niedziela, 19 października 2014

#MojaLiteratura: Przechodzone smutki

Hej! Nie zapomniałam o moim zobowiązaniu, ale miałam przeszalony tydzień.
Dzisiaj MojaLiteratura rusza, wkrótce kolejny post z serii #MojeSpołeczeństwo!



#POEZJA

Porozmawiajmy o poezji.
Parę dni temu dostałam prześliczny notesik w motylki - "malutki notes dla drobnych wierszy dla wielkiego poety" - haha! Daleko mi do wielkości, ale mam nadzieję, że zapiszę w nim swoje najlepsze teksty! Dziękuję jeszcze raz <3


Podzielić się z wami tym, co kocham - tego pragnę.
A uwielbiam Świetlickiego. Przesmutne teksty, ale też przeprawdziwe. Zostają we mnie na długo, zawsze gdzieś pamiętam, że robię mu nieporządek w chaosie.

Marcin Świetlicki - Obecny w kulturze jako poeta, prozaik (głównie autor powieści kryminalnych), a także wokalista zespołów Świetliki oraz Czarne Ciasteczka. Urodził się 24 grudnia 1961 w Lublinie. Studiował filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem zaś, w latach 1984-1986, odbywał zasadniczą służbę wojskową w Słupsku. Od czasu jej ukończenia mieszka w Krakowie, często pojawiającym się w jego wierszach.
/culture.pl/

UWODZENIE

sto razy prościej byłoby na pewno,
gdybym się mylił. ale się nie mylę:
jesteś najlepszym miejscem tego miasta,
centralnym punktem.

kiedy wracam do miasta - to do ciebie wracam.
miasto po prostu nie istnieje, kiedy
nie ma w nim ciebie. rozpadają się
dekoracje. są zgliszcza. rumowisko jest.

nocą na moście ze zgubionych kluczy,
piór wiecznych, dokumentów - odnajdujesz się
miasto istnieje, jeśli ty zachcesz.
miasto odpływa, jeśli chcesz.

 
 
TRZECIA POŁOWA
 
SHIT HAPPENS, tak się kończy 
napis na ścianie toalety męskiej. 
To jest najgorsze - 
chodzić w takim głodzie 
choć minimalnej poświaty - znajdować 
tylko tyle, ten napis w toalecie nocnej, 
tak to kotku wygląda 
i tak się to kończy.

 
 
WSZYSTKO CIEKNIE
(absolutnie mój ulubiony)
 
Nie śnij się. nie śnij. W którymś śnie się utop
tak ostatecznie i nie przyśnij już się. 
Robisz mi nieporządek w chaosie. Aż muszę 
zaraz po przebudzeniu kląć bezgłośnie, żeby 
ciebie odpędzić. Do mojej przeszłości 
wprowadzili się obcy, nawet nie wiem kto, 
leżą przy tobie na tapczanie, sprawnie 
- uczciwie za drzwi wypychają, tak że 
to nie jest teraz moja przeszłość. Dzisiaj odwilż. 
I wszystko cieknie. Wszystko cieknie. 
Niszczeją wszelkie trwałe formy. 
Budzi się z zimy rozedrgany ustrój. 





#PROZA

Jeśli chodzi o prozę polecę wam książkę Serhija Żadana - Hymn demokratycznej młodzieży. Bardzo specyficzna książka o współczesnej Ukrainie - o młodych ludziach, którzy od dawna czuli, że coś się na Ukrainie stanie złego.

- Co to? - zapytał Sanycz.
- Ciasto.
- Ciasto?
- Tak, szarlotka. Doktor upiekł specjalnie dla mnie. W ogóle, wiesz, no, mówiłeś o seksie. Po prostu są takie rzeczy, przez które płaczę. Na przykład to ciasto. Przecież wiem, że zrobił je specjalnie dla mnie. Jak ja mogę po czymś takim od niego odejść? Wiesz, miałem znajomego, który wyjaśniał mi, na czym polega różnica między seksem a miłością.
- I na czym? - zapytał Sanycz.
- No, mówiąc ordynarnie, seks to kiedy pieprzycie się i po ruchaniu chcesz, żeby ona jak najszybciej poszła. A miłość to kiedy pieprzycie się i po ruchaniu chcesz, żeby ona jak najdłużej została. Masz, trzymaj - podał Sanyczowi zawiniątko.
- I co - powiedział Sanycz - to właśnie jest morał?
- Nie tam, żaden morał. To jest po prostu kawałek szarlotki.



