hejho!
mam zastój bloggerowy; ale to nic
polecam wam:
aiden grimshaw - hold on
i
modestep - paradise (coldplay cover)
jak widać, zmieniłam wygląd
korzystam z tego, że jestem chora
siedzę drugi tydzień w domu
i wiecie, mój internet dobrze działa rano.
tutaj można przeczytać moje nowe opowiadanie -> To nie twoja wina, kotku
nad którym w sumie pracowałam może ze 4-6 dni.
także tego; zastój bloggerowy jest, ale nie zastój pisarski!
w ogóle, odebrałam wczoraj dowód
i straszny dół mnie złapał
że w ogóle szkoda gadaci. ;<
eeej, możesz teraz kupić wódkę
eeeej, już jesteś dorosła, to takie super!
chyba nie wiecie, co mówicie
ulatuje ze mnie ostatnia część szczęśliwego dzieciaka
Boże mój, Boże, ale to smutne.
no, ja jakoś nie umiem się z tego cieszyć i nic na to nie poradzę.
może macie do polecenia jakąś ciekawą muzykę?
i co tam u was? jak wasze życia?
bo wiecie, ja jestem już w maturalnej
i ogólnie teraz słyszę tylko blablabla matura
blablabla matura matura blablablablaaaaa
i już sram tą maturą,
ale wierzę w siebie, że pójdzie mi to dobrze
i dostanę się tam, gdzie chcę
i osiągnę to, co chcę.
i w ogóle będzie tak, jak chcę, żeby było.
ZOBACZYMY.
Trzymam kciuki za wasze marzenia,
a wy trzymajcie za moje!
Nie umarłam!
Wróciłam z Grecji (choć to było wątpliwe)
w wolnej chwili opowiem wam tę ciekawą przygodę!;)
wtorek, 1 października 2013
niedziela, 11 sierpnia 2013
please don't go, i'll eat you whole
i love you so
i love you so i love you so and aaaaaaaaah...
tak,
absolutnie,
alt-j to coś, co uwielbiam w niedzielne wieczory.
she she she she only ever ver ver ver ve
walks to to count count her steps,
eighteen teen strides and she stops to abide
never let me sink,
always feel at home,
no sticks no shanks and no stones.
never leave it too late,
always enjoy the taste,
of the great great great grey world of hearts.
as all dogs everywhere bark bark bark bark
it's worth knowing,
like all good fruit, the balance of life is in
the ripe, and ruined.
- INTLERLUDE I
piszę do was, moja załogo,
mojego statku, który nie tonie i nie utonie;
a więc - piszę do was w ten jeden z ostatnich dni mojej absolutnej młodości,
która właśnie dobiega końca.
był to piękny dzień,
choć bolesny - z różnych względów fizycznych, psychicznych i innych -ych.
jako, że ten dzień już się kończy,
informuję was, że za jeden dzionek będę osobą 'dorosłą' i wkurza mnie odsłonięte ucho na zdjęciu do dowodu.
co prawda, to prawda jest; że zdjęcia nawet do dowodu jeszcze nie mam, hehe.
a po cóż mi ten dokumencik, jak ja nie alkoholizuję się i w ogóle, nie potrzebuję go? nikt mnie nigdy nie poprosił
przepraszam, można dowodzik zobaczyć?
więc tak naprawdę, niepotrzebne mi to. a że skończyłam 18
... to na fejsbuku wszyscy sobaczo.
a i powiem wam, że na zarobek jutro idę o.O
a co...
przerywaliście kiedyś jabłka?
bo ja nie...
zastanawiam się, jak to będzie;
jak obudzę się 14 sierpnia i już będę dorosła;
co to właściwie znaczy, że tego jednego dnia, kurczę,
kończę 18 lat i zmienia się podejście ludzi do mnie, dlaczego?
bo teraz jesteś dorosła! musisz to, to, to, totototototo,
ale!
tego ci ciągle nie wolno!!
i właściwie to jest dziwne,
bo przecież im wolno to właśnie, a mi ciągle nie,
chociaż oni są dorośli i ja już też.
jak to jest mieć te 18 lat, kochać tak, że aż nie mieści się to w głowie, w płucach, w wątrobie czy w nerkach; nigdzie nie mieści się ta miłość twoja; ale jak to jest, mieć 18 lat, budzić się i zasypiać i właściwie robić wciąż to samo, co robiło się wcześniej, ale będąc już dorosłym? dziwna umowa społeczna,
dziwna forma próby przyzwyczajenia;
skrajność w skrajności i wiek, kiedy można wszystko;
a tak naprawdę - nie można nic.
i nie wiem co się stanie z nami (z naszymi snami, pragnieniami, lala), nie wiem, kim będziemy za rok
(ale nie czytajcie moich postów sprzed roku, żeby sprawdzić, kim byłam), ale jest coraz to inaczej;
mówimy, że dziwnie,
że zaczyna się robić skrajnie;
przesadzamy chyba, bo tak już musi być.
skrajnie niestety - musimy dorastać.
eeeeeeeeeeeeeeeeee, dobre
absolutnie (ABSALONIE!) nie chce mi się dorastać;
i love you so i love you so and aaaaaaaaah...
tak,
absolutnie,
alt-j to coś, co uwielbiam w niedzielne wieczory.
she she she she only ever ver ver ver ve
walks to to count count her steps,
eighteen teen strides and she stops to abide
by the law that she herself has set.
that eighteen steps is one complete set,
and before the next nine right and nine left.
she looks up up at the blueeeeeee,
and whispers to all of the above.
don't let me drown, don't breathe alone,no kicks no pangs no broken bones.
never let me sink,
always feel at home,
no sticks no shanks and no stones.
never leave it too late,
always enjoy the taste,
of the great great great grey world of hearts.
as all dogs everywhere bark bark bark bark
it's worth knowing,
like all good fruit, the balance of life is in
the ripe, and ruined.
- INTLERLUDE I
piszę do was, moja załogo,
mojego statku, który nie tonie i nie utonie;
a więc - piszę do was w ten jeden z ostatnich dni mojej absolutnej młodości,
która właśnie dobiega końca.
był to piękny dzień,
choć bolesny - z różnych względów fizycznych, psychicznych i innych -ych.
jako, że ten dzień już się kończy,
informuję was, że za jeden dzionek będę osobą 'dorosłą' i wkurza mnie odsłonięte ucho na zdjęciu do dowodu.
co prawda, to prawda jest; że zdjęcia nawet do dowodu jeszcze nie mam, hehe.
a po cóż mi ten dokumencik, jak ja nie alkoholizuję się i w ogóle, nie potrzebuję go? nikt mnie nigdy nie poprosił
przepraszam, można dowodzik zobaczyć?
więc tak naprawdę, niepotrzebne mi to. a że skończyłam 18
... to na fejsbuku wszyscy sobaczo.
a i powiem wam, że na zarobek jutro idę o.O
a co...
przerywaliście kiedyś jabłka?
bo ja nie...
zastanawiam się, jak to będzie;
jak obudzę się 14 sierpnia i już będę dorosła;
co to właściwie znaczy, że tego jednego dnia, kurczę,
kończę 18 lat i zmienia się podejście ludzi do mnie, dlaczego?
