niedziela, 16 września 2012

mornings evenings, what's the difference?




Jestem taka zła na siebie, że nie zauważam już motylków. Że ostatnio nic nie widzę. Jakby mnie coś ogłupiło, coś sprawiło, że jestem taka inna, że aż się nie cierpię. Ciągle żyję na tym samym świecie, którego nie trawię, a jednak uważam, że jest piękny. Ciągle chcę go zmieniać i zgubiłam w tym siebie.

Ostatnio siedziałam na dworcu i dumałam nad pośpiechem innych ludzi. Jedyne co mi się nasunęło wtedy do głowy...

Na wszystkich dworcach świata 
W poczekalniach, na peronach 
Każda rozmowa o życiu 
Zostaje niedokończona 

Podróżni różni 
Nic się nie różnią 
Na dworcach każdy 
Staje się próżnią 

Jest tak jak wszędzie 
Szczęście, nieszczęście 
Tylko, że w pędzie 
Tylko, że częściej 

Na wszystkich dworcach świata 
Daleką drogą olśnienie 
Toczysz się losu koleją 
Po swoje przeznaczenie 

Suma powrotów i pożegnań 
Daje w efekcie zero 
Niektórym życie jak pociąg 
Niektórym życie jak peron 
Wsiadają, wysiadają 
W bufetach piwem się raczą 
Przyjeżdżają, odjeżdżają 
Płaczą 

Gubią się, odnajdują 
Walizy taszczą 
Zjadani, wypluwani 
Dworców studrzwiową paszczą 

Niech wszystko działa 
Zgodnie z rozkładem 
Pociąg odchodzi 
Ja, nie pojadę

rozmyślania na dworcu, Jonasz Kofta


Nie wiem, co jest nie tak z dzisiejszym światem. Oszalał. Wojny, bitwy, kłótnie, wszystko pod dumnymi hasłami tolerancji, walki o swoje zdanie i o swoje prawa. To mnie przerasta, to całe dorastanie. Chyba już nie chcę być dorosła. Żałuję tej jednej chwili w moim życiu, kiedy mając 7 lat siedziałam sama na ławce i pomyślałam, że fajnie było by dorosnąć. No cóż, Oleńko z przeszłości; wcale nie jest fajnie.

A jeśli ktokolwiek z was ma jakiś dylemat; po prostu przestańcie o tym myśleć. Nie, nie rozwiąże się sam, po prostu o tym zapomnicie...




Co to jest miłość
Nie wiem
Ale to miłe
Że chcę go mieć
Dla siebie
Na nie wiem
Ile

Gdzie mieszka miłość
Nie wiem
Może w uśmiechu
Czasem ją słychać
W śpiewie
A czasem
W echu

Co to jest miłość
Powiedz
Albo nic nie mów
Ja chce cię mieć
Przy sobie
I nie wiem
Czemu

co to jest miłość, Kofta


Dziś wieczór Kofty, choć moja mama spotkała go raz (z tego co pamiętam, na dworcu) i mówi, że był niezłym Bufonem. A wiersze też ma takie średnie. Bufą

sobota, 1 września 2012

perfect timing



Hej ho! Czy moi drodzy czytelnicy wiedzieli o tym, że gile mają tych samych partnerów na całe życie? Czyż to nie wspaniałe, związać się z kimś na całe życie już za pierwszym razem? ;)
Jak tak sobie dłużej o tym pomyślałam, doszłam do głębokiego wniosku, że miłość kiedyś była zupełnie inna. I chciałabym taką. Żyć tak jak babcia z dziadkiem, z kimś przez 53 lata. RAZEM. Coś niesamowitego...



