poniedziałek, 13 stycznia 2014
please, don't disappear
agape
otul mnie swoim jedwabnym oddechem
w otoczeniu twojego dwutlenku
czuję się lepiej
puszczasz miękkie wołanie w eter
poduszki moich słów
tulą nas do snu
odbiera mi to mowę
nieustannie kolorowe
uszyte z atłasu małe mrówki
wchodzą mi w pępek
tańczą tango w wątrobie
i już nie wiem, czego chcę
bądź gdzieś przy mnie
przecznicę dalej albo dwie
nie podawaj ręki krukom i wronom
one rozmienią nas na drobne
potem jakaś kasjerka w biedronce wyda nami resztę
ale bez grosika
bo szczęście nie jest nam już potrzebne
13.01.2014
Polecam film 12 (Twelve) w reż. Nikity Michałkowa.
czwartek, 2 stycznia 2014
i can feel the heat upon my skin
good evening, mieszczanie i ludzie z wiosek!
dzisiaj jest drugi dzień stycznia DWA TYSIĄCE CZTERNASTEGO ROKU (nie dwutysięcznego!).
święta za pasem i za piętą;
więc teraz zbieram się na te najważniejsze życzenia w roku.
czemu to? czas dziwnych postanowień i podsumowań.
moi Mili,
z całego serduszka pragnę wam życzyć:
żebyście nigdy nie musieli się zmieniać, a jeśli już coś w sobie zmieniacie, to tylko złe przyzwyczajenia i cechy, które was niszczą;
żebyście budzili się przez te pozostałe 363 dni roku szczęśliwi - bo to najpiękniejsze uczucie na świecie - obudzić się i powiedzieć sobie: to właśnie tutaj mam być, to moje miejsce i jest mi z tym zajebiście dobrze;
żeby roczniki 1995 i 1994 oraz pobliskie roczniki zdały maturę najlepiej, jak tylko się da;
żeby nigdy nie zabrakło wam siły do realizacji waszych celów i spełniania waszych marzeń;
żeby każdy dzień przynosił wam jakieś doświadczenie, z którego będziecie czerpać wnioski;
żeby ten rok wcale nie był lepszy od poprzedniego, ale żeby był inny - żeby zdarzyło w nim się coś, co zapamiętacie na zawsze;
samotni - żebyście się zakochali w kimś, kto jest tego wart, bo od miłości tylko jeden krok do szczęścia;
zakochani - żebyście dbali o tę wyjątkową dla was osobę i nigdy nie przestali o nią walczyć;
niechętni do miłości - żebyście spojrzeli na miłość inaczej;
mat-fizy - żebyście pisali klasówki z matmy TYLKO RAZ!;
studenci - żebyście zdali!
i wszystkim nam życzę
więcej miłości
więcej wiary
więcej nadziei
więcej ufności
więcej tolerancji
więcej akceptacji
więcej otwartości
więcej radości
więcej czasu
więcej zaradności
więcej podróży
więcej inspiracji
mniej złości
mniej smutku
mniej kłótni
mniej wojen
mniej zazdrości
mniej bezradności
mniej wredności
mniej idiotyzmu
mniej dwulicowości
mniej kłamstwa
mniej motactwa
mniej nieporozumień
mniej irytacji
zauważmy siebie, doceńmy siebie;
bo kurde - wszyscy jesteśmy tego warci.
i jeśli my nie będziemy o siebie dbać,
to nikt inny tego za nas nie zrobi... ;)
i walczcie o swoje zdanie, bo tak budujemy swoją tożsamość - tak budujemy siebie, a czasem tylko na to możemy liczyć; na siebie.
sobie życzę więcej pisania - w każdym razie bardziej owocnego;)
tyle pomysłów w głowie, a brak czasu, żeby to wszystko przelać na słowa.
korzystając z okazji;
chciałabym wam polecić film.
Nazywam się Khan
zwiastun [link]
jest to jeden z najlepszych filmów, jakie ostatnio widziałam.
podejmuje bardzo ważny temat, o którym mało się mówi.
problem akceptacji różnic pomiędzy ludźmi i pomiędzy kulturami.
i jeszcze jeden piękny cytacik:
teraz macie wolne dni.
poświęćcie 2,5h na coś wartościowego.
ja polecam ten film!
czas kończyć:
jeszcze raz wszystkiego dobrego :-)
dzisiaj jest drugi dzień stycznia DWA TYSIĄCE CZTERNASTEGO ROKU (nie dwutysięcznego!).