bo teraz jesteś dorosła! musisz to, to, to, totototototo,
ale!
tego ci ciągle nie wolno!!
i właściwie to jest dziwne,
bo przecież im wolno to właśnie, a mi ciągle nie,
chociaż oni są dorośli i ja już też.
jak to jest mieć te 18 lat, kochać tak, że aż nie mieści się to w głowie, w płucach, w wątrobie czy w nerkach; nigdzie nie mieści się ta miłość twoja; ale jak to jest, mieć 18 lat, budzić się i zasypiać i właściwie robić wciąż to samo, co robiło się wcześniej, ale będąc już dorosłym? dziwna umowa społeczna,
dziwna forma próby przyzwyczajenia;
skrajność w skrajności i wiek, kiedy można wszystko;
a tak naprawdę - nie można nic.
i nie wiem co się stanie z nami (z naszymi snami, pragnieniami, lala), nie wiem, kim będziemy za rok
(ale nie czytajcie moich postów sprzed roku, żeby sprawdzić, kim byłam), ale jest coraz to inaczej;
mówimy, że dziwnie,
że zaczyna się robić skrajnie;
przesadzamy chyba, bo tak już musi być.
skrajnie niestety - musimy dorastać.
eeeeeeeeeeeeeeeeee, dobre
absolutnie (ABSALONIE!) nie chce mi się dorastać;
novo
zawrzyjmy umowę
z nałogiem - koniec
on zwala mnie znowu z nóg
upadam na kark
łamię ci żebra
za takie same słowa
tak nie wypada,
bo zapada nas deszcz
i zapieką w cieście francuskim
wystawią potem gdzieś
usiądziemy na ławce z kimś
ponownie, jednostajnie
będziemy udawać
w nowobogackim stylu
że stać nas na siebie
odkup mnie z rąk tych barbarzyńców
oni drą mi rajstopy i każą zdychać na czas
z nałogiem - koniec
on zwala mnie znowu z nóg
upadam na kark
łamię ci żebra
za takie same słowa
tak nie wypada,
bo zapada nas deszcz
i zapieką w cieście francuskim
wystawią potem gdzieś
usiądziemy na ławce z kimś
ponownie, jednostajnie
będziemy udawać
w nowobogackim stylu
że stać nas na siebie
odkup mnie z rąk tych barbarzyńców
oni drą mi rajstopy i każą zdychać na czas
10/11.08.2013
macie taki wiersz jakiś,
chyba o prostytucji,
ale nie dam sobie głowy uciąć.
pozdrawiam w słoneczną, ciemną już niedzielę
i nie dzielę się radością
BO JEST MOJA ;d
nie no, macie trochę :
<rado-->
dałam wam większą połowę!!! doceńcie moje dorosłe i dojrzałe gesty!
środa, 3 lipca 2013
all my tears have been used up
Hejho, do pracy by się szło, hehe.
dobre.
wszyscy w wakacje marzą o tym, żeby pracować.
ale i tak prawie każdy to robi...
ja na przykład
maluję sobie płotek i studnię.
czarną farbą, co nie jest zbyt kuszące, kiedy wymażę się nią cała.
Byłam dziś w Siedzowie. Wiecie, gdzie to jest?
Bo ja wiem...
no i siedziałam sobie nad jeziorkiem
i strasznie gryzły mnie komary,
że właściwie nie pozwoliły mi pomyśleć nad moimi sprawami do przemyślenia.
te komary.
ale gdyby w waszym pobliżu nie było komarów,
to i tak nie myślcie o tych sprawach
bo szkoda na to tych pięknych, słonecznych dni.
i w ogóle, czasu szkoda... żeby się zamartwiać.
tak naprawdę, to na wszystko jest szkoda czasu, jak tak sobie pomyślałam...
tylko na ludzi chyba nie szkoda jest czasu.
bo fajnie tak wyjść, pogadać. pojechać gdzieś, z kimś,
potrzymać się za rękę, też fajnie...
albo zrobić razem coś, też fajnie. płot pomalować czy coś...
studnię na przykład.
głębszy przekaz mi się zepsuł,
poza tym i tak się śmieją ze mnie, że tu piszę moje głębsze przekazy.
dużo się zmieniło, więc i przekazów mniej.
poza tym,
dopadł mnie kryzys wieku.
kryzys wieku lat 18.
nie umiem dopuścić do siebie myśli, że za miesiąc będę tak okrutnie stara.
na samą myśl się marszczę!
i w ogóle! już cellulit mam!
co to to... ojeeeeeej. 18 lat.
teraz to już będzie z górki.
matura, studia, mąż, dzieci, dom, praca.
kiedy ja pojadę do kazachstanu?
dobre.
wszyscy w wakacje marzą o tym, żeby pracować.
ale i tak prawie każdy to robi...
ja na przykład
maluję sobie płotek i studnię.
czarną farbą, co nie jest zbyt kuszące, kiedy wymażę się nią cała.
Byłam dziś w Siedzowie. Wiecie, gdzie to jest?
Bo ja wiem...
no i siedziałam sobie nad jeziorkiem
i strasznie gryzły mnie komary,
że właściwie nie pozwoliły mi pomyśleć nad moimi sprawami do przemyślenia.
te komary.
ale gdyby w waszym pobliżu nie było komarów,
to i tak nie myślcie o tych sprawach
bo szkoda na to tych pięknych, słonecznych dni.
i w ogóle, czasu szkoda... żeby się zamartwiać.
tak naprawdę, to na wszystko jest szkoda czasu, jak tak sobie pomyślałam...
tylko na ludzi chyba nie szkoda jest czasu.
bo fajnie tak wyjść, pogadać. pojechać gdzieś, z kimś,
potrzymać się za rękę, też fajnie...
albo zrobić razem coś, też fajnie. płot pomalować czy coś...
studnię na przykład.
głębszy przekaz mi się zepsuł,
poza tym i tak się śmieją ze mnie, że tu piszę moje głębsze przekazy.
dużo się zmieniło, więc i przekazów mniej.
poza tym,
dopadł mnie kryzys wieku.
kryzys wieku lat 18.
nie umiem dopuścić do siebie myśli, że za miesiąc będę tak okrutnie stara.
na samą myśl się marszczę!
i w ogóle! już cellulit mam!
co to to... ojeeeeeej. 18 lat.
teraz to już będzie z górki.
matura, studia, mąż, dzieci, dom, praca.
kiedy ja pojadę do kazachstanu?
mógłbyś
jak pachnie biały bez nocą
przy stulonych ciepło kwiatach,
przy dźwięku świerszcza
który znowu płacze?
kiedy śpiewam jestem piękna,
zakładam perłowe suknie
ciągnące się aż do ziemi
kiedy szlocham brzydnę,
czerwienię się od góry
i zawodzę smutne piosenki o miłości
oddycham nierówno
tłukę się o podłogę jak deszcz w moje rynny
pląsawica odbiera mi myśli,
każe iść choć chcę leżeć
uwiedź mnie jeszcze raz
choć nie wiem, co teraz począć
i powiedz mi cicho przed snem:
jak pachnie biały bez nocą?
przy stulonych ciepło kwiatach,
przy dźwięku świerszcza
który znowu płacze?
kiedy śpiewam jestem piękna,
zakładam perłowe suknie
ciągnące się aż do ziemi
kiedy szlocham brzydnę,
czerwienię się od góry
i zawodzę smutne piosenki o miłości
oddycham nierówno
tłukę się o podłogę jak deszcz w moje rynny
pląsawica odbiera mi myśli,
każe iść choć chcę leżeć
uwiedź mnie jeszcze raz
choć nie wiem, co teraz począć
i powiedz mi cicho przed snem:
jak pachnie biały bez nocą?