Nie zdradzę więcej, bo spoiler.



#CYTATY

Pożegnam was jakimiś ciekawymi cytatami, co by było jeszcze smutniej.

" (...) Nie czuję ciepła jesiennych, dobrych promieni, nie słyszę śmiechu szczęśliwych dziewcząt, siedzę sama, przyjacielu, w pustym pokoju i boli mnie każda myśl. "
- Halina Poświatowska
"Masz trochę spuchnięte oczy, nie jakbyś płakała przed chwilą, ale tak, jakbyś płakała po trochu, codziennie."
- Jakub Żulczyk
A na sam koniec:
"Iść żyć. Udawać cząstkę społeczeństwa."
— Marcin Świetlicki
 

środa, 8 października 2014

#MojeKino: Świat oszalał


Hej misie.
Niestety czasem zdarzać się będzie tak, że z poniedziałków będę przenosić wpisy na środę (ze względu na czas, jakim operuję).
Z Newsów z mojego życia mogę wam powiedzieć, że dostałam się do Chóru SGH i będę was na bieżąco informować o moich wokalnych występach! :)


#WSZYSCY_OGLĄDAJĄ



Oczywiście mam tu na myśli tak popularne ostatnio Miasto44. Nie wiem, kto jeszcze na tym nie był!
Cóż mogę powiedzieć. Filmowi dałam 6/10 głównie ze względów edukacyjnych; rozpiszę:
+ realne przedstawienie trudnej i kontrowersyjnej tematyki
+ temat uchwycony dosyć obiektywnie (nie tylko same głosy chwały dla powstańców, ale również pretensje do nich itp.)
+ dobra gra aktorska bardzo młodego pokolenia aktorów (w końcu nie było jakiejś przejedzonej obsady)
+ ciekawa charakteryzacja (bardzo dobrze dobrane ubrania, fryzury, to wszystko pozwalało na poczucie tamtych czasów)
- dwie sceny nie pasujące absolutnie do niczego (kto oglądał wie, o które mi chodzi, nie chcę spoilerować, bo może znajdzie się ktoś, kto nie oglądał tego filmu)
- realność aż do przesady w niektórych scenach (3h po filmie nie byłam w stanie przełknąć żadnego jedzenia)
- muzyka (kłóciła się z czasami, albo kompletnie nie pasowała do sytuacji)
- niektóre efekty specjalne (zamiast "specjalności" osiągnęły "kiczowatość")

Dowiedzieć też się nie dowiedziałam niczego na tym filmie, bo to wszystko jest strasznie wałkowane w szkołach już od małego, ale na pewno ten film pozwolił mi zwizualizować w głowie rozmiar strat, zniszczeń i okrucieństwo wojny. Z sali kinowej wyszłam załamana i przestraszona.


#WANT_TO_SEE


Wish I was here - po polsku chyba Gdybym tu był.
Film Zacha Braffa - reżysera Garden State, jednego z moich ulubionych filmów.
Kate Hudson. Zach Braff. Muszę to zobaczyć!
No i The Shins w trailerze!


#ULUBIONE

Jeśli chodzi o filmy, które oglądałam i mogę wam polecić - na pierwszy ogień wystawię 50/50.

Żartobliwie i z dystansem opisana PRAWDZIWA historia radzenia sobie ze złośliwym nowotworem. Polecam ten film absolutnie każdemu - bawi i wzrusza w tym samym czasie.
Genialna rola Josepha Gordona-Levitt'a!


święte słowa :)



#PREMIERA

Zbliża się premiera filmu Bogowie o doktorze Relidze.