święta za pasem i za piętą;
więc teraz zbieram się na te najważniejsze życzenia w roku.
czemu to? czas dziwnych postanowień i podsumowań.
moi Mili,
z całego serduszka pragnę wam życzyć:
żebyście nigdy nie musieli się zmieniać, a jeśli już coś w sobie zmieniacie, to tylko złe przyzwyczajenia i cechy, które was niszczą;
żebyście budzili się przez te pozostałe 363 dni roku szczęśliwi - bo to najpiękniejsze uczucie na świecie - obudzić się i powiedzieć sobie: to właśnie tutaj mam być, to moje miejsce i jest mi z tym zajebiście dobrze;
żeby roczniki 1995 i 1994 oraz pobliskie roczniki zdały maturę najlepiej, jak tylko się da;
żeby nigdy nie zabrakło wam siły do realizacji waszych celów i spełniania waszych marzeń;
żeby każdy dzień przynosił wam jakieś doświadczenie, z którego będziecie czerpać wnioski;
żeby ten rok wcale nie był lepszy od poprzedniego, ale żeby był inny - żeby zdarzyło w nim się coś, co zapamiętacie na zawsze;
samotni - żebyście się zakochali w kimś, kto jest tego wart, bo od miłości tylko jeden krok do szczęścia;
zakochani - żebyście dbali o tę wyjątkową dla was osobę i nigdy nie przestali o nią walczyć;
niechętni do miłości - żebyście spojrzeli na miłość inaczej;
mat-fizy - żebyście pisali klasówki z matmy TYLKO RAZ!;
studenci - żebyście zdali!
i wszystkim nam życzę
więcej miłości
więcej wiary
więcej nadziei
więcej ufności
więcej tolerancji
więcej akceptacji
więcej otwartości
więcej radości
więcej czasu
więcej zaradności
więcej podróży
więcej inspiracji
mniej złości
mniej smutku
mniej kłótni
mniej wojen
mniej zazdrości
mniej bezradności
mniej wredności
mniej idiotyzmu
mniej dwulicowości
mniej kłamstwa
mniej motactwa
mniej nieporozumień
mniej irytacji
zauważmy siebie, doceńmy siebie;
bo kurde - wszyscy jesteśmy tego warci.
i jeśli my nie będziemy o siebie dbać,
to nikt inny tego za nas nie zrobi... ;)
i walczcie o swoje zdanie, bo tak budujemy swoją tożsamość - tak budujemy siebie, a czasem tylko na to możemy liczyć; na siebie.
sobie życzę więcej pisania - w każdym razie bardziej owocnego;)
tyle pomysłów w głowie, a brak czasu, żeby to wszystko przelać na słowa.
korzystając z okazji;
chciałabym wam polecić film.
Nazywam się Khan
zwiastun [link]
jest to jeden z najlepszych filmów, jakie ostatnio widziałam.
podejmuje bardzo ważny temat, o którym mało się mówi.
problem akceptacji różnic pomiędzy ludźmi i pomiędzy kulturami.
Remember one thing, son. There are only two kinds of people in this world. Good people who do good deeds. And bad people who do bad. That's the only difference in human beings. There's no other difference.
i jeszcze jeden piękny cytacik:
The theory of entrainment in Physics states that some specific sounds increase the rate of your heartbeat. For me, Mandira, that specific sound has always been your laughter.
teraz macie wolne dni.
poświęćcie 2,5h na coś wartościowego.
ja polecam ten film!
czas kończyć:
jeszcze raz wszystkiego dobrego :-)
niedziela, 15 grudnia 2013
hard times
Hej misie.
Nastały ciężkie czasy.
Wiem, że też to macie.
Totalna demotywacja.
Cóżże.
Na pewno też macie czegoś dosyć.
Jak np. ja - matematyki.
Odkładamy coś na później i takie są efekty, że 4 działy w 4 dni trzeba zrobić.
Zaraz wybuchnie mi głowa.
No nicto, jakoś dam radę.
Idą święta - więc robiłam pierniczki:
Nastały ciężkie czasy.
Wiem, że też to macie.
Totalna demotywacja.
Cóżże.
Na pewno też macie czegoś dosyć.
Jak np. ja - matematyki.
Odkładamy coś na później i takie są efekty, że 4 działy w 4 dni trzeba zrobić.
Zaraz wybuchnie mi głowa.
No nicto, jakoś dam radę.
Idą święta - więc robiłam pierniczki:
fajna zabawa, polecam wszystkim :p
"aż szkoda jeść", haha.
W natłoku nauki dotarło do mnie, że ostatnio coraz więcej ludzi ma problem z wiedzą ogólną.
