poniedziałek, 9 grudnia 2013

... mocno tak

Zaopiekuj się mną
nawet, gdy nie będę chciał
zaopiekuj się mną,
mocno tak...


Hm,
listopad minął beznotkowo.

Cóż, miałam dużo pracy. Ze szkołą i jak co roku ze Szlachetną Paczką. :)
Wielkimi krokami zbliża się koniec semestru.
Huhu, ale szybko ten czas leci.

Ostatnio żeśmy tak właśnie w szkole
rozmawiali o muzyce
i przyplątały się do mnie stare piosenki
(pomijając, że nikt oprócz Mikołaja nie znał Zaopiekuj się mną Rezerwatu -.-)
ale, na przykład
mam propozycję;

zróbmy więc prywatkę jakiej nie przeżył nikt;
niech sąsiedzi walą, walą, walą, walą do drzwi
sztuczne ognie niech się palą, palą, palą
a ty
tańcz i wino pij
niech cały wiruje świat

Wiruje mi świat,
Ksawery mną nieźle zakręcił.
Raz zdmuchnęło mnie z drogi, raz z życia. I tak to kurcze jest, że nas zdmuchnie czasami, ale nic złego w tym nie ma. Że się gubimy i nie potrafimy odnaleźć. Że wydaje nam się, że osiągamy najgłębsze dno. Wcale nie musi tak być; myślę, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Beznadzieja potem okazuje się naszym zbawieniem.

Wszyscy jesteśmy ofiarami dysfunkcji.
                                                               - J. Żulczyk


Każdy ma jakieś dys-. Dysgrafię. Dysortografię. Dysleksję. Dyssympatię. Dysżyczliwość. Dysspołeczność.
Ty możesz być moją dysfunkcją, ja twoją. Możemy się wykluczać lub dopełniać.
A\cup B
albo
∩ B


albo A \B i już w ogóle lipa.
Gdybyśmy byli swoim iloczynem, znaczyłoby, że mamy część wspólną. A myślę, że mamy. Na pewno któreś dys- powiela się u mnie lub u ciebie. Wkrótce okazuje się, że całe nasze człowieczeństwo jest dysfunkcją, a społeczeństwo staje się dysfunkcjonalne.
Opieramy się na wadliwym wytopie z wody i tablicy Mendelejewa, trudno nas nawet określić, bo sami nie mamy pewności, co do własnej osoby. Trudno czasem nam współpracować z samym sobą, co dopiero z kimś innym.
Ale pamiętaj;
jeśli znajdziesz się w takiej sytuacji, nie uciekaj od tego.
Nabawisz się kolejnego dys-, i po co ci to?
Wiem, że to najłatwiejsze, ale nigdy tego nie rób.
Zmierz się z tym i zamień swoje dys- w swoją dumę.




Pamiętaj, że z wszystkiego można wyjść:)


a tutaj jest moje opowiadanie opublikowane po wynikach konkursu Ikarowe Strofy: BĄDŹ KIMŚ WIELKIM.
Zapraszam:)


Pozdrawiam ciepło w te zimne i wietrzne dni :)

czwartek, 17 października 2013

no worries, no troubles

odsyłam do:
-> ANOTHER DAY



Ej, bo tak właściwie, to gdzie my teraz jesteśmy?

Jeden dzień przed kurwokalipsą.