18 godzin 47 minut

co spaja nasze dusze tak ciasno,
że ciężko oddychać w deszczowe dni,
co powoduje zwarcie w cichej przestrzeni
i upaja nasze zmysły do nieprzytomności?

krótkie uśmiechy w metrze,
suche spojrzenia sennymi oczami
załamują kąty i widoczność tak jakby
zanika.

przez chwilę rozumiem a potem znowu to robię
nieracjonalnie balansuje na granicy wszechświatów
i choć tak łatwo tam spaść i dotknąć Vegi
w końcu poznać Syriusza, zostać oślepionym przez Słońce
spełnić wszystkie marzenia w jedną sekundę

słyszę ciągle głosy
i nie mogę, uparcie nie mogę choć tak bardzo chcę
dotknąć żywego piasku i śpiewać piosenki o nieudanych miłościach
nie opierać się pokusom dzięki którym coś znaczę

pozwól zapomnieć o każdym źle
które zostało wyrządzone mi w tej bitwie o szczęście
przegrywam  kolejne wojny i nie wiem, gdzie jesteś

wstaję i po omacku zapalam chłodne światło
próbuje pobudzić mnie do życia
a Dublin wciąż płacze, tam ciągle pada deszcz...

1.09.2012


Poezja znowu mówi za mnie więcej, co ja mogę... ;) 





and when the sun shines down, the hills winds blow,
i miss you more.
you said i'm young and i'm yours i'm free but i am flawed,
i'm here in your heart, i was here from the start...


and when the stars are the only things we share, will you be there?

czwartek, 16 sierpnia 2012

karma






To był jeden z tych dni, kiedy obudziłam się strasznie pusta. Miałam wrażenie, że wszystko jedynie może się już skończyć, że każdy moment został dokończony i przeżyty na tyle wystarczająco, że teraz może już tylko zniknąć. Przekręcałam się z boku na bok mając nadzieję, że szelest zasłonki da mi odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Właśnie w tej chwili wszystko na tym świecie zaczyna się zmieniać, zaczyna wymykać się spod kontroli i tworzyć nowe standardy. A ja leżałam na łóżku i słuchałam piosenki w radiu, łudząc się że zapamiętam jej tekst, że może on pomoże mi cokolwiek zrozumieć. Zakasłałam. Raz, drugi. To chyba jeszcze nie pora na mnie, ale tak bardzo boję się wyjść z domu. Pustka w środku. Tylko to. I słyszysz ją, i czujesz, i nie możesz przestać o tym myśleć, że w głowie, że w sercu, że w każdej chwili, nie ma już nic - zupełnie nic. Jak się pogodzić z tym, że zamiast być zaczynamy jedynie istnieć, że zamiast żyć - jedynie egzystować? Tak przykro stawać się jednym ze swoich koszmarów. Pusto, pusto, pusto. Potem wstałam z łóżka i okazało się, że jednak da się żyć. Każdy mój ruch dał mi nadzieję, że przywrócę to do normalnej równowagi. Tak właśnie. Wstań, rusz się, zacznij zdobywać nowe horyzonty. Wyjdź poza granice, które od dawna są znane. Zrób krok dalej, łam stereotypy i nie słuchaj się ludzi, którzy mają klapki na oczach. Łap chwile, które dzięki twojemu dotykowi zaczną coś znaczyć. Rób coś, żebyś budził się każdego dnia z poczuciem spełnionego obowiązku wobec samego siebie. Znaczysz coś, ty to wiesz i wiem to ja. Każdy z nas ma inną misję. Możesz jej jeszcze nie znać, może to jeszcze nie czas. Znajdź ją i zrób to, co należy do ciebie. Przestań żałować. Złap się uchwytu na suficie i wyobraź sobie, że to tęcza. Że teraz trzymasz ją w dłoni i możesz wszystko zmienić. Twórz sobie tylko takie iluzje, które mogą potem stać się prawdą. I zmieniaj je w prawdę. W szpitalach, w domach, na ulicach, stadionach, ludzie wciąż żyją, wciąż czekają. Nic  się nie skończy bez naszej wiedzy. To wszystko zależy tylko od ciebie. Czy wstaniesz dziś i zobaczysz to co zwykle, czy obudzisz się i stworzysz nowy standard. Nowe myślenie. Lepsze od tego, które sprzedaje nam teraz świat. Nie kupuj wszystkiego, co się tu pojawia. Zapakuj swoją przeszłość do pudełka i obuduj dzisiaj. Nie burz go od rana, buduj go. To twoje dzisiaj, może już jedyne, jakie masz. Tak musimy żyć, bo nigdy nie wiemy, ile zostało nam jeszcze dni.