Dlatego będę namawiać do tego, by zdobywać wiedzę o świecie!
Polecam kilka stronek:
1. MEMRISE
stronka oparta na kursach - darmowych: języki, geografia, nauki ścisłe. super sprawka ^^
2. lizard point
głównie testy geograficzne - mapki itp.
3. sporcle
quizy geograficzne
wszystkie stronki są po ang, z tym że memrise można ustawić po polsku. wtedy jednak jest mniej kursów, ponieważ większość z nich jest tworzona w jęz. angielskim. Ale! są kursy maturalne angielsko-polskie! super sprawa do nauki słówek, polecam.
matura mnie przytłacza
zabija mnie, zabija. blaaa
ALE NIEDŁUGO ŚWIĘTA, MISIACZKI! :)
poniedziałek, 9 grudnia 2013
... mocno tak
Zaopiekuj się mną
nawet, gdy nie będę chciał
zaopiekuj się mną,
mocno tak...
Hm,
listopad minął beznotkowo.
Cóż, miałam dużo pracy. Ze szkołą i jak co roku ze Szlachetną Paczką. :)
Wielkimi krokami zbliża się koniec semestru.
Huhu, ale szybko ten czas leci.
Ostatnio żeśmy tak właśnie w szkole
rozmawiali o muzyce
i przyplątały się do mnie stare piosenki
(pomijając, że nikt oprócz Mikołaja nie znał Zaopiekuj się mną Rezerwatu -.-)
ale, na przykład
mam propozycję;
zróbmy więc prywatkę jakiej nie przeżył nikt;
niech sąsiedzi walą, walą, walą, walą do drzwi
sztuczne ognie niech się palą, palą, palą
a ty
tańcz i wino pij
niech cały wiruje świat
Wiruje mi świat,
Ksawery mną nieźle zakręcił.
Raz zdmuchnęło mnie z drogi, raz z życia. I tak to kurcze jest, że nas zdmuchnie czasami, ale nic złego w tym nie ma. Że się gubimy i nie potrafimy odnaleźć. Że wydaje nam się, że osiągamy najgłębsze dno. Wcale nie musi tak być; myślę, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Beznadzieja potem okazuje się naszym zbawieniem.
Każdy ma jakieś dys-. Dysgrafię. Dysortografię. Dysleksję. Dyssympatię. Dysżyczliwość. Dysspołeczność.
Ty możesz być moją dysfunkcją, ja twoją. Możemy się wykluczać lub dopełniać.

albo
A ∩ B
albo A \B i już w ogóle lipa.
Gdybyśmy byli swoim iloczynem, znaczyłoby, że mamy część wspólną. A myślę, że mamy. Na pewno któreś dys- powiela się u mnie lub u ciebie. Wkrótce okazuje się, że całe nasze człowieczeństwo jest dysfunkcją, a społeczeństwo staje się dysfunkcjonalne.
Opieramy się na wadliwym wytopie z wody i tablicy Mendelejewa, trudno nas nawet określić, bo sami nie mamy pewności, co do własnej osoby. Trudno czasem nam współpracować z samym sobą, co dopiero z kimś innym.
Ale pamiętaj;
jeśli znajdziesz się w takiej sytuacji, nie uciekaj od tego.
Nabawisz się kolejnego dys-, i po co ci to?
Wiem, że to najłatwiejsze, ale nigdy tego nie rób.
Zmierz się z tym i zamień swoje dys- w swoją dumę.
Pamiętaj, że z wszystkiego można wyjść:)
a tutaj jest moje opowiadanie opublikowane po wynikach konkursu Ikarowe Strofy: BĄDŹ KIMŚ WIELKIM.
Zapraszam:)
Pozdrawiam ciepło w te zimne i wietrzne dni :)
nawet, gdy nie będę chciał
zaopiekuj się mną,
mocno tak...
Hm,
listopad minął beznotkowo.
Cóż, miałam dużo pracy. Ze szkołą i jak co roku ze Szlachetną Paczką. :)
Wielkimi krokami zbliża się koniec semestru.
Huhu, ale szybko ten czas leci.
Ostatnio żeśmy tak właśnie w szkole
rozmawiali o muzyce
i przyplątały się do mnie stare piosenki
(pomijając, że nikt oprócz Mikołaja nie znał Zaopiekuj się mną Rezerwatu -.-)
ale, na przykład
mam propozycję;
zróbmy więc prywatkę jakiej nie przeżył nikt;
niech sąsiedzi walą, walą, walą, walą do drzwi
sztuczne ognie niech się palą, palą, palą
a ty
tańcz i wino pij
niech cały wiruje świat
Wiruje mi świat,
Ksawery mną nieźle zakręcił.
