija mój czas nie-spania, w ostatniej godzinie zaczynam coś robić. A potem znowu idę spać, oczywiście. Zgubiła mi się gdzieś w tym poezja, ale cały czas o niej pamiętam. Na moje szczęście dostałam też mejla od Artiego, co bym na forum czasem zajrzała. Wiele perełek można tam znaleźć, co cieszy mnie i ... i właściwie, to tylko mnie.

Czego się nauczyłam w przeciągu ostatnich kilku dni ...
Na pewno, żeby czytać tematy z podręcznika od historii. To najświeższa nauka, bo z dziś.
Co jeszcze? Może, że najmniejsze rzeczy cieszą nas najbardziej, ale też bolą najbardziej.
Zależy od człowieka. Mi w pamięci zostaną prędzej wyrazy twarzy - rozczarowania, zdziwienia, smutku, strachu, rozpaczy - niż jakieś wypowiedziane przez niego słowa. A jeśli już coś by się miało tyczyć słów - bardziej zapamiętam ton wypowiedzi niż jej treść. Takie właśnie małe szczegóły są istotne.
No bo spójrz; powiesz najpiękniejsze: kocham.
Jeśli powiesz je prawdziwie, z uczuciem, ze szczerością, to będą najpiękniejsze słowa w życiu. Jeśli powiesz je byle jak, tak ot, żeby były powiedziane, bo może wypada, a może będziesz się lepiej czuł, jeśli kiedyś to w końcu wypowiesz, ale byle komu, żeby tak po prostu, o już, powiedzieć - skrzywdzisz. Czasem nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak robimy niektóre rzeczy, jakim wzrokiem obdarzamy niektórych ludzi, z jakim tonem się do nich odnosimy. Oni mogą to odebrać różnorako, a co jeśli odbiorą źle? Siedzą potem godzinami i główkują, co zrobili nie tak, gdzie popełnili błąd, w czym zawinili, i czy może coś, a może nic, bo może to tylko gorszy dzień? A co jeśli nie? Jeśli nie gorszy, a najgorszy, i właśnie przeze mnie? Czy może przeprosić, ale za co?
Rzadko myślimy o innych ludziach i to jest nasz podstawowy błąd. Czasem nie jesteśmy świadomi, jak małymi duperelami jesteśmy kogoś w stanie skrzywdzić. Bo może właśnie my, jesteśmy dla niego kimś istotnym i nawet o tym nie wiemy? Wstydzi się przyznać, boi się przyznać - nie wiadomo? Ale czemu by nie założyć, że dla każdego jesteśmy ważni? Czy wtedy z góry nie szanowalibyśmy się bardziej? Bo, powiedz mi, czy jesteś w stanie nie szanować kogoś, kto w jakiś sposób traktuje cię jako kogoś ważnego? No miotasz nim? To nieludzkie, znając czyjeś uczucia, się nimi zwyczajnie bawić. Bo to nie zabaweczki, mam rację? Nie ma nic bardziej kruchego od naszych uczuć, dlatego nauczmy się je szanować i tym samym szanować innych ludzi. Oczywiście, jestem zdania, że na szacunek jako taki trzeba sobie zasłużyć, ale też uważam, że każdy z nas ma wbudowany jakiś minimalny poziom szacunku dla każdego. A potem ten szacunek rośnie, a później znowu może spadać, do tego minimum, nie niżej, bo jednak niżej pewnego stopnia nawet nie mamy odwagi zejść.
Jak dla mnie, najbardziej na szacunek zasługuje miłość.Mama od małego uczyła mnie, jakie to ważne i dlaczego. Nigdy nie pozwalała rysować mi miliona serduszek, bo mam tylko jedno. Podzielone na małe kawałeczki: trochę mamy, trochę babci, trochę cioci... Skoro mam jedno, muszę o niego dbać, i nie mogę dawać go każdemu, bo w końcu by mi go rozerwali. ; Nie pozwalała też mówić często kocham, bo co to właściwie znaczy? Więcej niż lubię, bo nie jesteś mi obojętny, ale właściwie jaki jesteś? Ważny - no ale przecież cię nie lubię... Nie lubię, nie jesteś obojętny - może nienawidzę? Ale czy wtedy...? Nie, to nie jest nienawiść ani nielubienie, ale to też nie jest lubienie ani obojętność. Więc jak powiedzieć, że lubię bardziej, że fascynujesz, że może znaczeniem nawet przewyższasz mnie? Że może nie wstanę dla siebie, tylko dla ciebie i wtedy jest piękniej? Jak nazwać to uczucie, kiedy widzisz cokolwiek i szukasz w tym właśnie tego kogoś, kogo nie lubisz, który nie jest obojętny, więc... Więc może kocham? Ale skoro wtedy miałam 7 lat, to czy faktycznie mogłam kochać? Mamę, babcię, ciocię...
Był taki cytat, zaraz znajdę...