złap mnie za rękę, możemy to odbudować
każdy dzień, który znika w gruzach codzienności
ułóż to od nowa, pokaż mi
że to jeszcze nie koniec.

postawmy nasze chwile na sobie
a potem przenieśmy na półki.
jeśli zawalą się pod ciężarem,
jesteśmy coś warci

kolejne choroby przeżynają płuca na ćwiartki
i nie możesz nic zrobić
szpitalne majaki nie pomagają dosięgnąć
nawet pustej lampki

w światłowodach nie ma już światła,
są dusze które błyszczą z przepełnienia
mogą dotknąć twojej dłoni
a ty uciekasz

biegnij, biegnij, biegnij ile sił
tam gdzie słońce zachodzi raz i budzi się raz
gdzie zimno przeżera kości i jesteś sam
z zygzakami na niebie które mówią jak żyć

złap jedno z twoich marzeń i zamień je w pył
w końcu znikną iluzje
uwolnisz swój umysł i zobaczysz że można wstać
z głębokich studni niebyciastanu.
16.08.2012




Życzcie mi zdrówka, bo się pochorowałam!

niedziela, 22 lipca 2012

akty desperacji.




   - Musielibyśmy się chyba poznać od nowa - dumał wpatrując się w śniadaniowe kanapki położone równo na talerzyku przez babcię.
   - Minęło tyle czasu - myślał ciągle - niebo nawet nie ma już tego samego koloru. Jakby wyblakło. Te miejsca z nią tylko przypadkowo związane są jak klątwa, unikam ich ciągle, a jednak wciąż mnie do nich ciągnie. To wszystko jest bez sensu - wziął w końcu kanapkę w rękę, ale nie mógł jej ugryźć. Znowu nie może jeść, choć przecież jest tak głodny. Po co Bóg stworzył krótkie, przelotne spojrzenia, które tak bardzo zostają nam w pamięci? To wszystko ich wina. Tego jednego spojrzenia zamienionego w pośpiechu na kilka groszy. Jesteśmy tak opłacalni...
    Wyszedł na spacer. Błądził między znanymi mu ścieżkami warszawskiego parku i liczył.
  - Ile to już? - szeptał pod nosem do siebie - Dwa lata? Niemożliwe! To nie mogło być tak dawno... Nawet nie pamiętam, kiedy to się rozpadło... Więc czy to było ważne? Gdyby było ważne pamiętałbym każdy dzień... Jak ten nad Wisłą. Albo ten w zoo... Albo Mazury! Pamiętam wszystko... Więc to było ważne. I co teraz, idioto. Przecież jesteśmy już zupełnie innymi ludźmi. Obcymi sobie przede wszystkim...
   Niewiele myśląc wyszedł z parku i wsiadł do autobusu, w którym spotkał ją ostatnio.



mogłabym być stepem
tajgą tundrą lasem równikowym
jedyną chwilą trwającą na słońcu

wszystko stało się możliwe
odkąd zniknęło nie ale wciąż
zamykam się na schodach i płaczę

jaki ratunek mnie czeka między kolejnymi promieniami
co może zrobić ikar, pożyczy mi skrzydła
a ja i tak nie mogę latać

chowam dłonie w bordowym storczyku
na znak zgodności godności z częściami
losu, który ukazuje się na kartach
przeludnionych loterii

szukamy szczęścia w przedziałach wagonów
które nigdy nie dojadą do nieba
a życie przecieka nam przez półszklane oczy
jakby było tylko nic nieznaczącym pejzażem
22.07.2012




Ja też mam serce.

sobota, 7 lipca 2012

wszystko inne, lepsze? :)

No cóż, wiele się zmieniło od ostatniego posta. Mogłabym pisać o miłości, ale chwilowo w nią nie wierzę. Uwierzę, kiedy zakocham się tak na dobre. Tak już na zawsze.