3.07.2013
w ogóle,
to zakochałam się właśnie w maju!
\
a gdyby ktoś, kiedyś
chciał ten wiersz (przypadkiem!) wsadzić do podręczników języka polskiego,
to:
drodzy przyszli nauczyciele,
ten bez mógł być też fioletowy,
ale się, kurwa, sylaby nie zgadzały.
\
niedziela, 30 czerwca 2013
you say you want a revolution
Hej złamasy, złamaski i złamasiątka.
Wróciłam z Petersburga miesiąc temu; ale ten miesiąc jakoś szybko mi minął, dużo się działo, mało czasu było, Internet kiepsko mi działał... I tak jakoś tu nie miałam kiedy cosik naskrobać.
W każdym razie, przede mną znowu miesiąc ciężkiej intelektualnej harówki, trzeba napisać w końcu dwa opowiadania!
Co prawda termin obydwu konkursów (jeden z nich nazywa się "Ikarowe Strofy" :)) jest do 31.08, ale cóż. Potem to już mnie nie będzie!
tam obok ->
jak zwykle;
dodaję sukcesywnie moje opowiadania i w przyszłości również pogrupowane wiersze; dodaję sobie roboty na wakacje, ale to nic!
jedno opowiadanko, jedno ze starszych, Rewolucja, jest już do przeczytania :)
Jeśli ktoś zainteresowany to zapraszam. Ikarowe Strofy -> Moje opowiadania -> Rewolucja :))
design napisanych ikarowych strof by Piotr W. , Mateusz C. i Ja. (c) . (c) . (c)
No co tam, zaczynamy wakacje, moi mili!
Czas upragnionego wolnego czasu na przemyślenia ;o
Życzę wam tego, byście się w nich przypadkiem nie zgubili, nie zapętlili i w ogóle... żeby może jednak nie było ich za dużo booooo ... co za dużo to - niezdrowo. ;)
Pod koniec lipca wyniki pierwszego przesiewu opowiadań Międzynarodowego Konkursu Opowiadań (w skrócie błyskotliwie .. MKO) no i zobaczymy, czy mnie przesieją na dobrą czy na złą stronę.
Z takich parafialnych wiadomości, to jeszcze może was powiadomię, że mam zastój poetycki -> co oznaczałoby ostatecznie, że jestem... szczęśliwa ;o
Boimy się chyba być szczęśliwi, a powiem wam, że to całkiem przyjemne...
*
Właśnie natknęłam się na słownik PWN i moje życie legło w gruzach... Nauczyli mnie, że "-by, byście" itd pisze się łącznie z czasownikami osobowymi, a bezosobowymi oddzielnie, a to gucio prawda! Sprawdzajcie wiadomości swoich nauczycieli! Szczególnie tych z podstawówki (tak coś mnie się zdaje).
Teraz czas na oficjalne przeprosiny dla osób, które źle poprawiałam... :(
Byłoby jednak pisze się łącznie!!
I całe życie, po prostu cały trud włożony w poszanowanie poprawnej polszczyzny poszedł się jebać... Ach, zeźliłam się.
*
Bywają takie dni, że budzę się i od razu wiem, w co się ubrać.
A są też takie, kiedy leżę 20 minut na łóżku i za zamkniętymi powiekami przewijam sobie całą szafę, i wciąż nie wiem, wciąż nie wiem, co oddałoby właściwie mój nastrój, moją niebanalną(!) osobowość i dziwny(!) charakter, co podkreśliłoby piękno(!) moich kolorowych oczu lub cicho malinowy kolor moich ust; co podkreśliłoby moją smukłą(!) talię i wydłużyłoby mi nieopalone nogi. Nie wiem, nie wiem. Potem wstaję i wyciągam pierwsze spodnie z brzega i, idąc za przykładem Karoliny T., wcale ich nie prasuję, bo "wyprasują się na mnie". Z bluzkami jest trochę inaczej;
Bluzkę trzeba już wybrać solidniej, nie tak brzegowo, nie tak po łebkach.
Więc biorę na przykład taką morską i taką jakąś, nie wiem, w groszki. I fasony mają te same, nawet tak samo uszyte koronki, tylko właśnie kolorem się różnią, bo jedna cała morska jest, a druga biała w granatowe groszki. Morska lepiej układa się na górze, ta w groszki zaś lepiej na dole;
I to właśnie decyduje o wyborze bluzki - to czy masz dzień bycia chudą, czy masz doła, że jesteś gruba.
Wtedy wybierasz eksponowanie "dołu" albo "góry";
Najczęściej jednak odrzucam obydwie propozycje i sięgam po jakiś jednokolorowy top, potem zaczynam dobierać sweter...
Ze swetrami bywa różnie (kwadratowo i podłużnie), najczęściej wybierany jest ten, który jednak nie pogrubia...
Potem człowiek już tylko się spieszy, potem się orientuje, że jest 6.51 i za 6 minut odjedzie jedyny autobus... Następnie to już mija jakoś ten dzień, a potem przychodzą wakacje, i nie trzeba wstawać już o 5.30, nie trzeba przewijać swojej szafy; wystarczy wyjść w piżamie na dwór i pomalować studnię grafitową farbą.
*
W związku z ostatnimi wydarzeniami warszawskimi - mianowicie na Dworcu Centralnym czytano prozę Mrożka - chciałam przybliżyć wam mój ulubiony tekst owego pana, którego uważam za niezrównanego geniusza słowa. Nikt nie potrafi tak sprawnie operować językiem!
Miłej, choć niestety krótkiej, lektury!!