Dzisiaj oglądałam materiał, w którym film ten był bardzo polecany. Otrzymał JUŻ wiele nagród, a Tomasz Kot jest absolutnie wychwalany za tę rolę.
Boję się, że będzie trochę jak z masą polskich filmów - jeszcze nie wejdzie do kin, a już będzie przereklamowany. Tak niestety stało się z w/w Miastem44.
Jednak czekam na ten film i obejrzę go z ciekawością :)

10.10.2014 wchodzi do kin!



#WYDARZENIE

Piszę to w tym wydaniu #MojegoKina, bo później może być już za późno.
Zapraszam na 8. Festiwal Filmów Rosyjskich - Sputnik nad Polską.
W Warszawie odbędzie się od 20.11 do 30.11.2014!

Festiwal dzieje się w Kinie Iluzjon i w kinach Kinoteki.
Na stronie http://sputnikfestiwal.pl wciąż można zgłaszać się do wolontariatu. Wolontariat obejmuje pomoc przy organizacji Festiwalu.
Ja tam będę, będę działać w owym wolontariacie na tyle, na ile czas mi pozwoli.
Zatem w listopadzie i grudniu czeka was dużo smęcenia o rosyjskim kinie!
Zapraszam!


Przepraszam, że tak nieskładnie to dziś napisałam, ale mam szereg ciężkich dni. Mam nadzieję, że z czasem będzie mi to szło lepiej. 
N-joy!

poniedziałek, 29 września 2014

#MojaMuzyka: Bez ograniczeń

Hej.

Otwierając serię #MojaMuzyka mam na celu dzielenie się moimi ulubionymi zespołami, muzykami, dźwiękami, inspiracjami, opiniami – zaznaczam, moimi. Każdy może mieć inne zdanie na każdy temat: za dyskusje też się nie obrażę – wręcz przeciwnie!


#ALBUM

W poście przed maturą pisałam wam, że 9.05.2014 odbędzie się premiera płyty jednego z moich ulubionych zespołów – Tubas Składowski. Dlaczego jestem tak nimi zafascynowana? Część z tych chłopaków było dane mi poznać. Wiem, ile pracy i wysiłku wkładają w to, aby podzielić się z Polską czymś oderwanym od polskiej sceny muzycznej. Niosą ze sobą fajne przesłanie, fajne myśli, są przy tym naprawdę bardzo ludzcy i normalni.
Podrzucam Bez Konserwantów (feat. Eskaubei, Lilu):


Z płyty o tej samej nazwie - Bez Konserwantów.
Konserwuje mnie muzyka, scena, a nie benzoesan sodu…


Wyżej wspomniany Eskaubei wyzwał w tak ostatnio popularnym #hot16challenge Woytaka z Tubasów. Ogólnie olewam całą tę akcję, nie bardzo wiem, o co w niej chodzi i skąd się wzięła – wiem, że ma być wyrapowanych 16 wersów i trzeba kogoś wyzwać (lub nie trzeba? – Zeus nie wyzwał nikogo). Podrzucam jednak linka do challenge Woytaka, bo uważam to za jedną z najlepszych odpowiedzi, jakie usłyszałam (WdoWa trochę zjebała akcję powtarzając w kółko: japa, japa…):

#wydarzenie
Jeśli komuś spodoba się muzyka Tubasów czyli rap zmieszany z chilloutem, jazzem itp. zapraszam na Wypieki Kultury, gdzie Tubas Składowski wystąpi wraz z Premierą.
Warszawa, Praga Północ, ul. Stolarska – ja tam będę!

#dygresja
/A propos #hot16challenge, również wyżej wspomniana Lilu trochę zgniotła system swoim popisem: https://www.youtube.com/watch?v=hoVSTUFtIdE ; dobra muzyka wg mnie, polecam, bit A$ap Rocky bardzo mi się podoba./


#COVER

Bardzo lubię, kiedy muzycy się nawzajem coverują. Przez to przegrzebałam prawie cały kanał BBC Radio1 na YouTube. Znalazłam tam moją perełkę, absolutnie ulubiony cover. Ben Howard wykonujący tak bardzo popularne Call Me Maybe. Z popowej piosenki zrobić folkowy utwór – trudne, nie każdy to kupił, ja natomiast kupiłam to w zupełności i przy okazji zakochałam się w uśmiechu Howarda:


Ben Howard to brytyjski muzyk. Miesza w swojej twórczości folk, indie i pop. Ma bardzo charakterystyczny głos oraz równie charakterystyczny sposób dosyć niedbałego wyśpiewywania słów. Jeśli ktoś lubi spokojną muzykę – na smutne, jesienne wieczory Ben Howard sprawdza się znakomicie!