Czuję, że to już blisko. Że nadchodzi ten dzień. Dzień strachu, załamania, punktu zwrotnego. Ej, ej, dokąd tak pędzicie, gady przebrzydłe i żmije przyziemne? To wszystko się skończy, lada dzień nadejdzie koniec wszystkiego, co dobre i wszystkiego, co złe! Koniec wszystkiego! Koniec końców!
Hej, hej, pójdź ze mną, bo marzę o tobie i śnię i śpiewam ci piosenki Beaty Kozidrak. Słyszysz mnie? Ej, otwórz oczy, jestem tu, jestem przy tobie, nucę ci Białą Armię, żołnierzu; wstań, chodź ze mną do słońca, bo już niedługo, niedługo – niedługo nadejdzie ten dzień.
Jestem tym dniem, czy rozumiesz mnie? Przychodzę właśnie teraz i próbuję za ciebie oddychać. Złap się mnie, kurczowo trzymaj, bo rozpadniesz się beze mnie na kawałki. Nie rozumiesz, prawda? Że twoje życie beze mnie to niekompletna paczka puzzli? Ten jeden dzień zmienia wszystko i to właśnie ja nim jestem.
Przytul mnie. Utul mnie do snu i zaśpiewaj kołysankę. Potrzebuję kogoś, kto się mną zajmie, napisze mi wierszyk o grzybach, dupie marynie i trąbie z Azji, ale potrzebuję kogoś, kto będzie ze mną, przy mnie – nie gdzieś w otchłani, dalekiej przestrzeni, o której wiem, że istnieje, lecz nie wiem, gdzie i nie mogę jej dotknąć. Jesteś moim cieniem czy moją częścią, a może cień jest moim pierwiastkiem a ty moją potęgą, nie wiem. Łączy nas dziwna zależność i spala mnie, spala mnie na stosie Nowoczesnej Inkwizycji i tłukę się zamknięta w blaszanym pokrowcu.
Nakarm mnie. Daj mi zupę. Ogórkową. Ej, nieważne jaką. Niedługo i tak będzie światłe nic, więc nieważne, co wyrzygam. Rzygi, rzygi, rzygi. Rzygam chorobą, którą się stałam. Gardło zwęża mi się nieustannie, z dnia na dzień łapię coraz mniej powietrza. To o to ci chodziło! Już wszystko jasne. Zamień mnie na inną, umieram na zapalenie płuc i cierpię na jaskrę.




TEN DZIEŃ.

Zabiłam pająka. Był czarny, brzydki, ale miał dużą dupę.




Pierwszy dzień po kurwokalipsie.

Ej, i wszystko jest takie samo. Dachy, domy, budynki, ludzie. Co się zmieniło? Kolor włosów ten sam, barwa głosu też i nogi te same, i usta, uszy, wątroba i śledziona. Wszystko gra, powiedziałoby się. Na pewno?
Ej, nie ma już tego. Tego, wiesz... Zmęczenia. Strachu. Płaczu. Nie ma, nie ma, nie ma. Zniknęło wszystko! Kruki nie budzą mnie już rano, nie ma kruków. Róże już nie pachną, nie ma zapachów. Nie ma zmysłów, emocji, uczuć. I to jest idealne, perfekcyjne. Nie trzeba już mówić nie przejmuj się, Bela. Bo przejmowanie – nie istnieje. Bela także.

I to jest piękne, że nie ma nic, bo nic nie ma sensu, a coś jednak ten sens ma, jednak sens znikł razem z czymś i zostało nic i bez-sens też został. Sam.






HEJHO, zryjcie sobie banie tym tekstem i tą piosenką, powodzenia!










bałem się odejść

perony zaludnione w kierunku
wysp bezludnych
pociągi przesuwają się wolno po torach

a ja stoję
boję się odejść

zatrzasnę jakieś drzwi i uduszą mnie ściany
swoimi rękoma tak mocno 
przestaję oddychać

krzyczy wróć
a ja z palcami w uszach

odchodzę


22.09.2010 (c) alyouidiot

środa, 9 października 2013

in the night, the stormy night, away she flies

czołem załogo moja, hejho!