Sławomir Mrożek - Rewolucja
W moim pokoju łóżko stało tu, szafa tam, a miedzy nimi stół. Aż mi się to znudziło. Łóżko postawiłem tam a szafę tu. Przez jakiś czas czułem ożywiony prąd nowości. Ale po pewnym czasie - znowu nudę. Doszedłem do wniosku, że źródłem nudy jest stół, a raczej jego niezmienne, środkowe położenie. Stół przesunąłem tam, a łóżko na środek. Niekonformistycznie. Ponowna nowość ożywiła mnie ponownie i póki trwała, godziłem się na niekonformistyczną niedogodność, którą spowodowała. Bowiem teraz nie mogłem sypiać twarzą do ściany, co zawsze było moją ulubioną pozycją. Lecz po pewnym czasie nowość przestała być nowością, a pozostała tylko niedogodność. Wobec tego łóżko przesunąłem tu, a szafę na środek. Tym razem zmiana była radykalna. Bowiem szafa na środku pokoju to więcej niż nonkonformizm. To awangarda. Lecz po pewnym czasie. Ach, gdyby nie ten "pewien czas". Krótko mówiąc, szafa na środku pokoju przestała mi się wydawać czymś nowym i niezwykłym. Należało dokonać przełomu, powziąć zasadniczą decyzję. Jeżeli w określonych ramach, żadna zmiana nie jest możliwa, to należy wyjść poza te ramy całkowicie. Kiedy nie wystarcza nonkonformizm, kiedy nie skutkuje awangarda, należy dokonać rewolucji. Postanowiłem więc spać w szafie. Każdy - kto próbował spać w szafie na stojąco - wie, że taka niewygoda w ogóle zasnąć nie pozwala, nie mówiąc już o omdlewaniu stóp i o bólach kręgosłupa. Tak, to była właściwa decyzja. Sukces, pełne zwycięstwo. Bo tym razem nawet "pewien czas" okazał się bezsilny. Po pewnym czasie nie tylko nie przyzwyczaiłem się do zmiany, czyli zmiana pozostała zmianą, lecz przeciwnie, odczuwałem tę zmianę coraz silniej, ponieważ ból wzmagał się z upływem czasu. Wszystko byłoby jak najlepiej, gdyby nie moja wytrzymałość fizyczna, która okazała się ograniczona. Pewnej nocy nie wytrzymałem. Wyszedłem z szafy i położyłem się na łóżku. Spałem trzy doby. Po czym przesunąłem szafę pod ścianę, a stół na środek, bo szafa na środku mi przeszkadzała. Teraz znowu łóżko stoi tu, szafa tam, a między nimi stół.
Gdy dokucza mi nuda, wspominam czasy, kiedy byłem rewolucjonistą.
*
Gdy dokuczy wam nuda, wspomnijcie ten tekst, choć stanowczo odradzam spanie w szafie... ;)
Tymczasem...
Czas się zbierać, i tak jakoś nieskładnie to napisałam.
Jakoś wyszłam z wprawy! Należy mi się za to solidny opieprz!
Czy ktoś mnie w ogóle jeszcze czyta?
You say you want a revolution
Well you know
We all want to change the world
You tell me that it's evolution
Well you know
We all want to change the world
But when you talk about destruction
Don't you know that you can count me out
Don't you know it's gonna be all right
All right All right...
The Beatles - Revolution
Wróciłam z Petersburga miesiąc temu; ale ten miesiąc jakoś szybko mi minął, dużo się działo, mało czasu było, Internet kiepsko mi działał... I tak jakoś tu nie miałam kiedy cosik naskrobać.
W każdym razie, przede mną znowu miesiąc ciężkiej intelektualnej harówki, trzeba napisać w końcu dwa opowiadania!
Co prawda termin obydwu konkursów (jeden z nich nazywa się "Ikarowe Strofy" :)) jest do 31.08, ale cóż. Potem to już mnie nie będzie!
tam obok ->
jak zwykle;
dodaję sukcesywnie moje opowiadania i w przyszłości również pogrupowane wiersze; dodaję sobie roboty na wakacje, ale to nic!
jedno opowiadanko, jedno ze starszych, Rewolucja, jest już do przeczytania :)
Jeśli ktoś zainteresowany to zapraszam. Ikarowe Strofy -> Moje opowiadania -> Rewolucja :))
design napisanych ikarowych strof by Piotr W. , Mateusz C. i Ja. (c) . (c) . (c)
No co tam, zaczynamy wakacje, moi mili!
Czas upragnionego wolnego czasu na przemyślenia ;o
Życzę wam tego, byście się w nich przypadkiem nie zgubili, nie zapętlili i w ogóle... żeby może jednak nie było ich za dużo booooo ... co za dużo to - niezdrowo. ;)
Pod koniec lipca wyniki pierwszego przesiewu opowiadań Międzynarodowego Konkursu Opowiadań (w skrócie błyskotliwie .. MKO) no i zobaczymy, czy mnie przesieją na dobrą czy na złą stronę.
Z takich parafialnych wiadomości, to jeszcze może was powiadomię, że mam zastój poetycki -> co oznaczałoby ostatecznie, że jestem... szczęśliwa ;o
Boimy się chyba być szczęśliwi, a powiem wam, że to całkiem przyjemne...
*
Właśnie natknęłam się na słownik PWN i moje życie legło w gruzach... Nauczyli mnie, że "-by, byście" itd pisze się łącznie z czasownikami osobowymi, a bezosobowymi oddzielnie, a to gucio prawda! Sprawdzajcie wiadomości swoich nauczycieli! Szczególnie tych z podstawówki (tak coś mnie się zdaje).
Teraz czas na oficjalne przeprosiny dla osób, które źle poprawiałam... :(
Byłoby jednak pisze się łącznie!!
I całe życie, po prostu cały trud włożony w poszanowanie poprawnej polszczyzny poszedł się jebać... Ach, zeźliłam się.
*
Bywają takie dni, że budzę się i od razu wiem, w co się ubrać.
A są też takie, kiedy leżę 20 minut na łóżku i za zamkniętymi powiekami przewijam sobie całą szafę, i wciąż nie wiem, wciąż nie wiem, co oddałoby właściwie mój nastrój, moją niebanalną(!) osobowość i dziwny(!) charakter, co podkreśliłoby piękno(!) moich kolorowych oczu lub cicho malinowy kolor moich ust; co podkreśliłoby moją smukłą(!) talię i wydłużyłoby mi nieopalone nogi. Nie wiem, nie wiem. Potem wstaję i wyciągam pierwsze spodnie z brzega i, idąc za przykładem Karoliny T., wcale ich nie prasuję, bo "wyprasują się na mnie". Z bluzkami jest trochę inaczej;
Bluzkę trzeba już wybrać solidniej, nie tak brzegowo, nie tak po łebkach.
Więc biorę na przykład taką morską i taką jakąś, nie wiem, w groszki. I fasony mają te same, nawet tak samo uszyte koronki, tylko właśnie kolorem się różnią, bo jedna cała morska jest, a druga biała w granatowe groszki. Morska lepiej układa się na górze, ta w groszki zaś lepiej na dole;
I to właśnie decyduje o wyborze bluzki - to czy masz dzień bycia chudą, czy masz doła, że jesteś gruba.
Wtedy wybierasz eksponowanie "dołu" albo "góry";
Najczęściej jednak odrzucam obydwie propozycje i sięgam po jakiś jednokolorowy top, potem zaczynam dobierać sweter...
Ze swetrami bywa różnie (kwadratowo i podłużnie), najczęściej wybierany jest ten, który jednak nie pogrubia...
Potem człowiek już tylko się spieszy, potem się orientuje, że jest 6.51 i za 6 minut odjedzie jedyny autobus... Następnie to już mija jakoś ten dzień, a potem przychodzą wakacje, i nie trzeba wstawać już o 5.30, nie trzeba przewijać swojej szafy; wystarczy wyjść w piżamie na dwór i pomalować studnię grafitową farbą.
*
W związku z ostatnimi wydarzeniami warszawskimi - mianowicie na Dworcu Centralnym czytano prozę Mrożka - chciałam przybliżyć wam mój ulubiony tekst owego pana, którego uważam za niezrównanego geniusza słowa. Nikt nie potrafi tak sprawnie operować językiem!