#WYDARZENIE



Jeśli chodzi o wydarzenie miesiąca, absolutnie wygrywa tu koncert Enter Shikari w Polsce.
8.10.2014 zagrają w Progresji w Warszawie, 9.10.2014 w Kwadracie w Krakowie.
Zawsze lubiłam ich muzykę, nawet zastanawiałam się, czy nie iść na koncert, ale w końcu postanowiłam zostać w domu. Mieszanka post-hardcore z elektroniką, wstawki screamo, melodyjność rodem z Nintendo oraz bardzo dobre teksty – często o tematyce społeczno-politycznej – to właśnie krótka charakterystyka zespołu. Poznałam ich przez znajomych i są absolutnie doskonali na ukojenie w przypływach złości oraz na skryte samo-debatowanie o problemach współczesnego świata. Bilety jeszcze są do nabycia!


Wrzucam Tribalism, bo uważam, że to ich najlepszy kawałek ze względu na bardzo dobry tekst:



#NOWOŚĆ

Jak można zauważyć, mój gust muzyczny absolutnie nie zamyka się w jednym czy dwóch gatunkach. Uważam, że bez sensu jest się ograniczać – dużo się na tym traci. Słuchając tego, co nam się podoba, rozwijamy się.

Ja się dzielę Słowańską Bracią Donatana-Cleo i Eneja. Kurczę, no podoba mi się to. Fajny akordeon, żartobliwy tekst, dobry wokal Cleo, ukraińska wstawka Eneja z sekcją dętą, fajne New Balance na początku teledysku – czego chcieć więcej?! Dobry rytm, można się przy tym pobujać, więc jak najbardziej mówię TAK, mimo wielu głosów na NIE. Może też dlatego, że ogromną sympatią pałam do grupy Enej i do samej Cleo, która urzekła mnie swoją osobą podczas kilku wywiadów, które oglądałam.
Poza tym, jestem jak najbardziej ZA promowaniem Słowiańskości, a taki żartobliwy tego sposób absolutnie mi odpowiada.


#NA CZASIE JARANIA

Na koniec dzielę się tym, co usłyszałam kiedyś w jakimś radio (tak, nie odmieniam tego słowa), co lubią nastolatki, ale co mimo wszystko zostaje w uchu. K2 i Buka, no cóż, może nie jest to muzyka wysokich lotów, ale czemu zawsze katować się czymś ambitnym?

Trudno mi to ocenić – no płytkie, no trudno nazwać to rapem na poziomie, ale kurczę – fajnie się słucha.
NO TO YO!



#koniec
Tyle by było z muzyki na początek. Jutro zaczynam studia i może w końcu ktoś zacznie mnie czytać :’( Jeśli macie jakieś uwagi – piszcie!
Buziaki misie! 

Pójdziemy razem tam, chaos nigdy nas nie dosięgnie.
I ten syf, intensywny shit - pomimo ekscesów ja dalej idę
czasami tak sam na sam...

poniedziałek, 22 września 2014

#MojeSpołeczeństwo: Inna Polska


Co prawda, jest to piąty poniedziałek miesiąca, ale uznałam, że to dobry moment, by zacząć przynajmniej jedną z serii, o których wspominałam na Facebooku.

Opowiem wam kilka historii dotyczących nie tylko jednego miesiąca, lecz całych wakacji. Podzielę się z wami moimi przemyśleniami, ponieważ całe wakacje pracowałam - jakby nie patrzeć - z ludźmi i to czasem naprawdę dziwnymi.