Cześć, jestem Zośka i przegrywam wszystkie wojny.
Zaczęło się od podstawówki i gry w wojnę z wujkiem, który zawsze mnie ogrywał.
Potem były batalie o batony. O nową bluzkę. O dobrą ocenę.
Na końcu, zaczęły się walki o własne zdanie.
Po stoczonej bitwie o swoje poglądy, zostałam stłamszona swoją własną emocją. 
W ogóle, często mówią, że jestem zbyt wrażliwa i te wszystkie rzeczy, które mnie obchodzą, tak naprawdę nie powinny mnie interesować.
Ale, po pierwsze, nie da się żyć w społeczeństwie, które łamie wbite ci do głowy zasady i jakieś granice dobrego smaku.
Po drugie, zawsze staje się w obronie tego, co uznaje się za słuszne.
Po trzecie, nie reagując - przyzwalamy na pewne rzeczy.
Możemy czuć się bezsilni wobec wojny, ale jeśli nic nie będziemy z tym robić - ona sama z siebie się nie skończy.
I tak zawsze Zośka dostaje po łbie: za to co powie, za to co napisze, za to, co ktoś sobie wymyśli, a nawet za swoje myśli - bo ludzie uważają, że znają je lepiej, niż ona sama.
Jest w tym pewien paradoks; dostrzegam go wyraźnie i aż oczy mi się śmieją przez te łzy, które czasem z tych "idiotycznych" powodów jestem w stanie z siebie wylać.

Konflikty to rzecz codzienna.
Po jednym konflikcie następuje drugi, gorszy.
Ten cię tłamsi i zabija.
Wiesz, na takiej zasadzie, że budzisz się rano i ogarnia cię takie dziwne uczucie, że coś straciłeś. Że czegoś brakuje i nie jest tak, jak zawsze. Może znowu powiedziałeś za dużo, albo usłyszałeś za mało.
Potem niby musi być okej; no bo taka jest kolej rzeczy. Ubierasz się, jesz trzy czwarte kanapki, bo więcej nie jesteś w stanie w siebie wdusić, wychodzisz i czujesz rześkie powietrze.
Przez chwilę jest lepiej, a potem jest już tylko cholernie zimno.
Potem koleżanka ci mówi, że poszło ci oczko w rajstopach; bo chciałaś się wystroić, wiesz. Odbić te straty wczorajszego wieczoru. Ładnie wyglądać, to dla kobiety przecież takie ważne. Może ktoś doceni i powie w końcu coś miłego.
W drodze do szkoły zachodzisz do jednego sklepu, ale w nim nie ma rajstop, więc maszerujesz do innego i kupujesz nowe rajstopy. W łazience na zmianie wadliwych nakrywa cię przyjaciółka i pyta "jak tam?"; a ty masz ochotę odpowiedzieć "chujnia z dżemem i rozpadam się od środka", a zamiast tego mówisz zwykłe, wiesz - "szkoda gadać"...

Ale nadzieja pojawia się po wejściu do klasy, już trochę po dzwonku.
I pierwsze słowa koleżanki z klasy:
"Jak pięknie dziś wyglądasz".

Potem było tylko gorzej; zimniej i bardziej okrutnie.
I wiesz, siedzisz sobie na jakiejś nudnej lekcji w sali XYZ i obok ciebie siedzi osoba, którą naprawdę lubisz. I ona dostaje właśnie smsa i wiesz, pokazuje mi.
"Kocham Cię"
i przez głowę przemyka tylko takie "kurwa"; takie zwykłe, suche "kurwa" i nic więcej.

I niby wyszło słońce, mogłabym poskakać na skakance i pozjeżdżać na zjeżdżalni; i zrobię to, cholera, obiecuję. Jak tylko będę przechodzić koło jakiegoś placu zabaw to pierwsze, co zrobię, to wejdę na zjeżdżalnię i po prostu z niej zjadę.

Musieliśmy dorosnąć, z jakichś dziwnych powodów biologicznych, ale nie mieliśmy wyjścia.
I teraz jest chujnia, chujnia z grubą warstwą dżemu i bez masła.
Najchętniej wróciłbyś ze mną na tę zjeżdżalnię, a to dorosłe życie wsadził w dupę biologom.
Nie da się, nie da.