Miłej, choć niestety krótkiej, lektury!!
Sławomir Mrożek - Rewolucja
W moim pokoju łóżko stało tu, szafa tam, a miedzy nimi stół. Aż mi się to znudziło. Łóżko postawiłem tam a szafę tu. Przez jakiś czas czułem ożywiony prąd nowości. Ale po pewnym czasie - znowu nudę. Doszedłem do wniosku, że źródłem nudy jest stół, a raczej jego niezmienne, środkowe położenie. Stół przesunąłem tam, a łóżko na środek. Niekonformistycznie. Ponowna nowość ożywiła mnie ponownie i póki trwała, godziłem się na niekonformistyczną niedogodność, którą spowodowała. Bowiem teraz nie mogłem sypiać twarzą do ściany, co zawsze było moją ulubioną pozycją. Lecz po pewnym czasie nowość przestała być nowością, a pozostała tylko niedogodność. Wobec tego łóżko przesunąłem tu, a szafę na środek. Tym razem zmiana była radykalna. Bowiem szafa na środku pokoju to więcej niż nonkonformizm. To awangarda. Lecz po pewnym czasie. Ach, gdyby nie ten "pewien czas". Krótko mówiąc, szafa na środku pokoju przestała mi się wydawać czymś nowym i niezwykłym. Należało dokonać przełomu, powziąć zasadniczą decyzję. Jeżeli w określonych ramach, żadna zmiana nie jest możliwa, to należy wyjść poza te ramy całkowicie. Kiedy nie wystarcza nonkonformizm, kiedy nie skutkuje awangarda, należy dokonać rewolucji. Postanowiłem więc spać w szafie. Każdy - kto próbował spać w szafie na stojąco - wie, że taka niewygoda w ogóle zasnąć nie pozwala, nie mówiąc już o omdlewaniu stóp i o bólach kręgosłupa. Tak, to była właściwa decyzja. Sukces, pełne zwycięstwo. Bo tym razem nawet "pewien czas" okazał się bezsilny. Po pewnym czasie nie tylko nie przyzwyczaiłem się do zmiany, czyli zmiana pozostała zmianą, lecz przeciwnie, odczuwałem tę zmianę coraz silniej, ponieważ ból wzmagał się z upływem czasu. Wszystko byłoby jak najlepiej, gdyby nie moja wytrzymałość fizyczna, która okazała się ograniczona. Pewnej nocy nie wytrzymałem. Wyszedłem z szafy i położyłem się na łóżku. Spałem trzy doby. Po czym przesunąłem szafę pod ścianę, a stół na środek, bo szafa na środku mi przeszkadzała. Teraz znowu łóżko stoi tu, szafa tam, a między nimi stół.
Gdy dokucza mi nuda, wspominam czasy, kiedy byłem rewolucjonistą.
*
Gdy dokuczy wam nuda, wspomnijcie ten tekst, choć stanowczo odradzam spanie w szafie... ;)
Tymczasem...
Czas się zbierać, i tak jakoś nieskładnie to napisałam.
Jakoś wyszłam z wprawy! Należy mi się za to solidny opieprz!
Czy ktoś mnie w ogóle jeszcze czyta?
You say you want a revolution
Well you know
We all want to change the world
You tell me that it's evolution
Well you know
We all want to change the world
But when you talk about destruction
Don't you know that you can count me out
Don't you know it's gonna be all right
All right All right...
The Beatles - Revolution
niedziela, 26 maja 2013
just fucking existance
„Zdarzają
się mgnienia, kiedy wszystko staje się potwornie bezdenne, głębokie, kiedy
wydaje się, że tak strasznie jest żyć, a jeszcze straszniej umrzeć.”
- Vladimir Nabokov, Maszeńka
Jedno z opowiadań zostało "szczęśliwie" zakończone, choć ciężko nazwać jego zakończenie happy endem. Dzisiaj notka będzie taka jakaś strasznie nieskładna, bo i ja jakoś poskładać się w całość nie mogę. Wszystko w porządku; wstaje się każdego dnia i robi to, co zawsze; tylko jakoś inaczej - nie wiadomo, czy pełniej czy bardziej pusto. Ale mimo wszystko jest dobrze i to tak bardzo mnie zaskoczyło, że aż trudno w to wszystko uwierzyć... :)
12 lutego mój świat zamienił się w horror. Śnił mi się Hunter, potem Dexter, jeszcze wcześniej Dalida. Nie znam tych ludzi, nigdy ich nie widziałem, ale mówię tak na nich. Wierzę, że mogę nadać znaczenie moim snom, jeśli nazwę ich prześladowców. Tego dnia wszystko zmierzało ku samozagładzie, Hunter zabił Dextera, a Dalida śpiewała im piosenki o miłości. Obudziłem się w psychozie, dotknięty brakiem jakichkolwiek hamulców, pierwszy raz w życiu widziałem ludobójstwo. To było tak straszliwie realne. (...) Potem leżał cały w kałuży krwi i ledwo zipał, a ja jeszcze kopałem go po brzuchu, żeby mieć pewność, że nigdy się nie obudzi. Zastanawiałem się, czy jemu też śni się teraz Hunter i Dexter i czy słyszy właśnie piosenki Dalidy, potem zacząłem się zastanawiać, dokąd trafi – czy na Szaserów, czy do Nieba. (...) Brat wyrwał się z tego domu i wyszedł na ludzi, a ja zostałem z matką. Pierdolony ze mnie Prometeusz, chciałem ją zbawić, a doprowadziłem do własnej śmierci. Tak, bo ja już właściwie nie żyję. 12 lutego umarło we mnie wszystko. Krew krąży, wstaję, jem i kładę się spać, i każdego dnia umiera mnie coraz więcej. Nie umiem tego zatrzymać, nie umiem nie śnić o niczym. Hunter poluje na mnie co noc, Dalida zaczyna wyć i skowyczeć, a Dexter uprawia seks z moją matką. I czuję się, jakbym codziennie ćpał, cały świat wiruje i tańczy ze mną jakieś pojebane tango. Jednego dnia jestem sam, a potem się troję i znowu jest nas sześciu, znowu każdy z ich cieni mówi mi jak mam żyć, a innego dnia przeklinają mnie i wyzywają od najgorszych. Nie umiem poradzić sobie z inwazją na moje sumienie...
- pierwotna wersja opowiadania "NOTABLE" licząca 31 tys. znaków ze spacjami.
Musiałam z niej zrobić 18-tysięczną wersję, więc dużo musiałam wyrzucić. Niestety. Inaczej jednak nie mogłabym tego opublikować ;d
Dlaczego "NOTABLE" możecie zapytać Piotra W. haha. Znaczy to tyle, co "najwybitniejsi obywatele" (fr.). I gdyby to opowiadanie w jakiś sposób wpisało się w Polskę, to pamiętajcie, że Lusia miała bernardynkę... To bardzo istotne!
W każdym razie, opowiadanie skończone i wysłane, odwrotu już nie ma. Teraz pozostaje trzymać kciuki, bo konkurencja zapewne będzie bardzo duża i bardzo ciężka.