(searching...)

Nie szafuję lekkomyślnie słowem miłość, są jednak ludzie, którzy są w stanie powiedzieć, że kochają kiełbasę.
- Joseph Conrad

Hah, to jest dobre pytanie, czy kiełbasa faktycznie zasługuje na wyznanie miłości, skoro zaraz zostanie przez nas pochłonięta? ;) Zjeść z miłości, też coś w tym jednak jest :D
Uważajmy na te słowa, bo to najpiękniejsze, co można usłyszeć i jednocześnie najpiękniejsze, co można powiedzieć. Bo w ogóle miłość jest najpiękniejszym, co możemy dostać i najpiękniejszym, co możemy dać. Więc szanujmy ją, apeluję! Żyjmy w przekonaniu, że właśnie ta miłość, którą mamy, może być tą najpiękniejszą! Nie spieprzmy tego, na czym nam zależy, choć raz, naprawdę. Starajmy się do upadłego. Bo przecież warto!



zawsze kiedy chcę żyć krzyczę
gdy życie odchodzi ode mnie
przywieram do niego
mówię - życie
nie chodź jeszcze


jego ciepła ręka w mojej ręce
moje usta przy jego uchu
szepczę


życie
- jak gdyby życie było kochankiem
który chce odejść -


wieszam mu się na szyi
krzyczę


umrę jeśli odejdziesz

Halina Poświatowska


oO-Rein-Oo.deviantart.com

piątek, 7 października 2011

co było, a nie jest

Dawno nie miałam tak paskudnego dnia. Naprawdę. Do któregoś momentu było pięknie, a potem wszystko razem zaczęło się powolutku pieprzyć.
Nie wiem, co nas zmusza do wiary. Chyba już taka nasza natura, że musimy w coś wierzyć. Ja wierzę w innych ludzi, na czym codziennie się przejeżdżam. Co za bzdurna taka wiara, oparta jedynie na naszych nadziejach. Rozpada się tak łatwo, jak łatwo przyszło ją nam zbudować. Po co stawiamy ludziom w ogóle jakieś wymagania? Oni często nawet o nich nie mają pojęcia. To jakieś puste przekonanie, że możemy nimi sterować. A przecież nie możemy ...
Tyle ostatnio pisałam o akceptacji, a sama nie bardzo potrafię to zrobić. Zastanawiam się czy to wszystko, co ostatnio wydarzyło się u mnie w życiu, zostawić, czy przekreślić. Bo mogę wybrać. I cokolwiek bym nie wybrała, kogoś skrzywdzę - ba, nawet każdym z tych wyborów skrzywdzę siebie. Masochizm, sadyzm, bezsens i tragizm w jednym. Nie umiem wierzyć w przypadki, ale wiara w Przeznaczenie mnie wykańcza.

Często się zastanawiam, co by się teraz działo, gdyby życie pokierowało nami inaczej. Nie biorę tu pod uwagę roku, dwóch, czy trzech, tylko ostatnie dwa miesiące. Tylko dwa miesiące, a wszystko zmieniły radykalnie.
... wszystko.

Dzięki Tobie uśmiecham się do ekranu telefonu w drodze na przystanek, do szkoły, do domu. A ludzie tak dziwnie się patrzą. Jakby uśmiech był czymś niecodziennym.