Wciąż wiele rzeczy nie wiem i wielu nie rozumiem. Gubię się ostatnio, ale mam świetnych przyjaciół, o których - muszę się przyznać - przez ostatnie miesiące trochę zapominałam. Przepraszam was za to z całego serduszka. <3

W każdym razie, teraz są wakacje a jutro jest rok, odkąd zaczęłam tu bazgrać jakieś pierdoły. Także tego, dziękuję, że tyle mnie czytacie :) Brakuje mi trochę świeżej krwi, nikt nowy nie wpada tutaj, tylko ci sami zawsze czytają mnie wiernie. ;) Ostatnio brakuje mi nawet przemyśleń, bo jakoś udało mi się wyłączyć zdolność analizowania wszystkiego i na razie jest mi z tym lepiej. Czasem chyba tak trzeba przestać myśleć o tym wszystkim i odpocząć. Czasem tak jest łatwiej.
Nie wiem tylko czy uda mi się wrócić do tego. Bo mam czasem ataki i przypływy nagłej wrażliwości, która nieraz z miejsca potrafi mnie niemal zabić, ale czy to wróci na stałe - nie wiem. Chyba dorastam i to tak wyraźnie mnie boli, że nawet nie umiem sobie z tym za bardzo poradzić. Jest we mnie wciąż tyle z dziecka, i wcale nie chcę się tego pozbywać, a to tak po prostu, samo ze mnie wypływa, ulatnia się i jest mi czasem tak przeraźliwie pusto i źle, bez tych moich dziecinnych cząsteczek.

Na szczęście mama kupiła mi dziś tęczowy słomkowy kapelusz, więc pobędę dzieckiem jeszcze trochę. Wcale nie chcę dorastać, bo dorosłość kojarzy mi się z wszystkim, co złe. Ale ten rok nie oszczędzał nikogo i wszyscy staliśmy się inni, jakby obcy. Jeśli ktoś postawiłby nas sprzed roku obok tych teraz, nikt nie powiedziałby, że jesteśmy tymi samymi ludźmi. Nie mówię, że to jest złe. Mówię tylko, że bardzo łatwo w tym pobłądzić, bo wszystko gdzieś rozjeżdża się w przeogromnym zdezorientowaniu. Czasem wystarczy jedna noc, by obudzić się zupełnie innym człowiekiem.

Wciąż uważam, że wszystko jest piękne, ale ta cała piękność świata zdaje się ciągle zamazywać. Nie wiem, na ile starczy mi sił, żeby wszystko widzieć jeszcze wyraźnie. Dni znowu stają się takie same, wraca ta znajoma monotonia, w której każdy z nas przynajmniej raz już był. Zobaczymy, dokąd nas to powiedzie. Mam nadzieję tylko, że gdzieś, skąd zawsze będziemy potrafili znaleźć drogę powrotną. ;)




Być może, myślę, że sko­ro wszys­tko się roz­pa­da, nie is­tnieje nap­rawdę nic in­ne­go, tyl­ko ta od­ro­bina prze­bywa­nia ra­zem. Ale i to jest po­niekąd oszus­twem, bo­wiem tam, gdzie je­den człowiek nap­rawdę pot­rze­buje dru­giego, nie można iść ra­zem i po­magać so­bie wzajemnie.
- Remarque

czwartek, 14 czerwca 2012

a istnienie?

Hejże wierni czytelnicy moich wypocin! Cóże za smutne dni ostatnio. Nie wiem jak wy, ale ja wciąż czuję takie znajome powietrze. Takie, jakie już gdzieś kiedyś czułam, które przypomina mi o tych dobrych czasach  już kilka lat temu. To jest piękne, że nawet czując zapach powietrza, potrafimy sobie coś przypomnieć.
Jednak dziś nie o wspomnieniach chciałam.
W sumie to nie wiem, o czym chciałam.

Ostatnio mój kolega powiedział mi, że popełnił właśnie najgorszy błąd w swoim życiu - nie wiem do dziś o co chodziło, wiem jedynie, że napawało go to na tyle ogromnym smutkiem, że z osoby, która non stop coś mówiła i się śmiała, zrobił się szaraczek, który nie ma ochoty na rozmowy. Zastanowiło mnie to. Próbowałam sobie przypomnieć, ile razy w życiu powiedziałam właśnie "to najgorszy błąd w moim życiu" i doszłam do wniosku, że nie powiedziałam tego raz, czy dwa, a znacznie więcej razy. Czy faktycznie powinniśmy oceniać sytuacje w tak pesymistyczny sposób, skoro nie znamy ich części dalszej i nie wiemy, jak one się potoczą? Czy faktycznie warto się dołować, niepotrzebnie smucić, skoro nigdy nie mamy pewności, że to się jeszcze nie ułoży? Myślę, że wielu osobom przydało by się trochę dystansu, mroźnego spojrzenia i umiejętności ocenienia takich spraw. Na przykład mi też, bo mam skłonności do zbyt szybkich ocen sytuacji. Chociaż ostatnio bardzo mało rzeczy mnie obchodzi. Smuci mnie to.