Niemożliwe jest pisanie przy całkowitym wyłączeniu swojej osoby z tego procesu, a jeśli już ktoś bardzo się uprze, to wychodzi z tego coś kompletnie nieszczerego. Ja pewnie nigdy tego nie zrobię, pisanie prozy jest zawsze procesem odbywającym się we wnętrzu. Wydaje mi się, że niemożliwe jest napisanie powieści współczesnej bez żadnych odniesień kulturowych.
- Vladimir Nabokov, Maszeńka
Jedno z opowiadań zostało "szczęśliwie" zakończone, choć ciężko nazwać jego zakończenie happy endem. Dzisiaj notka będzie taka jakaś strasznie nieskładna, bo i ja jakoś poskładać się w całość nie mogę. Wszystko w porządku; wstaje się każdego dnia i robi to, co zawsze; tylko jakoś inaczej - nie wiadomo, czy pełniej czy bardziej pusto. Ale mimo wszystko jest dobrze i to tak bardzo mnie zaskoczyło, że aż trudno w to wszystko uwierzyć... :)
12 lutego mój świat zamienił się w horror. Śnił mi się Hunter, potem Dexter, jeszcze wcześniej Dalida. Nie znam tych ludzi, nigdy ich nie widziałem, ale mówię tak na nich. Wierzę, że mogę nadać znaczenie moim snom, jeśli nazwę ich prześladowców. Tego dnia wszystko zmierzało ku samozagładzie, Hunter zabił Dextera, a Dalida śpiewała im piosenki o miłości. Obudziłem się w psychozie, dotknięty brakiem jakichkolwiek hamulców, pierwszy raz w życiu widziałem ludobójstwo. To było tak straszliwie realne. (...) Potem leżał cały w kałuży krwi i ledwo zipał, a ja jeszcze kopałem go po brzuchu, żeby mieć pewność, że nigdy się nie obudzi. Zastanawiałem się, czy jemu też śni się teraz Hunter i Dexter i czy słyszy właśnie piosenki Dalidy, potem zacząłem się zastanawiać, dokąd trafi – czy na Szaserów, czy do Nieba. (...) Brat wyrwał się z tego domu i wyszedł na ludzi, a ja zostałem z matką. Pierdolony ze mnie Prometeusz, chciałem ją zbawić, a doprowadziłem do własnej śmierci. Tak, bo ja już właściwie nie żyję. 12 lutego umarło we mnie wszystko. Krew krąży, wstaję, jem i kładę się spać, i każdego dnia umiera mnie coraz więcej. Nie umiem tego zatrzymać, nie umiem nie śnić o niczym. Hunter poluje na mnie co noc, Dalida zaczyna wyć i skowyczeć, a Dexter uprawia seks z moją matką. I czuję się, jakbym codziennie ćpał, cały świat wiruje i tańczy ze mną jakieś pojebane tango. Jednego dnia jestem sam, a potem się troję i znowu jest nas sześciu, znowu każdy z ich cieni mówi mi jak mam żyć, a innego dnia przeklinają mnie i wyzywają od najgorszych. Nie umiem poradzić sobie z inwazją na moje sumienie...
- pierwotna wersja opowiadania "NOTABLE" licząca 31 tys. znaków ze spacjami.
Musiałam z niej zrobić 18-tysięczną wersję, więc dużo musiałam wyrzucić. Niestety. Inaczej jednak nie mogłabym tego opublikować ;d
Dlaczego "NOTABLE" możecie zapytać Piotra W. haha. Znaczy to tyle, co "najwybitniejsi obywatele" (fr.). I gdyby to opowiadanie w jakiś sposób wpisało się w Polskę, to pamiętajcie, że Lusia miała bernardynkę... To bardzo istotne!
W każdym razie, opowiadanie skończone i wysłane, odwrotu już nie ma. Teraz pozostaje trzymać kciuki, bo konkurencja zapewne będzie bardzo duża i bardzo ciężka.
AFEKT
gwardia zaniedbanych słów
suszy policzki w obawie przed
całopaleniem
usiądźmy razem na huśtawce,
przejmijmy stery nad naszymi snami.
znowu przegrywamy w wojnie o jutro,
a kremy na uśmiech zmieniają nam twarze
- w świetle tych zdarzeń,
myślę że możemy kochać się nieustannie,
od roku, w półmroku przygaszonych pragnień...
nie chcę być płaskorzeźbą w marmurowej pościeli,
marazmem zdrewniałego płótna
muszę iść, nabić kolejne siniaki,
zrywać imbir z kakaowych drzew
a ty
ty jesteś moim dymem,
najmocniejszym papierosem
i choć biję wszystkie szklane butelki
napiję się z tobą whisky
i oddam smaki zeszłych nocy
suszy policzki w obawie przed
całopaleniem
usiądźmy razem na huśtawce,
przejmijmy stery nad naszymi snami.
znowu przegrywamy w wojnie o jutro,
a kremy na uśmiech zmieniają nam twarze
- w świetle tych zdarzeń,
myślę że możemy kochać się nieustannie,
od roku, w półmroku przygaszonych pragnień...
nie chcę być płaskorzeźbą w marmurowej pościeli,
marazmem zdrewniałego płótna
muszę iść, nabić kolejne siniaki,
zrywać imbir z kakaowych drzew
a ty
ty jesteś moim dymem,
najmocniejszym papierosem
i choć biję wszystkie szklane butelki
napiję się z tobą whisky
i oddam smaki zeszłych nocy
ale leż koło mnie,
dotykaj włosów i całuj po szyi,
bo tak bardzo mnie bawi,
że ktoś może mnie chcieć.
dotykaj włosów i całuj po szyi,
bo tak bardzo mnie bawi,
że ktoś może mnie chcieć.
23.05.2013
Niemożliwe jest pisanie przy całkowitym wyłączeniu swojej osoby z tego procesu, a jeśli już ktoś bardzo się uprze, to wychodzi z tego coś kompletnie nieszczerego. Ja pewnie nigdy tego nie zrobię, pisanie prozy jest zawsze procesem odbywającym się we wnętrzu. Wydaje mi się, że niemożliwe jest napisanie powieści współczesnej bez żadnych odniesień kulturowych.
- Jakub Żulczyk
Jak już przywołuję Żulczyka, to wstawię wam kilka wartych zapamiętania cytatów ;)
*
Nabroiłem.
A wszystko zaczęło się od tego, że się zakochałem.
Zakochałem się jakieś dwa, trzy tygodnie temu, o trzynastej dwadzieścia.
A wszystko zaczęło się od tego, że się zakochałem.
Zakochałem się jakieś dwa, trzy tygodnie temu, o trzynastej dwadzieścia.
*
Jest zsyntetyzowaną kompilacją wszystkich cech, które uważam za pojebane.
*
Wybaczam ci, jesteś tylko opartym na pochodnych węgla, niestabilnym, organicznym, głupim tworem.
*
Chciałbym spędzić z nią resztę mojego życia, nawet jeśli miałbym żyć jeszcze tylko kwadrans.
*
Z oczu bije mu wyraźny, biały neon z napisem: Pierdolisz Piękne Farmazony.