I wiesz, po 16:00 wsiadam w autobus i wracam do domu; potem idę piechotą i strzela mnie w policzek jakiś owad i kurczę, uśmiecham się dziś tak szczerze po raz pierwszy.
I no wiesz, rozumiesz, nie będę cię okłamywać, bo nie jest dobrze, bo jest chujnia, ale nie dochodzimy jeszcze do kurwokalipsy. Do, wiecie, takiego dna den. To jest dno, kurde - taka stumilowa, kurwa, depresja. Ale można zejść niżej, nie? Do jądra NiFe i spłonąć żywcem. Na razie pałętamy się gdzieś między asteno- i atmo- sferą, ale w końcu znajdziemy swoje miejsce.
Na chmurze, pod ziemią albo na jakimś pieńku. Bo skoro wszystko ma swoje miejsce, my też musimy je mieć. 
Ono gdzieś jest, pamiętaj o tym.
Jest gdzieś, przy kimś albo bez kogoś.
Najśmieszniejsze jest to, że twoje miejsce zależy od twoich wyborów.
A właściwie, to od wyborów wszystkich, którzy cię otaczają.
Więc tak na dobrą sprawę - twoje miejsce nie zależy praktycznie wcale od ciebie.

I to jest smutne; zżera mi to mózg i ryje banię.
A ja znowu ryję ziemię; ale nie jestem zerem i dam sobie radę bez względu na wszystko, nie?
Bo ja, do cholery, jestem Zośka i nie dam się stłamsić.

Napisałabym list do Putina, i wiesz; napisałabym tam coś. I mówią mi, że nic nie osiągnę.
A wiecie; ja wam pokażę, że osiągnę. Wbrew wszystkim i wszystkiemu.
Zrobię wam taką kurwokalipsę, że się posracie.
O!




Także tego; uważajcie na tę psychopatkę, jakbyście ją kiedyś spotkali ;o
Ja się jej przestraszyłam! Haha.


Ale Zośce trzeba jedną rację przyznać;
wszędzie chujnia, wszystko chujnia.







wtorek, 1 października 2013

you can't build towers with your head in the sand

hejho!

mam zastój bloggerowy; ale to nic
polecam wam:

aiden grimshaw - hold on
i
modestep - paradise (coldplay cover)


jak widać, zmieniłam wygląd
korzystam z tego, że jestem chora
siedzę drugi tydzień w domu
i wiecie, mój internet dobrze działa rano.

tutaj można przeczytać moje nowe opowiadanie -> To nie twoja wina, kotku

nad którym w sumie pracowałam może ze 4-6 dni.


także tego; zastój bloggerowy jest, ale nie zastój pisarski!


w ogóle, odebrałam wczoraj dowód
i straszny dół mnie złapał
że w ogóle szkoda gadaci. ;<

eeej, możesz teraz kupić wódkę
eeeej, już jesteś dorosła, to takie super!
chyba nie wiecie, co mówicie
ulatuje ze mnie ostatnia część szczęśliwego dzieciaka
Boże mój, Boże, ale to smutne.

no, ja jakoś nie umiem się z tego cieszyć i nic na to nie poradzę.

może macie do polecenia jakąś ciekawą muzykę?

i co tam u was? jak wasze życia?

bo wiecie, ja jestem już w maturalnej
i ogólnie teraz słyszę tylko blablabla matura
blablabla matura matura blablablablaaaaa
i już sram tą maturą,
ale wierzę w siebie, że pójdzie mi to dobrze
i dostanę się tam, gdzie chcę
i osiągnę to, co chcę.
i w ogóle będzie tak, jak chcę, żeby było.

ZOBACZYMY.



Trzymam kciuki za wasze marzenia,
a wy trzymajcie za moje!