Sama nic już nie wiem. Niewiedza to najgorszy stan. Bo właściwie nie wiesz, czy jesteś smutny, czy może to tylko chwilowe, czy kochasz, czy jesteś tylko zakochany, czy może to zwykłe przyzwyczajenie, czy twoja wiara jest słuszna, czy to może naiwność, czy to, w co pokładasz nadzieje, ma jakiś sens, czy go nie ma... NIE WIESZ. I tyle. Głowisz się dniami i nocami i nie wiesz. A mógłbyś zrobić tyle, prawda? Byle nie samemu, bo wtedy jesteś już niemal pewien, że to nie ma sensu. Tak, i w sumie to jest jedyna rzecz, którą wiesz, za którą możesz ręczyć - że nie da się żyć samemu, że kogoś potrzebujesz. Pytanie czy wykorzystasz to, co los ci daje, czy to odrzucisz. A tego, oczywiście, nie wiesz.

nowe miejsca, nowi ludzie i wciąż nowe kłopoty.
słuchasz o tym czy żyjesz tym? sam nie wiem,
z gruntu małe ma znaczenie co było a nie jest.



limuzyna

jadę ekstrawagancką pięknością
przewijają się dźwięczne obrazy
jak charles na winylowych płytach

między toksycznym światem a blachami
słucham bluesowych głosów deszczu

wybijam rytm unchain my heart
z pewnością że lady white nie zabija
- myliłam się sir lancelocie

zamknęłam oczy a ty w mojej głowie
miłych snów
mi-łych snów

co za pieprzona ironia losu
oddech oddech
a w radiu sweet dreams

jakby autostrada A4 była schodami do nieba

18.12.2009 (c)alyoudiot 


Do tego wiersza mam ogromny sentyment. Byłam wtedy w ciężkim stanie. Uwielbiam go.


 electric-lady-killer.deviantart.com


Życzę wam milszych dni ;-)

środa, 5 października 2011

gruzy.

Dziś wracałam ze szkoły z mamą. Przy drodze, którą tak często mijam, stoją ruiny "zamku". Jedziemy i mama mówi do mnie nagle "a wiesz, że one mają mroczną historię?" "Jaką?" "Jakiś facet wybudował to dla swojej narzeczonej podobno, ale im nie wyszło, i to tak stoi teraz i straszy". Dlaczego o tym piszę? Żeby pokazać wam, że niekiedy z miłości mogą pozostać jedynie ruiny. I nic więcej. A miłość przecież nie jest czymś płaskim, czego możemy się pozbyć ot tak, co zniknie na nasze zawołanie. Ale czasem znika bez naszej woli i wtedy jedyne, co możemy robić, to patrzeć, jak się rozpada albo jak odchodzi.
Ludzie widzą w tym zamku brzydotę i fakt, że nie wygląda estetycznie. Ja w nim widzę nieszczęśliwą miłość, o którą ktoś jednak walczył. Może to jedna i wielka nadinterpretacja, jednak daje do myślenia. Co jeśli z nas miłość zrobi takie ruiny? Czy faktycznie piękno, jakie potrafi dać jedynie miłość, jest warte naszego rozkładu? Czy wyżej powinniśmy stawiać swoje dobro, czy miłość, jeśli są ze sobą sprzeczne? Co wtedy robić?
Nie wiem.

A co z naszymi nadziejami? Pamiętam cytat z filmu, który oglądaliśmy w autobusie w drodze powrotnej z Londynu. Nie pamiętam, o czym to był film, pamiętam tylko tyle: Jeśli przypadkiem zawiodłeś się na swoich nadziejach, nauczyłeś się nie prosić o więcej. I ja też już nie proszę, bo mam tego serdecznie dosyć. Męczy mnie to już. Zapach wiecznej kpiny losu ze mnie jest dobijający. Ile można? Za którym razem się uda? Czy to faktycznie tak wiele, jeśli chce się jedynie kogoś, z kim można by przejść to wszystko razem? Każda samotność jest straszna, ale ta beznadziejna jest okrutna. Potem nagle pojawia się ktoś, kto daje ci namiastkę szczęścia i nadzieję, że to może być coś więcej. Ale ty nie masz na to zgody. Chcesz bliskości, miłości, ale nie masz zgody na to wszystko, co jest w tym człowieku. Więc jak to możliwe? Że jednak istnieje coś, że nie potrafisz odpuścić? To chyba jakieś błędne przekonanie, że wszystko można zmienić. A nie można, jak się dziś przekonałam.
Każdy dzień mnie czegoś uczy.
1. Nie ufaj każdemu z góry, niech każdy zdobywa twoje zaufanie indywidualnie.
2. Jeśli już zaufasz, to trzymaj się tego zaufania, choćby nie wiem, jak bardzo by cię kusiły jakiekolwiek podejrzenia.
3. Jeśli ktoś cię pokocha, nie musisz odwzajemniać jego uczucia, bo udawaną miłością krzywdzisz go dwa razy bardziej.
4. Jeśli kogoś pokochasz, nie ukrywaj tego, bo twoja miłość zamieni się w bezlitosny monologowy lament i płacz.
5. Jeśli pokochasz niewłaściwą osobę, to właściwie KLDJSJFD wie, co wtedy zrobić...