*
Wiesz, jak tak myślę, że prędzej czy później nadszedłby taki moment, że już nigdy więcej byśmy się nie spotkali.
*
Chwila milczenia i takie westchnięcie w stylu eeee, gdy chcesz
powiedzieć albo coś bardzo ważnego, i przejdzie ci to przez gardło tylko
przebrane w kostium banału, albo gdy po prostu chcesz stwierdzić „do
dupy z tym życiem".
*
Wtula się, bo w końcu zrozumiała, co to znaczy, że ktoś mógłby się za nią dać publicznie rozstrzelać.
*
Mówię sobie - kurwa, to właśnie tutaj mam być.
*
Bo to takie cudowne dla kobiety, kiedy wie, że ktoś żył jakimś filmem, który kręcił z nią sobie w głowie.
*
Gdy jesteś nieobecny, ludzie dużo mocniej zaczynają zdawać sobie z Ciebie sprawę.
*
Czuł się z tym całkiem OK - z jednej strony mógł mi zazdrościć, a z
drugiej cieszyć się, że jednak mu się udało, że stać go na dobrą wodę po
goleniu, że obwozi po Polsce sterty nieważnego papieru w skórzanych
neseserach, bo przecież schematy awansu społecznego są silniejsze niż
jakakolwiek dzikość serca. a ja wiedziałem, że jestem zupełnie poza jego
percepcją, bo to nie była żadna dzikość serca, jadę stopem, bo nie mam
na helikopter, bo nie wynaleziono, kurwa, teleportacji. I to nie jest żaden weltschmerz, nie jestem młodą, piękną duszą - ja po prostu jestem pierdolnięty, Chory Psychicznie.
*
Może to był sen, który wypadł mi z rąk.
*
Moje myśli są bezdomne
Moje myśli są bezdomne
*
Swoją drogą, zawsze jest jakieś "tylko że"; założę się, że wszystkie
największe osobiste tragedie tego zasranego świata zaczynają się od
zwrotu "tylko że".
*
Masz strasznie obgryzione paznokcie i trochę spuchnięte oczy, nie jakbyś
płakała przed chwilą, ale tak, jakbyś płakała po trochu, codziennie.
*
po tobie może być już tylko koniec świata.
A teraz się żegnam, wybywam na tydzień do Leningradu znowu podbijać Rosję. Wszystko będzie dobrze; wierzę w to nieustannie; wrócę i to, co złe się skończy, a to, co warte przetrwania - da szczęście.
środa, 15 maja 2013
pieprzeni poeci!
***
- Dlaczego właściwie próbowałaś się zabić? - zapytał nagle, kiedy siedzieliśmy na naszej ulubionej huśtawce.
- Ile można mówić, że nie chciałam się zabić?
- Pierdolenie! Też tak mówię wszystkim dookoła, a ja naprawdę chciałem się nie obudzić. Wszystko poszło nie w tę stronę.
- U mnie też - odparłam cicho.
- Opowiesz mi swoją historię? - spojrzał na mnie smutnymi oczami i nie umiałam odmówić.
- Wiesz... - zaczęłam - Są ludzie, którym ufasz i dla których mógłbyś zrobić wszystko. I ja właśnie miałam takich ludzi... Tylko pewnego dnia postanowili wszystko skomplikować i mnie pokochać. I nie wiedziałam, co mam zrobić z tą miłością. Wiedziałam jedynie, że nieważne jaką decyzję podejmę - skrzywdzę nią ludzi, na których bardzo mi zależy. Przez długi czas nic z tym nie robiłam, potem było coraz gorzej. Stwierdziłam, że najlepiej w tym wypadku będzie skrzywdzić samą siebie.
- To trochę tak jakbyś jechała piaszczystą drogą samochodem, a na przeciwko ciebie jechałby rowerzysta. Możesz robić wszystko - zwolnić, zatrzymać się - żeby tylko go nie okurzyć, a on i tak dostanie piaskiem po oczach. Z takich sytuacji nie da się wyjść nikomu nie robiąc krzywdy.
Spojrzałam na niego i poczułam się strasznie pusta. Tak okrutnie chciało mi się płakać. Siedzieć tutaj, na tej pieprzonej ławce i płakać, i krzyczeć w nieskończoność, że to wszystko zabrnęło za daleko. Że teraz nie ma już nic, czego można się chwycić i w co można uwierzyć. Bo ja już nie wierzę. Nie wierzę, że może być dobrze. Nie kiedy przeklęci poeci piszą o tobie pięciostrofowe wiersze.
Ten Uśmiech
***
„(...) człowiek może przekroczyć granicę śmierci, choć jego ciało jeszcze żyje. Krew jeszcze krąży, soki żołądkowe jeszcze trawią, ale psychicznie jesteś już martwy. I przeżyłeś samą śmierć. Na wszystko patrzysz jakby z grobu, beznamiętnie. (...) Nagle zauważasz, że przebaczyłeś wszystkim swoim krzywdzicielom, że odpuściłeś im całe zło, jakie ci wyrządzili. Obojętniejesz, niczego nie chcesz zmieniać, naprawiać, niczego ci nie żal. Powiedziałbym nawet, że to stan naturalnej równowagi. Teraz wytrącono mnie z niego i nie wiem, czy mam się cieszyć. Wrócą uczucia, namiętności - i te dobre, i te złe.”
- Aleksander Sołżenicyn, Oddział chorych na raka
Właściwie trudno się określić w takie dni. Przelotne, krótkie uśmiechy, dziwne myśli.
0 koncentracji.
0.
Właściwie to miałam potrzebę ściśle poetycką :C
kalkomania
za oknem rozkwitają parasolki
bezduszne myśli rozsadzają mi głowę
czy budzisz się ze snu kiedy umieram
poruszasz ręką kiedy tłukę blaszane garnki
zakręcasz w tę samą stronę na chodniku
i zaczynasz spacer od tej samej nogi
czy poczułeś zapach mojej skóry,
włosów, lakierowanych paznokci
na chwilę przed cichym dramatem
czy kiedy patrzę na ciebie czujesz na całym ciele
że mogę być jeśli zechcesz
a jeśli nie
to odejdę
i nie wiem,
nie wiem co robię i dlaczego nie krzyczę
smutne poranki uśmiechają się psychopatycznie
rozpadam się na kawałki jak chińska porcelana
zbierz mnie z podłogi,
ułóż mozaikę witraż lustro
nieważne
poskładaj mnie bo tak bardzo mi źle kiedy pada deszcz
a ja nie mogę tańczyć na ulicy
alyouidiot, 14.05.2013
Pieprzeni poeci!
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
getto
Marek Hłasko zadał kiedyś bardzo istotne pytanie: "Nie wiem - po co żyję, jeśli nie kocham nikogo?"
Po co to wszystko?
Cały ten teatr stu aktorów i nas, bezbronnych kukiełek, którymi nieustannie ktoś musi kierować.
Podnoszą za nas ręce, odpowiadają za nas na pytania, ba! Nawet kochają - za nas!
Podobno człowiek bez miłości jest "jak cymbał brzmiący lub jak miedź brzęcząca" - podobno człowiek bez miłości jest NICZYM, nikim.