Nie umarłam!
Wróciłam z Grecji (choć to było wątpliwe)
w wolnej chwili opowiem wam tę ciekawą przygodę!;)




niedziela, 11 sierpnia 2013

please don't go, i'll eat you whole

i love you so
i love you so i love you so and aaaaaaaaah...

tak,
absolutnie,
alt-j to coś, co uwielbiam w niedzielne wieczory.




she she she she only ever ver ver ver ve
                                                                                      walks to to count count her steps,
       eighteen teen strides and she stops to abide
     by the law that she herself has set.
that eighteen steps is one complete set,
and before the next nine right and nine left.
she looks up up at the blueeeeeee,
and whispers to all of the above.




don't let me drown, don't breathe alone,
                                                 no kicks no pangs no broken bones.
                                          never let me sink,
                                                                                                             always feel at home,
                                                     no sticks no shanks and no stones.
never leave it too late,
                                                                                         always enjoy the taste,
                                 of the great great great grey world of hearts.
                                                                             as all dogs everywhere bark bark bark bark
it's worth knowing,
                                          like all good fruit, the balance of life is in
                                                                                                     the ripe, and ruined.


- INTLERLUDE I



piszę do was, moja załogo,
mojego statku, który nie tonie i nie utonie;
a więc - piszę do was w ten jeden z ostatnich dni mojej absolutnej młodości,
która właśnie dobiega końca.
był to piękny dzień,
choć bolesny - z różnych względów fizycznych, psychicznych i innych -ych.
jako, że ten dzień już się kończy,
informuję was, że za jeden dzionek będę osobą 'dorosłą' i wkurza mnie odsłonięte ucho na zdjęciu do dowodu.
co prawda, to prawda jest; że zdjęcia nawet do dowodu jeszcze nie mam, hehe.
a po cóż mi ten dokumencik, jak ja nie alkoholizuję się i w ogóle, nie potrzebuję go? nikt mnie nigdy nie poprosił
przepraszam, można dowodzik zobaczyć?
więc tak naprawdę, niepotrzebne mi to. a że skończyłam 18
... to na fejsbuku wszyscy sobaczo.


a   i powiem wam, że na zarobek jutro idę o.O
a co...
przerywaliście kiedyś jabłka?
bo ja nie...



zastanawiam się, jak to będzie;
jak obudzę się 14 sierpnia i już będę dorosła;
co to właściwie znaczy, że tego jednego dnia, kurczę,
kończę 18 lat i zmienia się podejście ludzi do mnie, dlaczego?
bo teraz jesteś dorosła! musisz to, to, to, totototototo,
ale!
tego ci ciągle nie wolno!!
i właściwie to jest dziwne,
bo przecież im wolno to właśnie, a mi ciągle nie,
chociaż oni są dorośli i ja już też.
jak to jest mieć te 18 lat, kochać tak, że aż nie mieści się to w głowie, w płucach, w wątrobie czy w nerkach; nigdzie nie mieści się ta miłość twoja; ale jak to jest, mieć 18 lat, budzić się i zasypiać i właściwie robić wciąż to samo, co robiło się wcześniej, ale będąc już dorosłym? dziwna umowa społeczna,
dziwna forma próby przyzwyczajenia;
skrajność w skrajności i wiek, kiedy można wszystko;
a tak naprawdę - nie można nic.
i nie wiem co się stanie z nami (z naszymi snami, pragnieniami, lala), nie wiem, kim będziemy za rok
(ale nie czytajcie moich postów sprzed roku, żeby sprawdzić, kim byłam), ale jest coraz to inaczej;
mówimy, że dziwnie,
że zaczyna się robić skrajnie;
przesadzamy chyba, bo tak już musi być.
skrajnie niestety - musimy dorastać.





eeeeeeeeeeeeeeeeee, dobre
absolutnie (ABSALONIE!) nie chce mi się dorastać;


 novo

zawrzyjmy umowę
z nałogiem - koniec
on zwala mnie znowu z nóg

upadam na kark
łamię ci żebra
za takie same słowa

tak nie wypada,
bo zapada nas deszcz
i zapieką w cieście francuskim

wystawią potem gdzieś
usiądziemy na ławce z kimś
ponownie, jednostajnie

będziemy udawać
w nowobogackim stylu
że stać nas na siebie

odkup mnie z rąk tych barbarzyńców
oni drą mi rajstopy i każą zdychać na czas

 10/11.08.2013

macie taki wiersz jakiś, 
chyba o prostytucji, 
ale nie dam sobie głowy uciąć.

pozdrawiam w słoneczną, ciemną już niedzielę
i nie dzielę się radością
BO JEST MOJA ;d

nie no, macie trochę :
<rado-->

dałam wam większą połowę!!! doceńcie moje dorosłe i dojrzałe gesty!