Raz zdmuchnęło mnie z drogi, raz z życia. I tak to kurcze jest, że nas zdmuchnie czasami, ale nic złego w tym nie ma. Że się gubimy i nie potrafimy odnaleźć. Że wydaje nam się, że osiągamy najgłębsze dno. Wcale nie musi tak być; myślę, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Beznadzieja potem okazuje się naszym zbawieniem.
Wszyscy jesteśmy ofiarami dysfunkcji.- J. Żulczyk
Każdy ma jakieś dys-. Dysgrafię. Dysortografię. Dysleksję. Dyssympatię. Dysżyczliwość. Dysspołeczność.
Ty możesz być moją dysfunkcją, ja twoją. Możemy się wykluczać lub dopełniać.
albo
A ∩ B
albo A \B i już w ogóle lipa.
Gdybyśmy byli swoim iloczynem, znaczyłoby, że mamy część wspólną. A myślę, że mamy. Na pewno któreś dys- powiela się u mnie lub u ciebie. Wkrótce okazuje się, że całe nasze człowieczeństwo jest dysfunkcją, a społeczeństwo staje się dysfunkcjonalne.
Opieramy się na wadliwym wytopie z wody i tablicy Mendelejewa, trudno nas nawet określić, bo sami nie mamy pewności, co do własnej osoby. Trudno czasem nam współpracować z samym sobą, co dopiero z kimś innym.
Ale pamiętaj;
jeśli znajdziesz się w takiej sytuacji, nie uciekaj od tego.
Nabawisz się kolejnego dys-, i po co ci to?
Wiem, że to najłatwiejsze, ale nigdy tego nie rób.
Zmierz się z tym i zamień swoje dys- w swoją dumę.
Pamiętaj, że z wszystkiego można wyjść:)
a tutaj jest moje opowiadanie opublikowane po wynikach konkursu Ikarowe Strofy: BĄDŹ KIMŚ WIELKIM.
Zapraszam:)
Pozdrawiam ciepło w te zimne i wietrzne dni :)
czwartek, 17 października 2013
no worries, no troubles
odsyłam do:
-> ANOTHER DAY
-> ANOTHER DAY
Ej, bo tak właściwie, to gdzie my teraz jesteśmy?
Jeden dzień przed kurwokalipsą.
Czuję, że to już blisko. Że nadchodzi ten dzień. Dzień strachu, załamania, punktu zwrotnego. Ej, ej, dokąd tak pędzicie, gady przebrzydłe i żmije przyziemne? To wszystko się skończy, lada dzień nadejdzie koniec wszystkiego, co dobre i wszystkiego, co złe! Koniec wszystkiego! Koniec końców!
Hej, hej, pójdź ze mną, bo marzę o tobie i śnię i śpiewam ci piosenki Beaty Kozidrak. Słyszysz mnie? Ej, otwórz oczy, jestem tu, jestem przy tobie, nucę ci Białą Armię, żołnierzu; wstań, chodź ze mną do słońca, bo już niedługo, niedługo – niedługo nadejdzie ten dzień.
Jestem tym dniem, czy rozumiesz mnie? Przychodzę właśnie teraz i próbuję za ciebie oddychać. Złap się mnie, kurczowo trzymaj, bo rozpadniesz się beze mnie na kawałki. Nie rozumiesz, prawda? Że twoje życie beze mnie to niekompletna paczka puzzli? Ten jeden dzień zmienia wszystko i to właśnie ja nim jestem.
Przytul mnie. Utul mnie do snu i zaśpiewaj kołysankę. Potrzebuję kogoś, kto się mną zajmie, napisze mi wierszyk o grzybach, dupie marynie i trąbie z Azji, ale potrzebuję kogoś, kto będzie ze mną, przy mnie – nie gdzieś w otchłani, dalekiej przestrzeni, o której wiem, że istnieje, lecz nie wiem, gdzie i nie mogę jej dotknąć. Jesteś moim cieniem czy moją częścią, a może cień jest moim pierwiastkiem a ty moją potęgą, nie wiem. Łączy nas dziwna zależność i spala mnie, spala mnie na stosie Nowoczesnej Inkwizycji i tłukę się zamknięta w blaszanym pokrowcu.