Takie życie w obojętności jest właśnie bardzo smutne. Nie chciałabym tak mieć na stałe, tak po prostu olać to wszystko i niczym się nie przejmować. Choć z teorii brzmi to kusząco, to jednak nie jest wcale takie cukierkowe. Obojętnością można strasznie dużo stracić i bardzo wiele ludzi skrzywdzić. Od dawien dawna uważam, że obojętność to jedna z najgorszych ludzkich postaw wobec innych. Sama ostatnio spotkałam się z mocną obojętnością. To było przykre. Zastanawiałam się wtedy, czy obojętność boli sama w sobie, czy tylko w przypadku ludzi, na których nam zależy. I nie wiem tego ciągle. Wydaje mi się, że każda obojętność jest straszna. Jak bardzo mi smutno, kiedy widzę tak okrutnie obojętnych ludzi na ulicy. Nie obchodzi ich to, kim jestem, kim mogę być. Są dalecy od oceniania mnie, jednak nie zwracają na mnie uwagi. Jakbym była nikim, taką "kropką w niepoliczalnym atlasie", jak śpiewał LUC. Nie chcę nie mieć znaczenia i nie chcę być tak tłamszona. Nie chodzi o bycie w centrum uwagi, tylko o niejaką odpowiedzialność za siebie nawzajem. Przecież chodzimy po tych samych ulicach, tymi samymi drogami, każdy z jakimś celem i marzeniem. I kiedy padamy na ulicę, to łatwiej powiedzieć "E, pijany" niż po prostu sprawdzić i pomóc. I to jest właśnie ta obojętność. Inni nas nie obchodzą, bo po co? A życie jest takie piękne, jeśli wszystko ma jakieś znaczenie. Jeżeli postrzegamy ludzi jako niepowtarzalności, a nie jako "coś" zwyczajnego, bo przecież jest nas ponad 6 miliardów. Tak, jestem nawet w stanie stwierdzić, że obojętność powinniśmy zarezerwować jedynie dla rzeczy, nigdy dla ludzi, nigdy dla siebie nawzajem.

Storczyki już mi kwitną. To piękne kwiaty. W ogóle wszystkie kwiaty są piękne. Eh, co ja mówię - wszystko jest piękne! Ale motyle chowają się przede mną ostatnio. A już w wakacje będę polować na świetliki. One muszą tu gdzieś być. Skoro jestem ja i motyle, to muszą być też świetliki. Inaczej mój świat straciłby sens i swoją wartość. Czasem przy życiu trzyma mnie jedynie myśl, że są gdzieś niedaleko mnie te wszystkie stworzonka, które wywołują uśmiech na mojej twarzy - motylki, świetliki, świerszcze, które już tak pięknie śpiewają. Od dziecka kocham świerszcze. Są brzydkie strasznie, ale mają w sobie coś magicznego, że kiedy wychodzi się letnim wieczorem na dwór i słyszy świerszcze, to człowiek automatycznie się uśmiecha i czuje się lepiej. Nie wiem, na czym polega ich magia, ale świerszcze są zdecydowanie magiczne. Tak właśnie.