środa, 3 lipca 2013

all my tears have been used up

Hejho, do pracy by się szło, hehe.
dobre.
wszyscy w wakacje marzą o tym, żeby pracować.
ale i tak prawie każdy to robi...

ja na przykład
maluję sobie płotek i studnię.
czarną farbą, co nie jest zbyt kuszące, kiedy wymażę się nią cała.

Byłam dziś w Siedzowie. Wiecie, gdzie to jest?
Bo ja wiem...
no i siedziałam sobie nad jeziorkiem
i strasznie gryzły mnie komary,
że właściwie nie pozwoliły mi pomyśleć nad moimi sprawami do przemyślenia.
te komary.

ale gdyby w waszym pobliżu nie było komarów,
to i tak nie myślcie o tych sprawach
bo szkoda na to tych pięknych, słonecznych dni.
i w ogóle, czasu szkoda... żeby się zamartwiać.

tak naprawdę, to na wszystko jest szkoda czasu, jak tak sobie pomyślałam...
tylko na ludzi chyba nie szkoda jest czasu.
bo fajnie tak wyjść, pogadać. pojechać gdzieś, z kimś,
potrzymać się za rękę, też fajnie...
albo zrobić razem coś, też fajnie. płot pomalować czy coś...
studnię na przykład.


głębszy przekaz mi się zepsuł,
poza tym i tak się śmieją ze mnie, że tu piszę moje głębsze przekazy.
dużo się zmieniło, więc i przekazów mniej.

poza tym,
dopadł mnie kryzys wieku.
kryzys wieku lat 18.
nie umiem dopuścić do siebie myśli, że za miesiąc będę tak okrutnie stara.
na samą myśl się marszczę!
i w ogóle! już cellulit mam!
co to to... ojeeeeeej. 18 lat.
teraz to już będzie z górki.
matura, studia, mąż, dzieci, dom, praca.
kiedy ja pojadę do kazachstanu?



mógłbyś

jak pachnie biały bez nocą
przy stulonych ciepło kwiatach,
przy dźwięku świerszcza
który znowu płacze?

kiedy śpiewam jestem piękna,
zakładam perłowe suknie
ciągnące się aż do ziemi

kiedy szlocham brzydnę,
czerwienię się od góry
i zawodzę smutne piosenki o miłości

oddycham nierówno
tłukę się o podłogę jak deszcz w moje rynny
pląsawica odbiera mi myśli,
każe iść choć chcę leżeć

uwiedź mnie jeszcze raz
choć nie wiem, co teraz począć
i powiedz mi cicho przed snem:
jak pachnie biały bez nocą?
3.07.2013



w ogóle,
to zakochałam się właśnie w maju!

\
a gdyby ktoś, kiedyś
chciał ten wiersz (przypadkiem!) wsadzić do podręczników języka polskiego,
to:
drodzy przyszli nauczyciele,
ten bez mógł być też fioletowy,
ale się, kurwa, sylaby nie zgadzały.
\

niedziela, 30 czerwca 2013

you say you want a revolution

Hej złamasy, złamaski i złamasiątka.
Wróciłam z Petersburga miesiąc temu; ale ten miesiąc jakoś szybko mi minął, dużo się działo, mało czasu było, Internet kiepsko mi działał... I tak jakoś tu nie miałam kiedy cosik naskrobać.