Nakarm mnie. Daj mi zupę. Ogórkową. Ej, nieważne jaką. Niedługo i tak będzie światłe nic, więc nieważne, co wyrzygam. Rzygi, rzygi, rzygi. Rzygam chorobą, którą się stałam. Gardło zwęża mi się nieustannie, z dnia na dzień łapię coraz mniej powietrza. To o to ci chodziło! Już wszystko jasne. Zamień mnie na inną, umieram na zapalenie płuc i cierpię na jaskrę.
TEN DZIEŃ.
Zabiłam pająka. Był czarny, brzydki, ale miał dużą dupę.
Pierwszy dzień po kurwokalipsie.
Ej, i wszystko jest takie samo. Dachy, domy, budynki, ludzie. Co się zmieniło? Kolor włosów ten sam, barwa głosu też i nogi te same, i usta, uszy, wątroba i śledziona. Wszystko gra, powiedziałoby się. Na pewno?
Ej, nie ma już tego. Tego, wiesz... Zmęczenia. Strachu. Płaczu. Nie ma, nie ma, nie ma. Zniknęło wszystko! Kruki nie budzą mnie już rano, nie ma kruków. Róże już nie pachną, nie ma zapachów. Nie ma zmysłów, emocji, uczuć. I to jest idealne, perfekcyjne. Nie trzeba już mówić nie przejmuj się, Bela. Bo przejmowanie – nie istnieje. Bela także.
I to jest piękne, że nie ma nic, bo nic nie ma sensu, a coś jednak ten sens ma, jednak sens znikł razem z czymś i zostało nic i bez-sens też został. Sam.
HEJHO, zryjcie sobie banie tym tekstem i tą piosenką, powodzenia!
bałem się odejść
perony zaludnione w kierunku
wysp bezludnych
pociągi przesuwają się wolno po torach
a ja stoję
boję się odejść
zatrzasnę jakieś drzwi i uduszą mnie ściany
swoimi rękoma tak mocno
przestaję oddychać
krzyczy wróć
a ja z palcami w uszach
odchodzę
22.09.2010 (c) alyouidiot
środa, 9 października 2013
in the night, the stormy night, away she flies
czołem załogo moja, hejho!
Cześć, jestem Zośka i przegrywam wszystkie wojny.
Zaczęło się od podstawówki i gry w wojnę z wujkiem, który zawsze mnie ogrywał.
Potem były batalie o batony. O nową bluzkę. O dobrą ocenę.
Na końcu, zaczęły się walki o własne zdanie.
Po stoczonej bitwie o swoje poglądy, zostałam stłamszona swoją własną emocją.
W ogóle, często mówią, że jestem zbyt wrażliwa i te wszystkie rzeczy, które mnie obchodzą, tak naprawdę nie powinny mnie interesować.
Ale, po pierwsze, nie da się żyć w społeczeństwie, które łamie wbite ci do głowy zasady i jakieś granice dobrego smaku.
Po drugie, zawsze staje się w obronie tego, co uznaje się za słuszne.
Po trzecie, nie reagując - przyzwalamy na pewne rzeczy.
Możemy czuć się bezsilni wobec wojny, ale jeśli nic nie będziemy z tym robić - ona sama z siebie się nie skończy.
I tak zawsze Zośka dostaje po łbie: za to co powie, za to co napisze, za to, co ktoś sobie wymyśli, a nawet za swoje myśli - bo ludzie uważają, że znają je lepiej, niż ona sama.
Jest w tym pewien paradoks; dostrzegam go wyraźnie i aż oczy mi się śmieją przez te łzy, które czasem z tych "idiotycznych" powodów jestem w stanie z siebie wylać.
Konflikty to rzecz codzienna.
Po jednym konflikcie następuje drugi, gorszy.
Ten cię tłamsi i zabija.
Wiesz, na takiej zasadzie, że budzisz się rano i ogarnia cię takie dziwne uczucie, że coś straciłeś. Że czegoś brakuje i nie jest tak, jak zawsze. Może znowu powiedziałeś za dużo, albo usłyszałeś za mało.
Potem niby musi być okej; no bo taka jest kolej rzeczy. Ubierasz się, jesz trzy czwarte kanapki, bo więcej nie jesteś w stanie w siebie wdusić, wychodzisz i czujesz rześkie powietrze.
Przez chwilę jest lepiej, a potem jest już tylko cholernie zimno.
Potem koleżanka ci mówi, że poszło ci oczko w rajstopach; bo chciałaś się wystroić, wiesz. Odbić te straty wczorajszego wieczoru. Ładnie wyglądać, to dla kobiety przecież takie ważne. Może ktoś doceni i powie w końcu coś miłego.