Czy w ogóle istnieje pojęcie: "niewłaściwa osoba" ? No bo, co to właściwie znaczy, że ktoś jest "niewłaściwy"? Nie spełnia naszych oczekiwań? Jest sprzeczny z tym, w co wierzymy, w czym pokładamy nadzieje? Burzy nasz światopogląd swoim skrajnym? Kim jest człowiek niewłaściwy, i czy tak naprawdę istnieje?
Z tego by wychodziło, że każdy z nas ma swoją definicję "niewłaściwości", dlatego tak naprawdę nie ma czegoś takiego. Każdy z nas jest, jaki jest, a inni muszą to akceptować. Wszyscy zasługujemy na szansę zrozumienia. Jeśli już zostaniemy przez kogoś zrozumieni, doceńmy go. Naprawdę. Bo ten człowiek znaczy dla nas więcej niż którykolwiek inny. Bo tylko on widzi w nas rzeczy, których nawet sami czasem nie potrafimy w sobie dostrzec.


gruzy  

czuję się nieswojo
przytłoczona przez cegłę
z wyrytym uśmiechem

dziwne że nie mówi
chociaż słyszę jakiś szmer
ale chyba nie w moim języku

porozmawiaj ze mną
choć dziś dachy tak smutne
bo wiatr ułożył nas między sufitami
24.01.2010 (c) alyouidiot


i'm gone
you tried to emphasize and side with both your ghosts
in time I swore I'd take the straight and narrow path but still won't
i hold this fear I'm only trying to do my job tonight

kiss him on top his lips and crucify the fire

we built this house with our hands, and our time, and our blood
you built this up in one day to fall downward and rust

never really feel the same
never gonna be the same
 
FaustReygar.deviantart.com

sobota, 1 października 2011

w soboty nie tykam matematyki.

Obaj jednocześnie odkryli, że tam zawsze był marzec i zawsze poniedziałek, i wtedy zrozumieli, że Jose Arcadio Buendia nie był tak obłąkany, jak mówiła rodzina. Lecz przeciwnie, on jeden miał umysł dość jasny, by zbliżyć się do prawdy, że czas także ulega potknięciom i wypadkom i dlatego może się rozbić, i zostawić w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
- Gabriel Garcia Marquez, Sto lat samotności

Doświadczam ostatnio wielu silnych uczuć, odczuć i emocji. Nie wiem, czy to spowodowane jest aurą jesieni, która zawsze budzi więcej w człowieku, czy może jakimiś małymi sprawami, które gdzieś wokół mnie krążą.
Z dzisiejszego dnia wyciągnęłam jeden wniosek: Dni są dużo piękniejsze, kiedy wstaje się o 5 rano.
Jeden wniosek i aż tysiąc pytań, rozmyślań, z każdym słowem, gestem, dostarczane mi były nowe powody, dla których mogłabym mnożyć przykłady (choć generalnie w soboty nie tykam matematyki).