W każdym razie, przede mną znowu miesiąc ciężkiej intelektualnej harówki, trzeba napisać w końcu dwa opowiadania!
Co prawda termin obydwu konkursów (jeden z nich nazywa się "Ikarowe Strofy" :)) jest do 31.08, ale cóż. Potem to już mnie nie będzie!

tam obok ->
jak zwykle;
dodaję sukcesywnie moje opowiadania i w przyszłości również pogrupowane wiersze; dodaję sobie roboty na wakacje, ale to nic!
jedno opowiadanko, jedno ze starszych, Rewolucja, jest już do przeczytania :)
Jeśli ktoś zainteresowany to zapraszam. Ikarowe Strofy -> Moje opowiadania -> Rewolucja :))
design napisanych ikarowych strof by Piotr W. , Mateusz C. i Ja. (c) . (c) . (c)

No co tam, zaczynamy wakacje, moi mili!
Czas upragnionego wolnego czasu na przemyślenia ;o
Życzę wam tego, byście się w nich przypadkiem nie zgubili, nie zapętlili i w ogóle... żeby może jednak nie było ich za dużo booooo ... co za dużo to - niezdrowo. ;)

Pod koniec lipca wyniki pierwszego przesiewu opowiadań Międzynarodowego Konkursu Opowiadań (w skrócie błyskotliwie .. MKO) no i zobaczymy, czy mnie przesieją na dobrą czy na złą stronę.


Z takich parafialnych wiadomości, to jeszcze może was powiadomię, że mam zastój poetycki -> co oznaczałoby ostatecznie, że jestem... szczęśliwa ;o
Boimy się chyba być szczęśliwi, a powiem wam, że to całkiem przyjemne...

 *
Właśnie natknęłam się na słownik PWN i moje życie legło w gruzach... Nauczyli mnie, że "-by, byście" itd pisze się łącznie z czasownikami osobowymi, a bezosobowymi oddzielnie, a to gucio prawda! Sprawdzajcie wiadomości swoich nauczycieli! Szczególnie tych z podstawówki (tak coś mnie się zdaje).
Teraz czas na oficjalne przeprosiny dla osób, które źle poprawiałam... :(
Byłoby jednak pisze się łącznie!!
I całe życie, po prostu cały trud włożony w poszanowanie poprawnej polszczyzny poszedł się jebać... Ach, zeźliłam się.
 *

Bywają takie dni, że budzę się i od razu wiem, w co się ubrać.
A są też takie, kiedy leżę 20 minut na łóżku i za zamkniętymi powiekami przewijam sobie całą szafę, i wciąż nie wiem, wciąż nie wiem, co oddałoby właściwie mój nastrój, moją niebanalną(!) osobowość i dziwny(!) charakter, co podkreśliłoby piękno(!) moich kolorowych oczu lub cicho malinowy kolor moich ust; co podkreśliłoby moją smukłą(!) talię i wydłużyłoby mi nieopalone nogi. Nie wiem, nie wiem. Potem wstaję i wyciągam pierwsze spodnie z brzega i, idąc za przykładem Karoliny T., wcale ich nie prasuję, bo "wyprasują się na mnie". Z bluzkami jest trochę inaczej;
Bluzkę trzeba już wybrać solidniej, nie tak brzegowo, nie tak po łebkach.
Więc biorę na przykład taką morską i taką jakąś, nie wiem, w groszki. I fasony mają te same, nawet tak samo uszyte koronki, tylko właśnie kolorem się różnią, bo jedna cała morska jest, a druga biała w granatowe groszki. Morska lepiej układa się na górze, ta w groszki zaś lepiej na dole;
I to właśnie decyduje o wyborze bluzki - to czy masz dzień bycia chudą, czy masz doła, że jesteś gruba.
Wtedy wybierasz eksponowanie "dołu" albo "góry";
Najczęściej jednak odrzucam obydwie propozycje i sięgam po jakiś jednokolorowy top, potem zaczynam dobierać sweter...
Ze swetrami bywa różnie (kwadratowo i podłużnie), najczęściej wybierany jest ten, który jednak nie pogrubia...