W drodze do szkoły zachodzisz do jednego sklepu, ale w nim nie ma rajstop, więc maszerujesz do innego i kupujesz nowe rajstopy. W łazience na zmianie wadliwych nakrywa cię przyjaciółka i pyta "jak tam?"; a ty masz ochotę odpowiedzieć "chujnia z dżemem i rozpadam się od środka", a zamiast tego mówisz zwykłe, wiesz - "szkoda gadać"...
Ale nadzieja pojawia się po wejściu do klasy, już trochę po dzwonku.
I pierwsze słowa koleżanki z klasy:
"Jak pięknie dziś wyglądasz".
Potem było tylko gorzej; zimniej i bardziej okrutnie.
I wiesz, siedzisz sobie na jakiejś nudnej lekcji w sali XYZ i obok ciebie siedzi osoba, którą naprawdę lubisz. I ona dostaje właśnie smsa i wiesz, pokazuje mi.
"Kocham Cię"
i przez głowę przemyka tylko takie "kurwa"; takie zwykłe, suche "kurwa" i nic więcej.
I niby wyszło słońce, mogłabym poskakać na skakance i pozjeżdżać na zjeżdżalni; i zrobię to, cholera, obiecuję. Jak tylko będę przechodzić koło jakiegoś placu zabaw to pierwsze, co zrobię, to wejdę na zjeżdżalnię i po prostu z niej zjadę.
Musieliśmy dorosnąć, z jakichś dziwnych powodów biologicznych, ale nie mieliśmy wyjścia.
I teraz jest chujnia, chujnia z grubą warstwą dżemu i bez masła.
Najchętniej wróciłbyś ze mną na tę zjeżdżalnię, a to dorosłe życie wsadził w dupę biologom.
Nie da się, nie da.
I wiesz, po 16:00 wsiadam w autobus i wracam do domu; potem idę piechotą i strzela mnie w policzek jakiś owad i kurczę, uśmiecham się dziś tak szczerze po raz pierwszy.
I no wiesz, rozumiesz, nie będę cię okłamywać, bo nie jest dobrze, bo jest chujnia, ale nie dochodzimy jeszcze do kurwokalipsy. Do, wiecie, takiego dna den. To jest dno, kurde - taka stumilowa, kurwa, depresja. Ale można zejść niżej, nie? Do jądra NiFe i spłonąć żywcem. Na razie pałętamy się gdzieś między asteno- i atmo- sferą, ale w końcu znajdziemy swoje miejsce.
Na chmurze, pod ziemią albo na jakimś pieńku. Bo skoro wszystko ma swoje miejsce, my też musimy je mieć.
Ono gdzieś jest, pamiętaj o tym.
Jest gdzieś, przy kimś albo bez kogoś.
Najśmieszniejsze jest to, że twoje miejsce zależy od twoich wyborów.
A właściwie, to od wyborów wszystkich, którzy cię otaczają.
Więc tak na dobrą sprawę - twoje miejsce nie zależy praktycznie wcale od ciebie.
I to jest smutne; zżera mi to mózg i ryje banię.
A ja znowu ryję ziemię; ale nie jestem zerem i dam sobie radę bez względu na wszystko, nie?
Bo ja, do cholery, jestem Zośka i nie dam się stłamsić.
Napisałabym list do Putina, i wiesz; napisałabym tam coś. I mówią mi, że nic nie osiągnę.
A wiecie; ja wam pokażę, że osiągnę. Wbrew wszystkim i wszystkiemu.
Zrobię wam taką kurwokalipsę, że się posracie.
O!
Także tego; uważajcie na tę psychopatkę, jakbyście ją kiedyś spotkali ;o
Ja się jej przestraszyłam! Haha.
Ale Zośce trzeba jedną rację przyznać;
wszędzie chujnia, wszystko chujnia.
Cześć, jestem Zośka i przegrywam wszystkie wojny.
Zaczęło się od podstawówki i gry w wojnę z wujkiem, który zawsze mnie ogrywał.
Potem były batalie o batony. O nową bluzkę. O dobrą ocenę.
Na końcu, zaczęły się walki o własne zdanie.
Po stoczonej bitwie o swoje poglądy, zostałam stłamszona swoją własną emocją.
W ogóle, często mówią, że jestem zbyt wrażliwa i te wszystkie rzeczy, które mnie obchodzą, tak naprawdę nie powinny mnie interesować.
Ale, po pierwsze, nie da się żyć w społeczeństwie, które łamie wbite ci do głowy zasady i jakieś granice dobrego smaku.
Po drugie, zawsze staje się w obronie tego, co uznaje się za słuszne.