Nie wiem, czy kiedykolwiek byliście w sytuacji, która niby wydawała wam się dziwna, może aż nieprawdopodobna, a jednak dostarczała wam multum radości. Sytuacja, w której walczycie sami ze sobą. Bo nie wiadomo, czy mają wygrać wasze przekonania, czy uczucia. Bo co, jeśli obdarzamy uczuciem przeciwieństwo, a nawet zaprzeczenie naszych przekonań? Ludzi nie można zmieniać, można im coś uświadamiać - ale nigdy zmieniać. Tego nauczyłam się w przeciągu ostatniego roku, który właściwie dokładnie w tym miesiącu mija. Nie mamy wpływu na ludzi. Jedyne, co możemy robić, to żyć, tak jak chcemy i w zgodzie ze sobą. Oddziałujemy na siebie, mogą nas zmieniać czyjeś zachowania czy poglądy, ale tylko pod warunkiem, że sami chcemy tych zmian. Zmiany na siłę czy zmiany "dla kogoś", są bezsensowne. Potem owy "ktoś" znika i znika też niejaka "motywacja". Znika motywacja, więc stare życie wraca. Wszystko zatacza jakieś beznadziejne koło.
Ja też wróciłam do punktu wyjścia, nie wiedzieć czemu. Nie robiłam niczego dla nikogo. Znowu obgryzam paznokcie, aż do bólu. Nie wiem, co chcę tym zamazać, albo z czym chcę sobie w ten sposób poradzić. Jest we mnie coraz więcej złości i zdenerwowania.
Przykro mi też, bo się zawodzę. Ale na czym? Na jakichś bezpodstawnych nadziejach, które sama sobie stwarzałam. Od początku sobie powtarzałam: nie można, ale nie, czemu niby nie można, nic nie jest zakazane i wszystko jest dla ludzi. Ludzie też. Ale przecież wiedziałam, że więcej będzie bólu niż radości, więcej nerwów niż uśmiechu, ale wszystko zabrnęło zbyt daleko, żeby się teraz z tego wycofać. Co ze mnie za Matka Teresa, że wolę skrzywdzić siebie, niż kogoś innego? Czy to racjonalne? Czy to w ogóle postawa człowieka, wystawiać siebie, a chronić kogoś innego? Kim on musi dla nas być, że choć znamy swoje dobro, brniemy w dobro jego? Na litość boską, czy to cecha charakteru, czy jakieś odgórne przekleństwo?
A może jednak błogosławieństwo. Tylko wykańcza strasznie, i już na samym starcie czuję się wycieńczona, że Pan na Górze znowu wystawia mnie na tak ogromną próbę. Czy liczy się tu ilość wkładanego wysiłku, czy poświęconego czasu? A co jeśli i tu czas zatrzyma się, i zawsze będzie sobota, a wiedząc, że w soboty nie tykam matematyki, zaniknie mi w końcu umiejętność jakichkolwiek rachunków? Czy potrzebne nam są ułamki wieczności? Nie chcę wieczności, właściwie sama nie wiem, czego chcę. Może jedynie ciepła, żeby nie było zimno w listopadowe popołudnia. Uśmiechu, żeby otarł październikowe łzy. Może tylko jakiegoś człowieka. Nie, zaraz. Nie jakiegoś. Bo przecież zawsze jest taki, który obchodzi bardziej, prawda? Obchodzi nas z kim rozmawia, czy patrzy na nas tak samo jak na resztę, czy może jednak trochę inaczej. Czy dotyka z szacunkiem, czy tak jak wszystkich. I co, jesteś tym wyjątkiem czy nie? Bo jeśli nie będziesz dla niego, to zawsze znajdzie się ktoś inny, kto doceni. Bo wszyscy jesteśmy skarbami.


ulga

dźwięk perkusji za oknem budzi neurony.
może słońce znajdzie dziś litość i nie rozpuści nam wosku
może księżyc uklęknie na znak pojednania z mrokiem

roztłuczemy puste butelki w proteście stłumionych emocji
a potem zedrzemy bakterię kłamstwa z dusz naszych przodków

czy jest coś piękniejszego od codzienności
w której z każdym wschodem wstaje nowe życie
gdzie nadzieja ma smak cytryny i orzeźwia oczy
tak smutno zatrute benzyną

zapiszemy zapałkami spalone wspomnienia
żeby nikt węglem nie kreślił kolejnych biografii

sama usiądę na przystanku
wskażę swoje samotności i zamknę je w puszce
ewolucja zaćmiła mi wzrok
ale z pamięci dyktuję głoski które wpychają ją do kosza

co czuję teraz, czy wolność czy rozpacz,
nie wiem.
wsiadam w autobus i jadę tam gdzie kończy się wszechświat

1.10.2011 (c)alyouidiot

A, no i dziś nauczyłam się równania :D
9x - 7i > 3(3x - 7u)
"wyznacz i"
(ale się buntowałam oczywiście, bo przecież w soboty nie tykam matematyki).
9x - 7i > 9x - 21u
-7i > -21u
7i < 21u /7
i <3 u


I tyle zapamiętam sobie z tego dnia.




wtorek, 27 września 2011

wspomnienia są silniejsze.