ACH, TA HISTORIA

Oczywiście - historia to niezwykle ważny element dla praktycznie każdego Polaka.  W te wakacje dotknęła mnie dość dosadnie.
Pracując w Budce z lodami na ul. Francuskiej, nigdy nie brałam sobie do pracy jedzenia. W przerwie wychodziło się zawsze na kebsa, do KFC, na tosty, do sklepu po bułkę i szynkę. Cokolwiek. Pamiętam jedną z deszczowych niedziel, kiedy przyszło mi siedzieć w Budzie i marznąć, bo prognozy mówiły: Maleńka, w Warszawie będzie 30 stopni ciepła, słońce i spiekota. Okazało się jednak, że od rana padało, było może z dwadzieścia stopni, wiatr, a na koniec przyszła też nawałnica. W każdym razie, brzuch domagał się już jakiegoś żarełka, więc udałam się do Kebabu na przeciwko Budy, w krótkich spodenkach, bluzce z krótkim rękawem. W deszcz. Zmokłam przez tę krótką drogę dość poczciwie, stanęłam pod niewielkim daszkiem Fenicji i wydukałam: Kebab standard z łagodnym, poproszę. Obok mnie stanął mężczyzna, oparł się o okienko, na oko miał z 60 lat, miał siwe włosy i okulary. Nie zdążył jeszcze nic powiedzieć, a Pani z okienka spytała: Standard z ostrym, tak? Mężczyzna skinął głową i popatrzył na mnie.
- Co Pani tak stoi pod tym daszkiem i moknie, zamiast sobie pod parasolem jak człowiek usiąść? - mówi w końcu do mnie.
- A, nie wiem w sumie - odparłam, bo głupio mi było się przyznać, że myślałam, że ten ogródek z parasolkami należy do knajpy obok.
- To zapraszam.
Usiadłam z nim przy stole pod parasolem. Stół Okocim, parasol jakieś chyba Tyskie, czy Królewskie. Kebab w mojej dłoni, kebab w dłoni jego. Rozmawia ze mną normalnie, ubrany w klapki i długie skarpety, krótkie spodenki i jakąś koszulkę, ja w koszulce firmowej Keep Calm And Eat Ice Cream...
- Wie Pani, ja czasem tu przychodzę.
- Słyszałam właśnie.
- Dziś akurat przyszedłem, bo posprzątałem już w kuchni i nie chciałem sobie nabrudzić.
Zaśmiałam się.
- A w ogóle, to jestem historykiem.
No tak. Rozmawialiśmy chwilę o historii, a potem pyta mnie:
- A pani to... Całe życie ma zamiar w tych lodach pracować?
- Nie no, broń Boże. Dostałam się właśnie na SGH.
- O, proszę... Mój brat jest tam rektorem.

Zamilkłam na chwilę. Potem mi się przedstawił, okazało się, że pisze książki historyczne, organizuje wystawy itp. A ja kogoś takiego spotkałam na kebabie. Było to dla mnie niesamowite. I ciągle jest.


Kiedy któregoś dnia po prostu zgłodniałam, postanowiłam zajść do Cukierni, w której pracowałam, po jagodziankę. Wyszłam z bułką i usiadłam na ławce na przystanku. Koło mnie siedział starszy mężczyzna, koło siedemdziesiątki, może nawet osiemdziesiątki. Siedziałam w krótkich spodenkach, był niesamowity upał, było mi widać wielką czerwoną plamę na udzie - ugryzł mnie giez, a jestem uczulona i bardzo spuchłam.
- Ale coś panienkę ugryzło! - westchnął Starszy Pan.
- Ano ugryzło.
- Da panienka chłopakowi, to wycałuje i przejdzie.
- Wie pan, gdyby był, to może by pocałował i może by przeszło - zaśmiałam się. - Ale nie ma!
- Nie, nie wierzę, że taka panienka nie ma powodzenia! Gdybym był w jej wieku, to bym rwał!
Śmieję się cicho.
Opowiedział mi o operacji, jaką miał, wycinali mu nowotwór z policzka, dostał od słońca.
- Czym panienka jedzie?
- Czymkolwiek.
- To tak jak ja.
Wsiedliśmy razem w 111, rozmawiał ze mną całą drogę. Okazało się, że jest historykiem, pracował w Instytucie, a jego żona była radcą prawnym. Miał na imię Maciej, był przesympatyczny i przepoczciwy. Dużo mówił o swojej żonie, ale z tego, co zrozumiałam, już nie żyła. Cieszyłam się tą krótką rozmową, ale jednocześnie potem było mi strasznie smutno, że ten Pan Maciej został taki sam.
Potem miałam wrażenie, że spotkałam go raz na Gocławiu, przyglądał mi się i ja jemu, ale nie byłam pewna, więc się nie odezwałam, a on długo oglądał się za mną.