Po trzecie, nie reagując - przyzwalamy na pewne rzeczy.
Możemy czuć się bezsilni wobec wojny, ale jeśli nic nie będziemy z tym robić - ona sama z siebie się nie skończy.
I tak zawsze Zośka dostaje po łbie: za to co powie, za to co napisze, za to, co ktoś sobie wymyśli, a nawet za swoje myśli - bo ludzie uważają, że znają je lepiej, niż ona sama.
Jest w tym pewien paradoks; dostrzegam go wyraźnie i aż oczy mi się śmieją przez te łzy, które czasem z tych "idiotycznych" powodów jestem w stanie z siebie wylać.
Konflikty to rzecz codzienna.
Po jednym konflikcie następuje drugi, gorszy.
Ten cię tłamsi i zabija.
Wiesz, na takiej zasadzie, że budzisz się rano i ogarnia cię takie dziwne uczucie, że coś straciłeś. Że czegoś brakuje i nie jest tak, jak zawsze. Może znowu powiedziałeś za dużo, albo usłyszałeś za mało.
Potem niby musi być okej; no bo taka jest kolej rzeczy. Ubierasz się, jesz trzy czwarte kanapki, bo więcej nie jesteś w stanie w siebie wdusić, wychodzisz i czujesz rześkie powietrze.
Przez chwilę jest lepiej, a potem jest już tylko cholernie zimno.
Potem koleżanka ci mówi, że poszło ci oczko w rajstopach; bo chciałaś się wystroić, wiesz. Odbić te straty wczorajszego wieczoru. Ładnie wyglądać, to dla kobiety przecież takie ważne. Może ktoś doceni i powie w końcu coś miłego.
W drodze do szkoły zachodzisz do jednego sklepu, ale w nim nie ma rajstop, więc maszerujesz do innego i kupujesz nowe rajstopy. W łazience na zmianie wadliwych nakrywa cię przyjaciółka i pyta "jak tam?"; a ty masz ochotę odpowiedzieć "chujnia z dżemem i rozpadam się od środka", a zamiast tego mówisz zwykłe, wiesz - "szkoda gadać"...
Ale nadzieja pojawia się po wejściu do klasy, już trochę po dzwonku.
I pierwsze słowa koleżanki z klasy:
"Jak pięknie dziś wyglądasz".
Potem było tylko gorzej; zimniej i bardziej okrutnie.
I wiesz, siedzisz sobie na jakiejś nudnej lekcji w sali XYZ i obok ciebie siedzi osoba, którą naprawdę lubisz. I ona dostaje właśnie smsa i wiesz, pokazuje mi.
"Kocham Cię"
i przez głowę przemyka tylko takie "kurwa"; takie zwykłe, suche "kurwa" i nic więcej.
I niby wyszło słońce, mogłabym poskakać na skakance i pozjeżdżać na zjeżdżalni; i zrobię to, cholera, obiecuję. Jak tylko będę przechodzić koło jakiegoś placu zabaw to pierwsze, co zrobię, to wejdę na zjeżdżalnię i po prostu z niej zjadę.
Musieliśmy dorosnąć, z jakichś dziwnych powodów biologicznych, ale nie mieliśmy wyjścia.
I teraz jest chujnia, chujnia z grubą warstwą dżemu i bez masła.
Najchętniej wróciłbyś ze mną na tę zjeżdżalnię, a to dorosłe życie wsadził w dupę biologom.
Nie da się, nie da.
I wiesz, po 16:00 wsiadam w autobus i wracam do domu; potem idę piechotą i strzela mnie w policzek jakiś owad i kurczę, uśmiecham się dziś tak szczerze po raz pierwszy.
I no wiesz, rozumiesz, nie będę cię okłamywać, bo nie jest dobrze, bo jest chujnia, ale nie dochodzimy jeszcze do kurwokalipsy. Do, wiecie, takiego dna den. To jest dno, kurde - taka stumilowa, kurwa, depresja. Ale można zejść niżej, nie? Do jądra NiFe i spłonąć żywcem. Na razie pałętamy się gdzieś między asteno- i atmo- sferą, ale w końcu znajdziemy swoje miejsce.
Na chmurze, pod ziemią albo na jakimś pieńku. Bo skoro wszystko ma swoje miejsce, my też musimy je mieć.
Ono gdzieś jest, pamiętaj o tym.
Jest gdzieś, przy kimś albo bez kogoś.
Najśmieszniejsze jest to, że twoje miejsce zależy od twoich wyborów.
A właściwie, to od wyborów wszystkich, którzy cię otaczają.