Lać na dni parzyste. Mam dziś kiepski dzień. Może widać, może nie, sama nie wiem. Niby jest pięknie, kolorowo, a tak naprawdę wszystko rozpada się i już nie tworzy całości.

Dziś rozprawię się o wspomnieniach, ponieważ to one niszczą tak wielką część mojego życia. Wspomnienia, uprzedzenia, wszystko na tej samej półce, bo wiąże się albo z dzieciństwem, które było smutne i samotne, albo z miłościami, których już nie ma.
Nie wiem nawet jak mocno byś chciał zapomnieć, nigdy nie zapomnisz do końca. Zawsze będzie taka piosenka, która wszystko ci przypomni. Będziesz ją omijał z dala, nie słuchał jej nigdy z własnej woli. I kiedyś staniesz w kolejce w sklepie, na przystanku, w autobusie, gdzieś zupełnie nie wiadomo gdzie, i ją usłyszysz. Co wtedy? Łzy cisną ci się do oczu na sam tytuł, co dopiero kiedy to usłyszysz. I wszystko staje ci przed oczami. Najmniejsze szczegóły nieudanych miłości, ale jednocześnie tak pięknych chwil. Przez chwilę ogarnie cię bezradność, no bo co zrobić, tego już nie ma, a przecież było tak cudowne. A potem uświadamiasz sobie, że z jakiegoś powodu się rozpadło. I wpadasz w furię. Nie chcesz tego słyszeć, nie możesz tego słuchać, ale co? Uciekniesz ze sklepu, z przystanku, czy w środku drogi wysiądziesz z autobusu? Nie zrobisz nic. Nauczysz się nie słyszeć rzeczy, których nie chcesz.
A co zrobić z uprzedzeniami? Kiedy wiesz, jak niektóre rzeczy bardzo potrafią zniszczyć. Znasz konsekwencje, albo - co gorsze - sam jesteś konsekwencją. I nie masz zgody na to, żeby ktoś sobie niszczył życie, żeby ktoś cierpiał tak jak ty, chcesz ich ostrzec, ale oni nie słuchają. I właściwie nic nie możesz zdziałać, tylko patrzysz z boku jak realizuje się twój scenariusz w życiu kogoś innego, i jedyne co potrafisz, to współczuć. Masz wyrobioną tak dobrze zdolność empatii, że utrudnia ci to życie. Wszystko przeżywasz trzy razy mocniej, każdy upadek nawet najmniej znanych ci ludzi. Ale kim byś był bez tego? Bez twojej przeszłości, bez tego, co tak wiele cię nauczyło? Czy oby na pewno byś był tym samym człowiekiem, czy siedział teraz z kumplami w lesie i zalewał się w trupa? Wszystko do czegoś prowadzi, a jeśli zaczyna się tak wcześnie, musi czemuś służyć. Nawet jeśli codziennie tracisz nadzieję na to, że to w ogóle było potrzebne. Zapewniam ciebie i siebie, że było. Kiedyś się przekonamy, do czego, a może właśnie dziś, zmieniłeś komuś życie. Życie zmieniają najkrótsze momenty, najdelikatniejsze uśmiechy, najmniejsze gesty.

Jeśli komuś daję radość, spełniam się w tym. Tylko tak mogę przeżyć samotność, której nikt i nic już nigdy nie zamaże. Jeśli się kogoś zostawia, bez śladu, bez słowa, bez żadnego przepraszam, żałuję, to właściwie nie wiadomo co zrobić. No ej, tęsknić? Za czym? Nigdy się tego nie miało. Płakać? Po co? Tylko żeby wypełnić pustkę? Złościć się? Na kogo, skoro go nie ma? I pozostaje tylko żal, tylko uprzedzenie i ta żelazna zasada: Nigdy nie będę jak on.