Ostatnio podjechałam rowerem pod Narodowy, czekałam na przyjaciółkę. Podszedł do mnie mężczyzna, 45 lat na oko, oko swoją drogą podbite, szwy na środku czoła, w ręku puszka piwa.
- Przepraszam, przepraszam - mówi do mnie - ale ja muszę się wygadać. Mogę?
Kiwnęłam ramionami w geście obojętności.
Opowiadał mi dlaczego Powiśle to właśnie Powiśle (bo to podobno ciekawa historia), o wierzeniach Słowian Zachodnich, Mieszku I i innych dziwnych rzeczach.
- Pan jest historykiem? - pytam w końcu.
- Niedoszłym, nie skończyłam studiów.

Zaczęłam śmiać się sama do siebie. Poproszę o kolejnego historyka...



A GDZIE WIARA W LUDZI?

- Poproszę trzy kulki loda - mówi bardzo ładna pani i uśmiecha się do mnie. Piątek, wrzesień, ładna pogoda. Mnóstwo ludzi.
- 10.50 zł.
Pani daje mi stówkę i 50 gr, ja jej wydaję 90 zł i zapominam zgarnąć stówy, więc Pani automatycznie chowa ją do portfela, czego nie widzę.
Przychodzi 3 godziny później i pyta czy nie brakuje nam stówy, bo ona chyba ma o jedną za dużo w portfelu i chyba przypadkiem mi jej w końcu nie dała.
Przy raporcie wychodzi, że faktycznie - nie dała. Zostawiła swój numer telefonu, jednak trudno się było do niej dodzwonić, pisała tylko smsy, że przyjdzie i odda. Miała przyjść w sobotę, nie przyszła.
Koleżanka mówi:
- No jasne, że nie przyszła, po co miałaby przyjść? Jest do przodu o 9 dych.
Jest mi głupio, strasznie się denerwuję. Pani pisze, że przyjdzie w niedzielę. Rano jej nie było, mija piętnasta, a jej nie ma. Może koleżanka miała rację...
I nagle z kolejki wyłania się jej uśmiechnięta twarz.
Przywróciła mi wiarę w ludzi i uczciwość.



KALEJDOSKOP

W te wakacje spotkałam masę różnych ludzi.
Niektórych z ciekawą osobowością, intrygującą historią, smutnym spojrzeniem, śmiesznymi skarpetkami, zabawnym głosem, wkurwiającym zachowaniem, miłym usposobieniem, nieprzeciętną inteligencją, zrzędzeniem w opór... Innych z roześmianą buzią, przepięknym uśmiechem, niezwykłą uczynnością, fałszywą dwulicowością, ze zmianą nastawienia, z radością z życia, cudownym makijażem, dziwnymi przyzwyczajeniami.
Przebrnęłam przez masę różnych ciekawych postaci, które wryły mi się w pamięć i na zawsze w niej pozostaną jako sentymentalne. Spotkałam chamów i spotkałam też osoby, które pomogły zaklimatyzować mi się w Warszawie - dzięki którym mogę powiedzieć: Całkiem fajna ta Saska Kępa. Całkiem miło minąć na ulicy twarze, które już się rozpoznaje, które, mimo braku zobowiązań, czasem odkrzykną Dzień dobry, lub obdarzą po prostu szczerym uśmiechem.
Może już nie czuję się tu tak obco i nieswojo, jak w czerwcu, może znajduję już tu powoli swoje miejsce. Może jest mi już tu całkiem dobrze, choć zupełnie inaczej?