Potem człowiek już tylko się spieszy, potem się orientuje, że jest 6.51 i za 6 minut odjedzie jedyny autobus... Następnie to już mija jakoś ten dzień, a potem przychodzą wakacje, i nie trzeba wstawać już o 5.30, nie trzeba przewijać swojej szafy; wystarczy wyjść w piżamie na dwór i pomalować studnię grafitową farbą.



*

W związku z ostatnimi wydarzeniami warszawskimi - mianowicie na Dworcu Centralnym czytano prozę Mrożka - chciałam przybliżyć wam mój ulubiony tekst owego pana, którego uważam za niezrównanego geniusza słowa. Nikt nie potrafi tak sprawnie operować językiem!
Miłej, choć niestety krótkiej, lektury!!


Sławomir Mrożek - Rewolucja

W moim pokoju łóżko stało tu, szafa tam, a miedzy nimi stół. Aż mi się to znudziło. Łóżko postawiłem tam a szafę tu. Przez jakiś czas czułem ożywiony prąd nowości. Ale po pewnym czasie - znowu nudę. Doszedłem do wniosku, że źródłem nudy jest stół, a raczej jego niezmienne, środkowe położenie. Stół przesunąłem tam, a łóżko na środek. Niekonformistycznie. Ponowna nowość ożywiła mnie ponownie i póki trwała, godziłem się na niekonformistyczną niedogodność, którą spowodowała. Bowiem teraz nie mogłem sypiać twarzą do ściany, co zawsze było moją ulubioną pozycją. Lecz po pewnym czasie nowość przestała być nowością, a pozostała tylko niedogodność. Wobec tego łóżko przesunąłem tu, a szafę na środek. Tym razem zmiana była radykalna. Bowiem szafa na środku pokoju to więcej niż nonkonformizm. To awangarda. Lecz po pewnym czasie. Ach, gdyby nie ten "pewien czas". Krótko mówiąc, szafa na środku pokoju przestała mi się wydawać czymś nowym i niezwykłym. Należało dokonać przełomu, powziąć zasadniczą decyzję. Jeżeli w określonych ramach, żadna zmiana nie jest możliwa, to należy wyjść poza te ramy całkowicie. Kiedy nie wystarcza nonkonformizm, kiedy nie skutkuje awangarda, należy dokonać rewolucji. Postanowiłem więc spać w szafie. Każdy - kto próbował spać w szafie na stojąco - wie, że taka niewygoda w ogóle zasnąć nie pozwala, nie mówiąc już o omdlewaniu stóp i o bólach kręgosłupa. Tak, to była właściwa decyzja. Sukces, pełne zwycięstwo. Bo tym razem nawet "pewien czas" okazał się bezsilny. Po pewnym czasie nie tylko nie przyzwyczaiłem się do zmiany, czyli zmiana pozostała zmianą, lecz przeciwnie, odczuwałem tę zmianę coraz silniej, ponieważ ból wzmagał się z upływem czasu. Wszystko byłoby jak najlepiej, gdyby nie moja wytrzymałość fizyczna, która okazała się ograniczona. Pewnej nocy nie wytrzymałem. Wyszedłem z szafy i położyłem się na łóżku. Spałem trzy doby. Po czym przesunąłem szafę pod ścianę, a stół na środek, bo szafa na środku mi przeszkadzała. Teraz znowu łóżko stoi tu, szafa tam, a między nimi stół.


Gdy dokucza mi nuda, wspominam czasy, kiedy byłem rewolucjonistą.

*

Gdy dokuczy wam nuda, wspomnijcie ten tekst, choć stanowczo odradzam spanie w szafie... ;)


Tymczasem...
Czas się zbierać, i tak jakoś nieskładnie to napisałam.
Jakoś wyszłam z wprawy! Należy mi się za to solidny opieprz!




Czy ktoś mnie w ogóle jeszcze czyta?


You say you want a revolution
Well you know
We all want to change the world
You tell me that it's evolution
Well you know
We all want to change the world
But when you talk about destruction
Don't you know that you can count me out
Don't you know it's gonna be all right
All right All right...

The Beatles - Revolution