muzyka

zapominam o marnych szczegółach
zwykle dających mi szczęście

rozgoryczona
z wrzaskiem zapisuję swoje życie
w blaszanych talerzach
kilku bębnach
przytłoczonych dźwiękach

koło mnie mężczyzna
z niskimi problemami
zrzeka się wolności

i mały chłopiec
w elektrycznym transie
opisuje swoje patologie

a z nami kobieta
wyzbywa się wszystkiego
jakby rozbierała się
na pustej ulicy

współgramy ze sobą
choć krzyczymy odrębnie

stapiamy się w całość

3.01.2010 (c)alyouidiot


sobota, 24 września 2011

samotności

Piękne dni ostatnio! Samotne, ale piękne. Puste to, prawda? Mówić o samotności, kiedy ma się tyle ludzi przy sobie. Którzy cię kochają, którym na tobie zależy, które zrobiłyby dla ciebie wszystko. A jednak jesteś samotny i to wszystko przestaje mieć znaczenie, bo zastanawiasz się jedynie czy to, w co wierzysz, na co masz nadzieję, ma jakikolwiek sens. Bo co jeśli nie ma? Jeśli ta cała wiara i nadzieja to tylko coś złudnego, co zaraz minie, a jest prawie wszystkim, co masz? Życie w ciągłym strachu - że może właśnie dziś, za tym zakrętem, wpadniesz pod samochód. Boisz się, prawda? Każdy się boi.
Wszystko powoli zaczyna rozpadać się na czynniki pierwsze. Najpierw znajomości, przyjaźnie, miłości, a teraz nawet ty rozkładasz się na dwójki, trójki, piątki, siódemki ... To smutne. I chciało by się z powrotem zebrać - powiedzieć sobie: "pieprzę to" i faktycznie to pieprzyć, ale... Nie da się. Kiedy nam na czymś zależy, musimy o to walczyć. Pamiętajcie.

W tym tygodniu ma być jeszcze przez parę dni ładna pogoda. Potem będzie jesiennie. Jeszcze bardziej smutno, niż teraz. Co się z nami dzieje? Jesteśmy cieniami własnych marzeń, nie umiemy powiedzieć prawdy o sobie. Nie kłam, nigdy nie kłam, bo jedynie byciem prawdziwym możesz cokolwiek zdziałać.

Dziś zbieranie, zrywanie jabłek. Ileż motyli było w tym sadzie! Jak zapomniany raj, w którym zbiera się wszystko, co najpiękniejsze. Latały tak nisko, siadały na twoich ubraniach, na tobie i napawało cię to taką niesamowitą radością, a może nawet zjadało skrawki twojej samotności. Dawało ci kolejne powody do wiary, że wszystko może być jeszcze dobre.
Nowi ludzie, nowa wiara, nowa nadzieja, nowe dni. Nic już nie jest takie samo. Ale czy to źle? Źle że wszystko potoczyło się tak, a nie inaczej? Jesteśmy sobie potrzebni. Chcemy czy nie - teraz nie możemy bez siebie żyć. Kiedy kogoś poznajemy, on już na zawsze się w nas wpisuje. Nie wiem nawet jak mocno byśmy się starali, jeśli on zniknie, twoje życie straci co najmniej jedną barwę. Tak! Dokładnie! To inni ludzie są naszymi barwami, kolorami. To tylko dzięki nim jeszcze to wszystko nie straciło sensu.

A teraz tekst który napisałam będąc w szóstej klasie (albo na początku gimnazjum).


samotność

moja samotnia
moje samotności
moje marzenia
i moje wartości

moje przebudzenia
i moje sny
radosne chwile
i mokre łzy

błahostki różne
i dziwne sprawy
te słowa próżne
i wydźwięk chwały

kłamstwa i przekonania
udawane nadzieje
to tylko przeżyją
pyszni twardziele

to nie na moje serce
które od bólu umiera
to nie na mój umysł
któremu smutek doskwiera

to wszystko jest zbyteczne
i dziwnie banalne
takie też zawiłe
że aż niezrozumiałe

bo ja buduję inność
której się nie wstydzę
bo moja samotność
to wszystko co widzę

to wszystko co mam
i nigdy nie oddam
a teraźniejszości
się nigdy nie poddam

niech życie się toczy
ja mu nie bronię
mój świat ma inne prawa
i ja tylko za nimi gonię

ot, wielka filozofia
zrozumieć coś tak zawiłego
tak, wielka umiejętność
zauważyć pominiętego.

27.10.2008 (c)alyouidiot. Dla Ady. ;)


Przypomniał mi się ostatnio i grał mi w głowie. Stare czasy.


H1lle.deviantart.com