Przez te trzy miesiące zdążyłam znienawidzić ludzkość i też ją pokochać. Nigdy nie generalizujcie - każdego traktujcie z osobna, każdy na to zasługuje i jest tego wart - uwierzcie. Wszystko okazuje się dopiero z czasem. A mamy go coraz mniej, coraz mniej potrafimy dostrzec. Głowa do góry, ludzie, zacznijcie zauważać innych tego samego gatunku.
JESTEŚMY TEGO WARCI, serio.


A w przyszły poniedziałek rusza seria #MojaMuzyka!
Mam nadzieję, że ktoś w końcu zacznie mnie czytać :'(


Buziaki!



środa, 20 sierpnia 2014

french time for nothing


francuska

piszę cię moimi neuronami
przepalają się powoli
ulegają cichym awariom
splotom zdarzeń, sytuacji
słonecznych

poranków mi brak
zawiłych spojrzeń
zostało mi czekać i siedzieć
patrzeć jak wiatr się bawi kolorowymi
parasolkami

przyjdź, usiądź 
rozmień mnie na drobne

o nic nie pytaj
20.08.2014



Jestem już stara.
Skończyłam 19 lat i jeszcze wszyscy mówią mi, że się postarzałam. 

Pracuję teraz nad jakimś dziwnym tworem, do końca wakacji muszę skończyć, bo tak sobie postanowiłam. 


/
Bawię się kluczami w dłoniach. Przyczepiony jest do nich breloczek z biedronką. Boże, to wszystko jest jakieś chore, gdzie ja jestem, co ja robię. Wylądowałam w jakimś, kurwa, Wrocławiu, z jakimś Kubą, który jest bratem jakiejś Blanki, z którą pracowałam ponad rok temu. To wszystko jest nielogiczne, oplecione jakąś tragedią, cuchnie strachem, pocę się na samą myśl, że otworzę te drzwi, potem jakąś kopertę, a w niej może być czerwona kartka i zginę. W co ona się ze mną bawi, ledwo się znamy, czasem jeździłyśmy razem 117 i nic więcej, zamieniałyśmy krótkie słowa w pracy i nic nas nie łączy. Czemu mnie chce opowiedzieć tę swoją głupią historię, czemu mnie wplątuje w jakieś dziwne sprawy, w jakieś dziwne życie, dlaczego ja padłam ofiarą jej psychopatycznej dysfunkcji. A może ona teraz siedzi w Tworkach i obserwuje mnie przez wszczepioną pod moją skórę kamerę? Śmieje się w głos, że sikam w majty przed drzwiami mieszkania nr 23 na ulicy Brzoskwiniowej we Wrocławiu.
/

Trzymajcie kciuki, bo sama nie wiem, co się stanie.


amelia stańczyk photography

piątek, 25 lipca 2014

maybe



może

nie wiem, gdzie jestem
dokąd uciekła część
mojej do połowy pełnej
szklanki

może jeżdżę właśnie objazdami
szukając niemych wrażeń
może właśnie
wybucham płaczem

może gonię obroty sytuacji
a może obracam się
w złym towarzystwie

jeszcze, jeszcze
jeszcze tylko sto siedemdziesiąt stopni
i może, może
znowu wszystko wróci
/ale dokąd? 

25.07.14



przestań wyć




Mówię coś. Wolałbym, 
żeby samo się mówiło. 
Żeby samo się grało. 
Mówię coś, a w głowie mam 
stare numery telefonów, 
nieaktualne adresy, 
mnóstwo BARDZO wulgarnych wyrazów. 

NIE WYCHODŹ BEZ PARASOLKI, 
NIE WYCHODŻ BEZ PAROSOLKI. 

Aaaa wszystko to jest identycznie trwałe 
jaaaak numer telefonu na pudełku zapałek, 
aaa wszystko to jest identycznie trwałe 
jaaaaak numer telefonu na pudełku zapałek aaa...
 
Świetlicki - Parasolki