Co znaczy nasze is­tnienie, sko­ro wszys­tko może się za­kończyć ot tak, w jed­nej chwili?
- Christopher Paolini





Jeśli­by Bóg za­pom­niał przez chwilę, że jes­tem ma­rionetką i po­daro­wał mi od­ro­binę życia, wy­korzys­tałbym ten czas naj­le­piej jak pot­ra­fię.Praw­do­podob­nie nie po­wie­działbym wszys­tkiego, o czym myślę, ale na pew­no prze­myślałbym wszys­tko, co po­wie­działem.
Oce­niałbym rzeczy nie ze względu na ich war­tość, ale na ich znacze­nie.
Spałbym mało, śniłbym więcej, wiem, że w każdej mi­nucie z zam­knięty­mi ocza­mi tra­cimy 60 se­kund światła. Szedłbym, kiedy in­ni się zat­rzy­mują, budziłbym się, kiedy in­ni śpią.
Gdy­by Bóg po­daro­wał mi od­ro­binę życia, ub­rałbym się pros­to, rzu­ciłbym się ku słońcu, od­kry­wając nie tyl­ko me ciało, ale moją duszę.
Prze­kony­wałbym ludzi, jak bar­dzo są w błędzie myśląc, że nie war­to się za­kochać na sta­rość. Nie wiedzą bo­wiem, że starzeją się właśnie dla­tego, iż uni­kają miłości!
Dziec­ku przyp­ra­wiłbym skrzydła, ale zab­rałbym mu je, gdy tyl­ko nau­czy się la­tać sa­modziel­nie.
Oso­bom w po­deszłym wieku po­wie­działbym, że śmierć nie przychodzi wraz ze sta­rością lecz z za­pom­nieniem (opuszcze­niem).
Ty­lu rzeczy nau­czyłem się od was, ludzi... Nau­czyłem się, że wszys­cy chcą żyć na wie­rzchołku góry, za­pomi­nając, że praw­dzi­we szczęście kry­je się w sa­mym spo­sobie wspi­nania się na górę.
Nau­czyłem się, że kiedy no­wo na­rodzo­ne dziec­ko chwy­ta swoją ma­leńką dłonią, po raz­pier­wszy, pa­lec swe­go oj­ca, trzy­ma się go już zaw­sze.
Nau­czyłem się, że człowiek ma pra­wo pat­rzeć na dru­giego z góry tyl­ko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się pod­niósł.
Jest ty­le rzeczy, których mogłem się od was nau­czyć, ale w rzeczy­wis­tości na niewiele się one przy­dadzą, gdyż, kiedy mnie włożą do trum­ny, nie będę już żył.
Mów zaw­sze, co czu­jesz, i czyń, co myślisz.
Gdy­bym wie­dział, że dzi­siaj po raz os­tatni zo­baczę cię śpiące­go, objąłbym cię moc­no i mod­liłbym się do Pa­na, by poz­wo­lił mi być twoim aniołem stróżem.
Gdy­bym wie­dział, że są to os­tatnie mi­nuty, kiedy cię widzę, po­wie­działbym "kocham cię", a nie zakładałbym głupio, że prze­cież o tym wiesz.
Zaw­sze jest ja­kieś jut­ro i życie da­je nam możli­wość zro­bienia dob­re­go uczyn­ku, ale jeśli się mylę, i dzi­siaj jest wszys­tkim, co mi po­zos­ta­je, chciałbym ci po­wie­dzieć jak bar­dzo cię kocham i że nig­dy cię nie za­pomnę.
Jut­ro nie jest zag­wa­ran­to­wane ni­komu, ani młode­mu, ani sta­remu. Być może, że dzi­siaj pat­rzysz po raz os­tatni na tych, których kochasz. Dla­tego nie zwle­kaj, uczyń to dzi­siaj, bo jeśli się okaże, że nie docze­kasz jut­ra, będziesz żałował dnia, w którym zab­rakło ci cza­su na je­den uśmiech, na je­den po­całunek, że byłeś zbyt zajęty, by prze­kazać im os­tatnie życze­nie.
Bądź zaw­sze blis­ko tych, których kochasz, mów im głośno, jak bar­dzo ich pot­rze­bujesz, jak ich kochasz i bądź dla nich dob­ry, miej czas, aby im po­wie­dzieć "jak mi przyk­ro", "przep­raszam", "proszę", dziękuję" i wszys­tkie in­ne słowa miłości, ja­kie tyl­ko znasz.
Nikt cię nie będzie pa­miętał za two­je myśli sek­retne. Proś więc Pa­na o siłę i mądrość, abyś mógł je wy­razić. Okaż swym przy­jaciołom i blis­kim, jak bar­dzo są ci pot­rzeb­ni.
Jeśli nie zro­bisz te­go dzi­siaj, jut­ro będzie ta­kie sa­mo jak wczo­raj.
I jeśli te­go nie zro­bisz nig­dy, nic się nie sta­nie.
Te­raz jest czas.