Więc tak na dobrą sprawę - twoje miejsce nie zależy praktycznie wcale od ciebie.
I to jest smutne; zżera mi to mózg i ryje banię.
A ja znowu ryję ziemię; ale nie jestem zerem i dam sobie radę bez względu na wszystko, nie?
Bo ja, do cholery, jestem Zośka i nie dam się stłamsić.
Napisałabym list do Putina, i wiesz; napisałabym tam coś. I mówią mi, że nic nie osiągnę.
A wiecie; ja wam pokażę, że osiągnę. Wbrew wszystkim i wszystkiemu.
Zrobię wam taką kurwokalipsę, że się posracie.
O!
Także tego; uważajcie na tę psychopatkę, jakbyście ją kiedyś spotkali ;o
Ja się jej przestraszyłam! Haha.
Ale Zośce trzeba jedną rację przyznać;
wszędzie chujnia, wszystko chujnia.
wtorek, 1 października 2013
you can't build towers with your head in the sand
hejho!
mam zastój bloggerowy; ale to nic
polecam wam:
aiden grimshaw - hold on
i
modestep - paradise (coldplay cover)
jak widać, zmieniłam wygląd
korzystam z tego, że jestem chora
siedzę drugi tydzień w domu
i wiecie, mój internet dobrze działa rano.
tutaj można przeczytać moje nowe opowiadanie -> To nie twoja wina, kotku
nad którym w sumie pracowałam może ze 4-6 dni.
także tego; zastój bloggerowy jest, ale nie zastój pisarski!
w ogóle, odebrałam wczoraj dowód
i straszny dół mnie złapał
że w ogóle szkoda gadaci. ;<
eeej, możesz teraz kupić wódkę
eeeej, już jesteś dorosła, to takie super!
chyba nie wiecie, co mówicie
ulatuje ze mnie ostatnia część szczęśliwego dzieciaka
Boże mój, Boże, ale to smutne.
no, ja jakoś nie umiem się z tego cieszyć i nic na to nie poradzę.
może macie do polecenia jakąś ciekawą muzykę?
i co tam u was? jak wasze życia?
bo wiecie, ja jestem już w maturalnej
i ogólnie teraz słyszę tylko blablabla matura
blablabla matura matura blablablablaaaaa
i już sram tą maturą,
ale wierzę w siebie, że pójdzie mi to dobrze
i dostanę się tam, gdzie chcę
i osiągnę to, co chcę.
i w ogóle będzie tak, jak chcę, żeby było.
ZOBACZYMY.
Trzymam kciuki za wasze marzenia,
a wy trzymajcie za moje!
Nie umarłam!
Wróciłam z Grecji (choć to było wątpliwe)
w wolnej chwili opowiem wam tę ciekawą przygodę!;)
mam zastój bloggerowy; ale to nic
polecam wam:
aiden grimshaw - hold on
i
modestep - paradise (coldplay cover)
jak widać, zmieniłam wygląd
korzystam z tego, że jestem chora
siedzę drugi tydzień w domu
i wiecie, mój internet dobrze działa rano.
tutaj można przeczytać moje nowe opowiadanie -> To nie twoja wina, kotku
nad którym w sumie pracowałam może ze 4-6 dni.
także tego; zastój bloggerowy jest, ale nie zastój pisarski!
w ogóle, odebrałam wczoraj dowód
i straszny dół mnie złapał
że w ogóle szkoda gadaci. ;<
eeej, możesz teraz kupić wódkę
eeeej, już jesteś dorosła, to takie super!
chyba nie wiecie, co mówicie
ulatuje ze mnie ostatnia część szczęśliwego dzieciaka
Boże mój, Boże, ale to smutne.
no, ja jakoś nie umiem się z tego cieszyć i nic na to nie poradzę.
może macie do polecenia jakąś ciekawą muzykę?
i co tam u was? jak wasze życia?
bo wiecie, ja jestem już w maturalnej
i ogólnie teraz słyszę tylko blablabla matura
blablabla matura matura blablablablaaaaa
i już sram tą maturą,
ale wierzę w siebie, że pójdzie mi to dobrze
i dostanę się tam, gdzie chcę
i osiągnę to, co chcę.
i w ogóle będzie tak, jak chcę, żeby było.
ZOBACZYMY.
Trzymam kciuki za wasze marzenia,
a wy trzymajcie za moje!
Nie umarłam!
Wróciłam z Grecji (choć to było wątpliwe)
w wolnej chwili opowiem wam tę ciekawą przygodę!;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





.jpg)