Był sobie Pan Edward, niejaki Stachura, co to był nieziemsko smutnym człowiekiem i z tego, co mi wiadomo, sam skończył swój bierny, mierny żywot.
Cóż z nim?
"A kiedy ona cię kochać przestanie, zobaczysz noc w środku dnia, czarne niebo zamiast gwiazd, zobaczysz wszystko to samo, co ja."
Wszyscy chcemy kochać, a ludzie zabijają się z miłości. Skaczą z mostów, bo ktoś nie kocha ich tak mocno, jakby chcieli. Topią się, wieszają w piwnicach, jakby to miało nadać sens ich cierpieniu, jakby miało być przestrogą - "nie kochaj, bo skończysz jak ja". Może faktycznie nie warto kochać? Bo co to, cholera, właściwie znaczy? Pierdolone "kocham", ko-cham. Już kiedyś próbowałam to rozgryźć. W rosyjskim "kocham" i "lubić" to jedno słowo - i może faktycznie, na Boga, to jest to samo! O ile łatwiej powiedzieć: lubię cię, a znaczy to, że lubię z tobą przebywać, rozmawiać, lubię twój uśmiech i twoje żarty, lubię kiedy się śmiejesz i opowiadasz mi historie ze swojego życia, lubię, kiedy siedzisz koło mnie i mam się o kogo oprzeć, kiedy jestem zmęczona. Kocham cię, to znaczy przecież dokładnie to samo... Tylko co? Tylko lubię cię bardziej? Bo może jesteś jedyną osobą, której nie boję się spojrzeć w oczy, jedyną osobą, którą mogę przytulać bez końca i nawet za milion pierwszym twoim dotykiem przejdą mnie dreszcze. Jeśli kogoś lubię, mogę z nim jechać na rowerze w deszcz i mówić, że to uwielbiam, a kiedy kogoś kocham to nie chcę, żeby ta przejażdżka się kończyła. I wtedy, kiedy próbuję zasnąć, szarpię za zasłonkę i widzę za oknem księżyc i przypomina mi się, że okno twojej sypialni wychodzi na dokładnie tę samą stronę i zawsze księżyc świeci ci prosto w oczy, kiedy zasypiasz.
I ja wiem, że cię kocham: ko-cham, przez K, O, C, H, A i M. I czy nie wystarczy, żebym tylko ja o tym wiedziała?
Po co ktoś jeszcze, po co nawet ty masz o tym wiedzieć? Czasem lepiej żyć w niewiedzy, wtedy wszystko jakoś lepiej się układa. Ręce szybciej łapią ciepło i nie zastanawiam się, co powiedzieć. Czy w ogóle coś mówić...
Myśmy się strasznie przyzwyczaili do tego, że jesteśmy kochani... Bo kocha nas mama, tata, wujek czy tam jeszcze kto. I kiedy nie mamy właśnie tego kogoś, kto kochałby nas trochę inaczej, wpadamy w panikę. Zaczyna nam przeszkadzać samotność.
Ah, a potem ten błogi stan apatii, kiedy budzisz się i nie masz nawet siły, żeby wstać i coś zjeść. I nie jesz, bo po co, skoro nikt mnie nie kocha?
A potem... Potem się okazuje, że to bzdura, tylko po prostu nie chciałeś zauważyć, że ktoś może pokochać takiego potwora, jakim jesteś lub jakim się stałeś.
Ja czasem tego nie akceptuję, bo po prostu chyba... Nie zasługuję na to. Żeby ktoś...
William Shakespeare, ten sam facet, który napisał Romeo i Julię - ten tekst o bezgranicznej miłości, mówi tak:
"Mówisz, że kochasz deszcz, a rozkładasz parasolkę, gdy zaczyna padać. Mówisz, że kochasz słońce, a chowasz się w cieniu, gdy zaczyna świecić. Mówisz, że kochasz wiatr, a zamykasz okno, gdy zaczyna wiać. Właśnie dlatego boję się, kiedy mówisz, że kochasz mnie.''
Tak, niby chcemy kochać, a z drugiej strony boimy się miłości. I chyba tylko dlatego, że boimy się o swoje dupy. Tak, trzeba to głośno powiedzieć! Ktoś nas skrzywdził i już nie chcemy kochać, bo nam się nie spodobało za pierwszym czy trzydziestym pierwszym razem... Gdybyśmy w życiu mieli władzę wybierać tylko to, co nas nie krzywdzi... A my, tym brakiem miłości, krzywdzimy siebie z dnia na dzień coraz bardziej.
Egoiści, ego-ego-egoiści, pokolenie E, pokolenie E-goistów.
No tak, tak to należy odbierać. Nie chcemy kochać, bo miłość to nie-egoizm, a po co wyzbywać się tego, co tak świetnie nas "ochrania" ?...
Nie wiem, co ty sądzisz o miłości, ale jestem pewna, że tylko zakochany człowiek budzi się rano szczęśliwy. I wszyscy za taki chociażby jeden, jedyny ranek, dalibyśmy poucinać sobie ręce i nogi. Żeby tylko choć przez chwilę poczuć... Właściwie, żeby przez chwilę nic nie czuć. Żeby nie czuć nic złego. Chociaż na sekundę.
/Wciąż pamiętam, kiedy odsłaniałam zasłony majowego poranka i krzyczałam głośno, że taki piękny dzisiaj dzień.../
MOJE GETTO
Płonę nadzieją, że nie zasnę,
nie spoczną nogi i nie ugnie się twarz.
W błaganiu o pomoc,
wiję się bezradnie:
dokąd pójść? jak zawsze
mam zwinięte bilety w kieszeni.
Co z tego? Podłoga, sufit
- dziś wszystko mi jedno
gdzie położę się i gdzie odejdę.
Zaklinam oczy czarownic z bajek,
ich świat to moje koszmary
i nic poza tym.
Nic mnie nie obchodzi,
nie pytam co dalej,
nie ma odpowiedzi bez znaków zapytania.
Robię zamęt, niknę i przenikam ściany,
witraże rozstępują się na dźwięk
kruchych oddechów.
Miałam nadzieję, że spocznę,
że przygryzę wargi, otworzę powieki
kiedy już będzie po cudownej apokalipsie.
Koniec serii pierwszej,
rozdziału o księżniczce w szmacie,
cichym spojrzeniu z Alei Samotności.
Karmazynowo krążą wokół mnie gołębie
i gubię się, potykam i tracę
życie na otwockich chodnikach.
Gdzieś pod spodem jest Hades,
czuję zapach Styksu po deszczu
i płynę tam, płynę, ile tylko mam sił.
Pragniesz kochać, chcesz budzić się czyjaś,
zakładasz czerwoną sukienkę
i nakładasz makijaż.
Po co to wszystko?
Napijmy się wódki za niespełnione marzenia,
za cele, które przerosły możliwości.
Mogę upaść, ale nigdy się nie dam,
nigdy, przenigdy nie umrę z miłości.
alyouidiot, 29.04.13
Zupełnie inaczej jest, jeżeli masz kogoś, kto cię kocha. To ci daje setkę powodów, aby żyć. Ja ich nie mam.
- Jonathan Caroll.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)