- Gabriel Garcia Marquez

sobota, 2 czerwca 2012

smutki obojętności i inne codzienności



Być może lepiej dla nich, że dotrą do granic i zrozumieją jak ważne jest, aby się odważyć, by rozmawiać z nieznajomymi, by nauczyć się gdzie można spotkać ludzi, aby unikać wracania do domu z zamiarem oglądania telewizji lub czytania książki – jeżeli tak nie zrobią, przestaną dostrzegać jakie życie ma znaczenie, samotność stanie się wadą, a długa droga powrotna do obcowania z innymi ludźmi nie zostanie nigdy odnaleziona.
Paulo Coelho (i chociaż za nim nie przepadam, tu przyznaję mu rację ;))


Chyba właśnie po tym można poznać naprawdę samotnych ludzi... Zawsze wiedzą, co robić w deszczowe dni. Zawsze można do nich zadzwonić. Zawsze są w domu. Pieprzone zawsze...
Stephen King


Potem odkryłem, że obojętność mniej boli.
Dr. House
*Czyżby? Ja osobiście uważam, że obojętność to jedno z najbardziej bolesnych zjawisk na świecie.*



Dusza nie znałaby tęczy, gdyby oczy nie znały łez.
John V.Cheney
*Doprawdy? ...*



Potem, przez następne miesiące wydawało mi się, że żyję za karę. Nienawidziłam poranków. Przypominały mi, że noc ma swój koniec i trzeba znowu radzić sobie z myślami.
Katarzyna Grochola
*Zaiste. Do dziś nie cierpię poranków. Nigdy ich nie lubiłam. Jedyna pozytywna rzecz, jaką jestem w stanie w nich dostrzec, jest ten moment, kiedy odsłaniam lekko zasłonkę i czekam z lekkim dreszczykiem, co się za nią pokaże. Jeśli znowu deszcz, to moja męka trwa dalej. Jeśli słońce, uśmiecham się i myślę: o, mogę dziś założyć spódnicę!*



ten moment - bezwładności

na pustyni w pustelni
pustej poczekalni 
mijam pociągi do ludzkich kości 

przenikam obojętność 
i gniotę ją solidnie 
by nie wstać, 
by nie spaść, 
by miejscowo pozostać stale 
bezwładnie, bezwiednie 

bez emocji opisuj mi przeżycia zeszłej nocy 
na rauszu akwarelami maluj tęcze 
wszystko takie samo 

ale to już nie jest wcale piękne 
1/2.06.2012




Czasem mam wrażenie, że tracę grunt pod nogami. Że wszystko się osuwa i razem z tym wszystkim spadam i ja. Nie wiem, co się zmienia, co się dzieje, że to zawsze przechodzi. Ale nigdy nie zaakceptuje żadnej obojętności. Właściwie jest mi wszystko jedno.



A ja byłam właściwie szczęśliwa. Właściwie, to dobre słowo. Taka przykrywka do wszystkiego, czego nie chcemy powiedzieć. Właściwie dobrze, to znaczy, nie, nie dobrze, ale prawie źle, ale po co ci o tym mówić. Właściwie zdrowa, to znaczy chora, może była chora, może jeszcze nie doszła do siebie, więc właściwie zdrowa, ale nie twoja sprawa. Właściwie myślałam, żeby do ciebie zadzwonić... to znaczy, nie, nie chciałam dzwonić, ale nie wiem, co powiedzieć, więc słowo właściwie i tak da ci do zrozumienia, że nie dzwoń ty również.
Właściwie mam czas - i głos tylko się zawiesza na tym słowie właściwie. Jakby to słowo miało swój specjalny akcent, niepolski, lekko przeciągły, śpiewny, następujący po sylabie wła... oddzielony pauzą od reszty.
Właściwie - znaczy prawie kłamstwo.
Właściwie nic mi nie jest.
To znaczy jest mi wszystko.





Przepraszam, że dziś tak bez ładu i składu, ale sama nie umiałam nic sklecić, a te cytaty powiedziały już wszystko. ;)